Z.Ćwiąkalski: Nie powinno dojść do ekstradycji Polańskiego

​- Do ekstradycji Romana Polańskie nie powinno dojść - twierdzi w rozmowie z IAR były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Zdaniem znawcy prawa karnego przemawia za tym fakt, ze Roman Polański zawarł ugodę z Samanthą Gailey, na której miał się dopuści gwałtu. Ponadto, ofiara wybaczyła reżyserowi i sama domaga się od amerykańskich śledczych umorzenia postępowania.

- Oczywiście mamy do czynienia z przestępstwem, które od strony moralnej nadal jest negatywnie oceniane. Ale mamy już do czynienia z człowiekiem, który jest w podeszłym wieku, który całym swoim życiem pokazał, że nie ma mowy o popełnieniu przez niego jakiegokolwiek innego przestępstwa, ponadto jest obywatelem Polski. Dlatego szereg względów pokazuje, że niekoniecznie powinien być wydany stronie amerykańskiej - wyjaśnia profesor Zbigniew Ćwiąkalski.

Roman Polański wczoraj stawił się w krakowskiej prokuraturze. Miało to związek z wnioskiem prokuratorów ze Stanów Zjednoczonych o aresztowanie reżysera. Polscy śledczy nie przychylili się jednak do wniosku Amerykanów. Nie oznacza to jednak, że status prawy reżysera został wyjaśniony, ponieważ ze Stanów Zjednoczonych nie wpłynął jeszcze wniosek ekstradycyjny.

- Pewnie w ciągu 30 dni wpłynie taki wniosek ekstradycyjny i wtedy rozpocznie się normalna procedura. To postępowanie pewnie potrwa długo i zakończy się postępowaniem sądu, ewentualnie decyzją ministra sprawiedliwości i dopiero wtedy status Romana Polańskiego będzie uregulowany - podkreśla profesor Ćwiąkalski.

Roman Polański jest ścigany przez amerykański wymiar sprawiedliwości za wydarzenia z 1978 roku. Wtedy to w Los Angeles miał wykorzystać seksualnie 13-letnią wówczas Samanthę Gailey.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Ćwiąkalski | Polański Roman

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje