Z miłości zlecił okaleczenie ukochanej

45-letni Mirosław C. nie potrafił pogodzić się z tym, że odeszła od niego ukochana. Kiedy stracił nadzieję na jej powrót, postanowił się zemścić - informuje Komenda Stołecznej Policji.

Mężczyzna wydał zlecenie oblania kobiety kwasem. Sam wpadł w ręce południowopraskich funkcjonariuszy tuż po zdarzeniu. Bezpośredni sprawca czynu, 38- letni Grzegorz K. odpowie za uszkodzenie ciała kobiety, natomiast jego dwóch wspólników, 37-letni Piotr B. i 36-letni Robert G. odpowiedzą za pomocnictwo w dokonaniu tego przestępstwa.

Reklama

Na ulicy Ostrobramskiej pod jednym z bloków młody mężczyzna oblał kobietę kwasem. Pokrzywdzona miała poparzoną twarz, nogi, dłonie i wypaloną wierzchnią odzież. Z poważnymi obrażeniami trafiła do szpitala. Lekarze walczyli o uratowanie jej wzroku.

Kiedy policjanci dowiedzieli się o zdarzeniu, natychmiast przystąpili do działania. Na początek ustalili historię całego zdarzenia. Okazało się, że pokrzywdzona kilka miesięcy temu wyprowadziła się od swojego konkubenta, z którym ma kilkunastoletniego syna i stwierdziła, że jest to koniec ich związku. 45-letni Mirosław C. nie potrafił pogodzić się z decyzją partnerki. Twierdził, że nadal ją kocha i nie wyobraża sobie życia bez niej. Niestety żadne argumenty i obietnice, które przedstawiał ukochanej, nie wpłynęły na zmianę jej decyzji.

Kiedy stracił już nadzieję, że konkubina kiedykolwiek do niego wróci, postanowił się zemścić. Zaplanował, że w okrutny sposób okaleczy swoją ukochaną. Nie chciał jednak tego zrobić sam, wynajął ludzi i wydał zlecenie oblania kobiety kwasem. Mężczyzna sam wyreżyserował spotkanie - zatelefonował do niej i powiedział, iż chciałby przekazać dla syna prezent pod choinkę. Poprosił, by kobieta wyszła przed blok o konkretnej godzinie bez dziecka i psa, a wówczas podjedzie jego znajomy, bo on sam nie może, gdyż jest zajęty i przekaże paczkę dla dziecka.

Bezpośrednia realizacja planu należała już do Roberta G., Piotra B. i Grzegorza K. To właśnie Grzegorz K. miał wylać słoik z kwasem na twarz kobiety. Jego współtowarzysze przywieźli go samochodem, po czym telefonicznie kierowali, dokąd ma pójść oraz którą kobietę oblać. Wszystko trwało dosłownie kilka sekund, 38 latek wylał kwas na oczekującą w wyznaczonym miejscu 35-letnią Monikę M., po czym cała trójka sprawców odjechała z miejsca zdarzenia.

Poparzona kobieta trafiła do szpitala. Od samego początku była przekonana, że było to działanie na zlecenie, którego autorem był jej były konkubent Mirosław C.

Po dokonaniu niezbędnych ustaleń, policja zatrzymała wskazywanego przez ofiarę mężczyznę. Mężczyzna nie przyznawał się do winy, aczkolwiek jego tłumaczenia nie przekonały sądu. Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy pozwolił przedstawić zatrzymanemu 45-letniemu Mirosławowi C. zarzut sprawstwa kierowniczego, w sądzie zaś zdecydowano o trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu podejrzanego.

Policjanci z komendy przy ulicy Grenadierów nie poprzestali na zatrzymaniu zleceniodawcy. Pokrzywdzona twierdziła, że nie znała napastnika, ale jest w stanie go rozpoznać.

W wyniku działań operacyjnych funkcjonariusze dokonali kolejnych zatrzymań. W trakcie przeprowadzonych czynności wyszło na jaw, że w sprawę zamieszanych jest więcej osób. Wśród nich był bezpośredni sprawca uszkodzenia ciała kobiety, 38-letni Grzegorz K., a także dwóch działających wspólnie i w porozumieniu jego pomocników, 37- letni Piotr B. i 36- letni Robert G.

Wczoraj podczas okazania pokrzywdzona rozpoznała sprawcę oblania jej kwasem. W prokuraturze wszyscy zatrzymani usłyszeli zarzuty, Grzegorz K. dokonania uszkodzenia ciała kobiety, a dwaj pozostali pomocnictwa w dokonaniu tego przestępstwa.

Dziś w sądzie zostanie rozpatrzony wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanych.

Dowiedz się więcej na temat: Nie | zlecenie | okaleczenie | Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje