Zabójstwo półrocznego Maksymiliana. MOPS monitorował sytuację?

Pracownicy socjalni Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rzeszowie monitorowali sytuację w rodzinie 6-miesięcznego Maksymiliana i jego siostry Leny – tak wynika z kontroli doraźnej przeprowadzonej w MOPS na wniosek MRPiPS i RPD.

Kontrola została przeprowadzona przez pracowników Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie na początku sierpnia. Natychmiastową kontrolę zlecił resort rodziny pracy i polityki społecznej w związku z zabójstwem 6-miesięcznego Maksymiliana, który zmarł 29 lipca w szpitalu na skutek licznych obrażeń ciała, w tym głowy.

Reklama

Podejrzanym w tej sprawie jest znajomy rodziców Grzegorz B., były pracodawca ojca dziecka. B. usłyszał zarzut zabójstwa dziecka oraz znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad 2,5-letnią Leną, siostrą Maksymiliana. Decyzją sądu mężczyzna trafił 1 sierpnia do aresztu.

Rzeczniczka wojewody podkarpackiego Małgorzata Waksmundzka-Szarek poinformowała w środę PAP, że z analizy skontrolowanych dokumentów wynika, że pracownicy socjalni MOPS monitorowali sytuację rodziny Maksymiliana i Leny, odwiedzając rodzinę w miejscu zamieszkania i podczas rozmów telefonicznych.

MOPS skierował wniosek do komendanta miejskiego policji "o podjęcie działań mających na celu rozpoznanie sytuacji rodzinnej", czego efektem były m.in. kontakty dzielnicowego z rodziną. Prowadzone były także czynności w ramach procedury niebieskiej karty.

Ośrodek złożył też do Sądu Rejonowego Sądu Rodzinnego w Rzeszowie zawiadomienie o sytuacji uzasadniającej wszczęcie postępowania o wydanie zarządzeń opiekuńczych.

Sąd rodzinny zdecydował, że 2,5-letnia Lena, nad którą miał się znęcać ze szczególnym okrucieństwem 40-letni Grzegorz B., trafiła już do rodziny zastępczej i pozostanie tam do czasu prawomocnego zakończenia postępowania, w którym zostanie określone, kto będzie się opiekował dziewczynką.

Waksmundzka-Szarek zwróciła jednocześnie uwagę, że wszelkie czynności prowadzone przez pracowników MOPS dotyczyły rodziców i ich dzieci, czyli Maksymiliana i Leny. Nie ma natomiast w weryfikowanych dokumentach jakichkolwiek informacji o tzw. osobie trzeciej, która przebywałaby lub utrzymywała kontakt z rodziną.

O zabójstwo 6-miesięcznego Maksymiliana, który zmarł w szpitalu na skutek licznych obrażeń ciała w tym głowy, podejrzany jest znajomy rodziców dziecka - Grzegorz B., były pracodawca ojca dziecka. Mężczyzna ma także zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad 2,5-letnią Leną siostrą chłopca.

Mężczyzna w czasie posiedzenia sądu w sprawie aresztu nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień. Oznacza to, że zmienił złożone przed prokuraturą wyjaśnienia, w których przyznał się do wielokrotnego znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad dziewczynką.

Przed prokuraturą przyznał się także do tego, że mógł spowodować śmierć chłopczyka, ale utrzymywał, że obrażenia, jakich dziecko doznało, były przypadkowe.

Wstępne wyniki sekcji zwłok dziecka wykluczają jednak, by obrażenia chłopca spowodowane były nieszczęśliwym wypadkiem. "Potwierdzają wersję, jaką prokuratura przyjęła w zarzucie" - mówiła na początku sierpnia szefowa Prokuratury Rejonowej dla Miasta Rzeszów prok. Renata Krut-Wojnarowska.

Niemowlę trafiło do rzeszowskiego szpitala w ostatni piątek lipca, lekarze określali jego stan jako krytyczny. Chłopczyk miał liczne obrażenia ciała. Dzień później zmarł. Do szpitala w piątek trafiła także siostra chłopca, u której funkcjonariusze również zauważyli obrażenia, jednak nie zagrażały one życiu.

Rodzice dzieci mają obecnie status świadków w sprawie. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje