Zarząd woj. śląskiego bez kobiety - Partia Kobiet chce wyjaśnień

Śląskie struktury Partii Kobiet chcą wyjaśnienia, dlaczego w wyniku porozumienia PO i SLD zarząd woj. śląskiego pracuje wyłącznie w męskim gronie. Decyzją Platformy jedyna kobieta musiała odejść z zarządu, aby zrobić w nim miejsce dla przedstawiciela Sojuszu.

Przedstawiciele śląskiej Platformy Obywatelskiej zapewniają, że odejście z zarządu wicemarszałek Aleksandry Gajewskiej w żaden sposób nie wiązało się z płcią i nie należy widzieć w tym przejawu dyskryminacji kobiet w życiu publicznym. Decyzję - zatwierdzoną później przez regionalne władze PO - miał podjąć marszałek województwa Mirosław Sekuła (PO).

Reklama

W poniedziałek Partia Kobiet wystosowała w tej sprawie list otwarty do partii współrządzących obecnie regionem: PO, PSL i SLD.

"Pozbycie się ostatniej kobiety z zarządu województwa oznacza, że w nadchodzących wyborach PO, PSL i SLD będą znowu na medialnych sztandarach nieść równouprawnienie, w rzeczywistości lekceważąc punkt widzenia kobiet i ograniczając decyzjami partyjnych baronów (utrzymywanych z pieniędzy podatników) potencjalny wpływ ponad połowy społeczeństwa na podejmowanie decyzji dotyczących ich kraju" - czytamy w liście.

Na początku obecnej kadencji samorządu w zarządzie woj. śląskiego zasiadały dwie kobiety, co politycy PO i PSL wskazywali jako powód do dumy. W wyniku późniejszych zmian pozostała jedna - aktorka i poetka Aleksandra Gajewska, odpowiedzialna m.in. za sprawy kultury. Podczas ubiegłotygodniowej sesji sejmiku złożyła rezygnację, argumentując, że robi to "szanując demokratyczne wybory obu klubów i obu ugrupowań". Wcześnie PO i SLD zawarły porozumienie, zgodnie z którym do zarządu wszedł skarbnik Sojuszu Kazimierz Karolczak. SLD nie miało jednak wpływu na to, kto zrobi dla Karolczaka miejsce w zarządzie.

Jak powiedziała w poniedziałek  rzeczniczka śląskiej PO i szefowa klubu radnych tej partii w sejmiku Agnieszka Kostempska, decyzję o tym, kto ma odejść z zarządu - zatwierdzoną później przez radę regionalną Platformy - podjął marszałek województwa.

- Z pewnością była to decyzja trudna i niekomfortowa, niezależnie od tego, czy dotyczyła kobiety czy mężczyzny. Marszałek musiał rozważyć przede wszystkim sprawy podziału obowiązków i organizacji pracy w zarządzie. Wybrał +mniejsze zło+, z pewnością nie kierując się ani przesłankami związanymi z płcią, ani tym bardziej chęcią dyskryminacji kogokolwiek - powiedziała Kostempska.

Do czasu ostatnich zmian w zarządzie woj. śląskiego zarządy połowy polskich województw tworzyli wyłącznie mężczyźni, a w połowie w zarządach pracowały też kobiety. Obecnie kobiety są w zarządach siedmiu województw, a dziewięcioma regionami rządzą sami mężczyźni. W gronie marszałków województw jest tylko jedna kobieta.

Niezadowolenie związane ze sprawą pozbawienia śląskiego zarządu kobiet artykułowały także w ubiegłym tygodniu niektóre radne sejmiku. - Trudne decyzje zapadają zazwyczaj kosztem tych mniej reprezentowanych (...). Nie dyskutuję ze zmianą polityczną, ale mówię o mechanizmie, który jest w Polsce stosowany - mówił radna Małgorzata Tkacz-Janik (klub SLD), według której odwołanie jedynej kobiety z regionalnego zarządu potwierdza, że dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie parytetów lub kwot w tym zakresie, by wzmocnić reprezentację kobiet. Ubolewanie z powodu odwołania kobiety z zarządu wyraziła też radna Urszula Grzonka (PiS).

Marszałek Sekuła tłumaczył radnym, że w życiu politycznym "każde stanowisko - ze swojej politycznej natury - jest pracą sezonową i szybkozmienną". Podkreślił jednak, że należy pamiętać o wkładzie pracy, jaki wnoszą osoby pełniące daną funkcję. Sekuła chwalił Gajewską za jej trzyletnią pracę w zarządzie i podziękował za nią.

Partia Kobiet powstała w 2007 r. Protestuje przeciwko złej sytuacji kobiet w Polsce, lobbuje na rzecz ustaw prokobiecych, popiera działaczki walczące o prawa kobiet.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje