Zatrzymanie dziennikarzy w PKW. Posłowie PiS skrytykowali policję, szefowa MSW przeprasza

Posłowie PiS na piątkowym posiedzeniu komisji kultury i środków przekazu skrytykowali policję za zatrzymanie dziennikarzy w siedzibie PKW. Przedstawiciele kierownictwa MSW i Policji tłumaczyli okoliczności zatrzymania, wyrazili też ubolewanie z powodu incydentu.

Posiedzenie komisji w sprawie "zatrzymania dziennikarzy Polskiej Agencji Prasowej i Telewizji Republika podczas wykonywania obowiązków służbowych w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej w nocy z 20 na 21 listopada 2014 roku" zostało zwołane na wniosek posłów PiS.

Reklama

W imieniu wnioskodawców poseł Jan Dziedziczak podkreślił, że zatrzymanie przez policję dziennikarzy w PKW było wydarzeniem "bez precedensu po 1989 roku". - Ten rok 2014, przedstawiany przez liberalne media jako rok wolności, rok 25-lecia po przemianach z roku 1989, jest tak naprawdę, w opinii wielu, czarnym rokiem dla polskiego dziennikarstwa, czarnym rokiem dla wolności słowa w naszym kraju - mówił poseł PiS.

"Nie powinno też dojść do okupacji siedziby PKW"

Odpowiadając na zarzuty minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska podkreśliła, że do zatrzymania dziennikarzy "nie powinno dojść ani wtedy, kiedy to się zdarzyło, ani nigdy więcej". - Nie powinno też dojść do okupacji siedziby PKW. Wtedy była potrzebna interwencja policji, ale niepotrzebne było zatrzymanie dziennikarzy. Dziennikarze nie powinni być wówczas zatrzymani - mówiła.

- Wszystkich tych, których to dotknęło w sposób bezpośredni, a również tych, których to zbulwersowało, czy spowodowało dyskomfort, przeprosiłam - dodała szefowa MSW.

Nie zgodziła się jednak, że zatrzymanie dziennikarzy było - jak mówił Dziedziczak - "formą represji". - Bo sugeruje to, że ktoś taką represję zlecił, zarządził. Nic takiego nie miało miejsca (). Media w Polsce mają bezgraniczny dostęp do informacji i mają prawo pełnić swoją misję, ale z drugiej strony policja ma mieć możliwość realizowania swoich zadań - mówiła Piotrowska.

Policja ubolewa "nad sytuacją, która wydarzyła się w PKW"

Komendant główny policji gen. Marek Działoszyński powiedział, że policja również ubolewa "nad sytuacją, która wydarzyła się w PKW".

- My jako policja jesteśmy i będziemy nastawieni na współpracę z mediami (). Ta sytuacja, która zdarzyła się w PKW, jest swego rodzaju sytuacją nową, z którą policja się zderzyła (). Ta sytuacja () wymagała od policjantów podejmowania decyzji związanych z wyegzekwowaniem uprawnień podmiotów uprawnionych do dysponowania swoją własnością, stąd mamy do czynienia z kwalifikacją związaną z naruszeniem miru domowego - tłumaczył Działoszyński.

Przedstawiając szczegółowe działania policji w siedzibie PKW, podkreślił, że o godz. 21.30 Państwowa Komisja Wyborcza przerwała pracę. - W związku z tym relacjonowania pracy i przebiegu tej pracy, jeśli chodzi o PKW, właściwie po godzinie 21.30 nie było - mówił komendant. Tłumaczył, że część osób, pomimo czterech wezwań administratora budynku do jego opuszczenia, a także trzech późniejszych wezwań policji, nie opuściła sali konferencyjnej PKW i dlatego policja zaczęła te osoby wyprowadzać.

Problemem nie było chwilowe zatrzymanie dziennikarzy

Przewodnicząca sejmowej komisji kultury Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO) zwróciła uwagę, że problemem nie było chwilowe zatrzymanie dziennikarzy, ale ich przetrzymywanie przez dłuższy czas. - Problem się zaczął wtedy, kiedy już po ochłonięciu w komendzie, jednak zdecydowano się zatrzymać (dziennikarzy) na dłużej i postawić przed sądem - mówiła. Zwróciła uwagę, że bardzo często dziennikarze znajdują się w sytuacji, w której mogą przeszkadzać w akcji policji, co - jej zdaniem - daje policji prawo do zdecydowanego działania, jednak potem powinno się ich potraktować zgodnie z wiedzą o tym, jaką rolę dziennikarze pełnią w społeczeństwie.

W odpowiedzi komendant główny policji przypomniał treść art. 193 Kodeksu karnego dot. naruszenia miru domowego. - Przestępstwo naruszenia miru domowego może być popełnione zarówno przez działanie - jako wdarcie się, jak i przez zaniechanie, czyli wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nieopuszczenie. Dla bytu przestępstwa nie ma znaczenia, czy sprawca znalazł się w tym miejscu legalnie, bo np. został zaproszony, czy też nielegalnie. Jeśli jednak sprawca dostał się do niego legalnie, to nieopuszczenie tego miejsca staje się bezprawne od momentu, kiedy dowiaduje się o żądaniu osoby uprawnionej, aby opuściła takie miejsce - tłumaczył Działoszyński.

Podczas posiedzenia komisji policja przedstawiła także założenia opracowywanego obecnie we współpracy z mediami kodeksu dobrych praktyk, który ma poprawić współpracę policjantów z dziennikarzami.

Dwaj dziennikarze - fotoreporter PAP Tomasz Gzell i dziennikarz TV Republika Jan Pawlicki - zostali zatrzymani przez policję około północy z 20 na 21 listopada, gdy relacjonowali okupację gmachu PKW przez osoby domagające się natychmiastowej dymisji członków PKW, w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. Łącznie z dziennikarzami zatrzymano wtedy 12 osób. Wszystkich policja oskarżyła o naruszenie miru domowego przez nieusłuchanie polecenia opuszczenia pomieszczenia. 5 grudnia sąd uniewinnił dziennikarzy, uznając, że ich zatrzymanie było pomyłką.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje