Zbierają podpisy pod wnioskiem o delegalizację ONR

W sobotę na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie przedstawiciele stowarzyszenia Demokratyczna RP zbierają podpisy pod wnioskiem o delegalizację Obozu Narodowo-Radykalnego. Wcześniej działaczki Protestu Kobiet pytały premier Beatę Szydło o bezpieczeństwo publiczne obywateli i ocenę działań MSWiA.

Pod koniec czerwca rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek poinformował, że tamtejsza policja pod nadzorem prokuratury bada, czy ONR nawołuje w swojej deklaracji ideowej do nienawiści na tle różnic narodowościowych. Dodał, że zawiadomienie w tej sprawie wpłynęło do prokuratury od pełnomocnika prezydenta Częstochowy do spraw równych szans.

Ewa Błaszczyk ze stowarzyszenia Demokratyczna RP przyznała, że stowarzyszenie to w całym kraju zbiera podpisy pod wnioskiem o delegalizację ONR. W sobotę zbierano je na warszawskim Krakowskim Przedmieściu

Reklama

"Podpisów jest ogrom, trzeba je liczyć w tysiącach i ciągle zbieramy kolejne. One mają wyłącznie moc presji społecznej na prokuraturę" - zaznaczyła Błaszczyk.

Wcześniej przed Pałacem Prezydenckim przedstawicielki innej inicjatywy - Protest Kobiet - ogłosiły kolejny już list, w którym zwracają się do premier Beaty Szydło z pytaniem: "Jaki cel ma osiągnąć polityka strachu oraz obniżania zaufania społecznego do policji prowadzona przez pani rząd, a zwłaszcza ministra odpowiedzialnego za MSWiA, w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa publicznego wszystkich obywateli i jak długo zamierzacie państwo ją prowadzić?".

"Nasze pytanie dotyczy ministra Mariusza Błaszczaka i pracy policji; pewnych naszych spostrzeżeń na temat systemowych działań państwa, które wykorzystują policję do swoich działań" - powiedziała Ewa Borguńska z inicjatywy Protest Kobiet dodając, że to już 19. pytanie jakie kierują do szefowej rządu działaczki tej inicjatywy.

"Pierwszy list z 15 pytaniami wysłałyśmy do premier Szydło 8 marca. Otrzymałyśmy odpowiedź, która jest obecnie konsultowana m.in. z ekspertami" - mówiła Borguńska.

W liście do szefowej rządu, który działaczki zaprezentowały w sobotę stwierdzono, że "eskalacja przemocy w Polsce jest faktem". "Dotyka ona nas, kobiety, naszych rodziców, naszych mężów, rodzeństwo, dzieci, przyjaciół, znajomych, sąsiadów. Przemoc jest obecna w przestrzeni publicznej - na ulicach, w środkach transportu publicznego, w kawiarniach i klubach, na stadionach, na billboardach, w prasie, radio i telewizji - po prostu wszędzie" - napisano w piśmie.

Zwrócono w nim uwagę, że "podgrzewanie atmosfery konfrontacji różnych grup społecznych przez najwyższe władze państwowe, pracowników mediów państwowych oraz przez parlamentarzystów (wszystkich opcji politycznych zresztą) uważamy za skrajną nieodpowiedzialność i działanie na szkodę państwa".

"Niestety zauważamy, że mimo napiętej sytuacji służby mające za zadanie pilnowanie przestrzegania prawa wywiązują się z tego zadania wybiórczo, a nierzadko same tego prawa nie wykonują w sposób należyty. Nie możemy się przy tym oprzeć wrażeniu, że nie jest to zwykła nieudolność tych służb, a działanie celowe, będące wykonywaniem rozkazów odgórnych, określających politykę państwa wobec wybranych grup obywateli" - napisano w liście, który ma być oficjalnie wysłany do premier Szydło w poniedziałek.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje