Żegnamy Zygmunta Moszkowicza

Dzisiaj w nocy odszedł na zawsze Zygmunt Moszkowicz, zastępca redaktora naczelnego portalu Interia - nasz wielki przyjaciel, mądry nauczyciel i najwspanialszy człowiek, jakiego znaliśmy. Był z nami od zawsze i na zawsze z nami zostanie.

Myślisz "Interia" - mówisz "Dzimek" - dla wielu obecnych i byłych pracowników portalu był jego filarem, symbolem i dobrym duchem. Służył nam radą, doświadczeniem, wspierał, ale i ganił, ale tylko wtedy, kiedy na to zasłużyliśmy. Był sprawiedliwy i wyrozumiały. Niestrudzenie uczył kolejnych młodych dziennikarzy, nie tylko w portalu, ale również na Uniwersytecie Papieskim im. Jana Pawła II w Krakowie. Tym "odchowanym" nie pozwalał spocząć na laurach - dopingował ich i mobilizował do doskonalenia warsztatu i poszukiwania coraz to nowych tematów.

Choć czasem się na niego za to denerwowaliśmy, stał na straży etyki nie tylko dziennikarskiej, ale zwykłej, ludzkiej. Pilnował dobrego imienia redakcji, ale też każdego z nas będąc mediatorem, rozjemcą i sędzią pokoju w jednym. Zawsze zdawaliśmy się na jego wyczucie i jego mądrość.

Imponował nam dyscypliną i samozaparciem. Do pracy miał 26 kilometrów - jeździł rowerem, kiedy nam nie chciało się przejechać sześciu kilometrów. Pościł w Adwencie, nie tylko dla sprawności ciała, ale by "nakarmić" duszę. Jego wielką pasją był tenis, mógł go oglądać i komentować godzinami i bez zmrużenia oka wykańczał kolegów na korcie.

Kochaliśmy go też za nadzwyczajne poczucie humoru. Był gwiazdą każdej firmowej imprezy, na których śpiewał i grał na gitarze. Czegokolwiek nie wybrał ze swojego bogatego repertuaru i tak musiał wykonać naszą ulubioną piosenkę: "Tu lewą mam rączkę, tu prawą rączkę mam. Jak praczki piorą pokażę ja wam...". No i pokazywał, bo do tego była bogata choreografia. Trudno nam uwierzyć, że już nam jej nie zaprezentuje...

A najtrudniej dzisiaj jest napisać ten tekst, po którym nie można poprosić: "Sczytasz to, Dzimku?".

Miał 61 lat. Odszedł o wiele za wcześnie.

Pogrzeb odbędzie się w poniedziałek 16 stycznia o godz. 14:00 w Kościele Parafialnym św. Barbary w Grodzisku Dolnym (woj. podkarpackie).

Zygmunta Moszkowicza wspominają przyjaciele:

Był wspierający i mobilizujący. W poniedziałek ze cztery razy na kolegium powtórzył: "To zaszczyt móc z wami pracować". Chciałbym mu to teraz powiedzieć: "Bo to był zaszczyt z nim pracować..." - Michał Boroń.

***

Odkąd pamiętam Dzimek tu był, zawsze. Dobry duch Interii, który w każdym momencie służył pomocą i nie wyobrażam sobie, że jutro już go nie spotkam. Nie wierzę w to. Mówił mi: "Pamiętaj Kaśka, rodzina jest najważniejsza. Dbaj o męża i dzieci, to oni są wartością najwyższą". Pytał o rodziców, a przecież ich nie znał i wcale nie musiał. Był po prostu dobrym człowiekiem, którego wszyscy szanowali. Dzimku drogi, kto teraz nam wskaże drogę, doradzi i pomoże w potrzebie... - Kasia Machaj.

***

Dzimka kojarzę jako wulkan energii. Każdy coś od niego chciał, a on zawsze znajdował czas, aby zamienić kilka słów. Czytał chyba wszystko, co pojawiało się na portalu. Komentował, poprawiał i namawiał, aby tworzyć lepsze materiały. Gdy pogratulował mi dobrego materiału, to czułem się, jakbym dostał co najmniej Grand Pressa. To był prawdziwy dobry duch tej firmy - Adam Wieczorek.

***

Przyjaciel wszystkich! Chyba nic prawdziwszego nie wymyślę ;( - Paweł Rygas.

***

Dzimek był jedną z najbardziej życzliwych osób jakie spotkałam w swoim życiu. Darzył wszystkich niezwykłą sympatią i ciepłym uśmiechem. Jeszcze kilka dni temu rozmawiałam z nim o noworocznych planach i o zmianach, jakie ma zamiar wprowadzić w swoje życiu... Niestety, już ich nie zrealizuje... Będzie mi go bardzo brakowało. Pokój jego duszy - Dominika Gębiś.

***

Wspaniały kompan i skarbnica wiedzy. Każdemu życzę, aby miał w sobie tyle radości, chęci do pomocy, werwy i otwartości na nowe. Jeśli miałbym go scharakteryzować w kilku słowach, to Od Zawsze Młody! Na zawsze taki pozostanie w mojej pamięci - Paweł Chwaleba.

***

Staż pracy w kontekście relacji z Dzimkiem nie miał nigdy żadnego znaczenia. Na tle wieloletnich pracowników Interii znałam go stosunkowo krótko. Wystarczyło, by już na zawsze zapamiętać jego niewyobrażalną radość życia, życzliwość i chęć pomocy. Już pierwszego dnia pracy w Interii poczułam, że jakby co, to do Dzimka jak w dym. Będzie nam go bardzo brakować... - Gabriela Kurcz.

***

Dzimek znał każdego i każdy znał Dzimka. Z każdym miał temat do rozmowy. Kiedyś wychodząc z pracy zajrzał do mojego pokoju, opowiadał o piosence, którą napisał dla żony. Zapytał, czy ja coś piszę. Powiedział wtedy: "Pisz wiersze, Anka, tylko to ma sens". Taki był. Znał nasze sekrety i plany, poprawiał, naprowadzał, inspirował. Miał dla nas czas i nie raz walczył o nas, o teksty, tematy. Był uśmiechnięty i dobry, przyjazny. I miał autorytet - Ania Piątkowska.

***

Dla mnie Zygmunt to mentor, który pokazał, że jak chcę to potrafię :) To człowiek, który kazał mi wrócić do korzeni i doceniać je na każdym kroku - za to jestem ogromnie wdzięczna. To człowiek, którego, jak chyba każdy "interiowy nowicjusz" bałam się, żeby za chwilę pokochać całym sercem. To człowiek, do którego czułam respekt, ale wiedziałam, że "jego klęcznik" na moje problemy, będzie zawsze dla mnie czynny... ;) To człowiek, dzięki któremu wiem, że nie metryka, a żar serca świadczy o tobie.... To ktoś, za kim będę bardzo tęsknić... - Basia Machalska-Cyran.

***

Często jak opowiadałam naszym potencjalnym pracownikom na rozmowach rekrutacyjnych, jaka jest Interia jako miejsce pracy, to stawiałam za przykład Dzimka. Bo Interia to Dzimek, a Dzimek to Interia. Czyli wielka pasja, energia, współpraca, otwartość na drugiego człowieka i to, że my tutaj naprawdę tworzymy wielką rodzinę z wyboru. Odszedł ważny członek tej rodziny - takie mam poczucie - Agata Łotowska.

***

Dzisiaj płakałam z powodu ogromnego smutku, a potem sobie przypomniałam, jak to płakałam ze śmiechu, gdy Dzimek nas rozśmieszał w roli konferansjera na spotkaniach integracyjnych i jak śpiewał swoją piosenkę przedszkolaka, na kolejne bisy zresztą. Albo jak go widziałam z grupką nowych pracowników, wpatrzonych w Dzimka-mentora-kronikarza, który im opowiadał, jak to tworzyliśmy Interię w Biprostalu - Agnieszka Skierczyńska.

***

Tak się złożyło, że Dzimek, Dzimon, Dzimuś (uwielbiam tą ksywkę) był jedną z pierwszych osób jakie poznałem w firmie i bardzo dokładnie pamiętam, jakie wrażenie na mnie wywarł. Nie zmieniło się ono przez 5 lat serdecznej choć służbowej znajomości. Nie wyobrażam sobie żadnego wydarzenia firmowego, żadnej imprezy ani zwykłej firmowej codzienności bez niego. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych - nieprawda, są. Ale jest ich bardzo mało - Kuba Cel.

***

Trzy lata temu zaczęłam pracować w Interii. Zawsze jest tak, że w nowym miejscu pracy, ktoś pomoże ci bardziej a ktoś mniej. Ktoś uśmiechnie się, a inny przejdzie nie zauważywszy. Wśród wielu osób była jedna szczególna.

Jak podaje słownik imion Zygmunt wywodzi się od germańskiego słowa: sigu (zwycięstwo) oraz munt (opieka, ochrona). Oznacza "tego, który zapewnia zwycięstwo i opiekę" lub "tego, którego opieka zapewnia zwycięstwo". Taki właśnie był Zygmunt, choć najbardziej niezrozumiałe w tym momencie wydaje się nam wszystkim czasownik "być" użyty w czasie przeszłym. Dziękuję, że mogłam pisać "Tematy dnia", którymi się opiekował. Że mogłam rozmawiać z nim o tekstach i proponować swoje pomysły, mogłam przyjść i pożalić się, że rozmówca nie dał mi swojej autoryzacji. Dziękuję za wszystkie dobre słowa, które powodowały, że chciałam pisać jeszcze więcej i jeszcze bardziej.

Nie znałam w swoim życiu żadnego mężczyzny, który tak pięknie mówi o swojej żonie. Podobno taka miłość się nie zdarza. Teraz wiem, że to nieprawda. Jest. Bo nie może być, że była - Monika Szubrycht.

***

Gdy mówił o swojej żonie, to zawsze z wielką czułością. O swoich dzieciach - z dumą i troską. Żył swoją rodziną i to się czuło. W sposób niezwykle dyskretny edukował nas duchowo, pokazując, co jest w życiu ważne.

Gdy dzielił się z nami opłatkiem, to były to chwile absolutnie podniosłe. Miał dar wytwarzania takiej atmosfery, że oto każdy czuł, że uczestniczy w czymś ważnym. Miał też niezwykły dar przemawiania. Przyniósł w tym roku gitarę na redakcyjną wigilię w Faktach, żebyśmy mogli wspólnie pośpiewać kolędy, ale tę rodzinną atmosferę, o jaką zawsze dbał, zakłóciły nam wydarzenia w Sejmie.

A on w tej zawierusze informacyjnej, w jakiej pracował od dawna, pozostawał zawsze sobą - miał te same zasady, tę samą wrażliwość, prawdziwą, szczerą troskę o drugiego człowieka.  Nie pamiętam, by przez te 11 lat, kiedy codziennie widywaliśmy się w pracy, mówił o kimś z pogardą lub niecierpliwił się w chwilach brutalnego zderzania z dalece skromniejszym doświadczeniem dziennikarskim innych osób. Cierpliwie czytał wszystko, dostrzegał to, czego nie widzieli inni, w sposób wyjątkowy dbał o język polski. Nie męczyło go pomaganie - do ostatnich dni był zaangażowany w organizowanie akcji charytatywnej i redagowanie książki. Zawsze, ale to zawsze miał czas dla innych - Ewelina Karpińska-Morek.

***

Na powitanie nie mówiliśmy sobie "cześć", tylko "dzień dobry, panie redaktorze", "kłaniam się", "moje uszanowanie". Nikt tak pięknie nie zmieniał tematu i od targetu nie przechodził do wakacji w Wenecji. Zawsze mogliśmy na niego liczyć, od pożyczenia auta po wstawienie się za nami u Naczelnego - redakcja ŚwiataSeriali.pl.

***

Dzimek był dobrym duchem Interii. Dobrym słowem dodawał skrzydeł. Troskliwością okazywał, że każdy jest ważny. Swoim urokiem osobistym zjednywał sobie ludzi. Zapamiętam go jako człowieka dobrego, serdecznego, odważnego i otwartego na nowinki technologiczne ;-). Zapamiętam Go z naszych pogaduszek o życiu, gdy czekałam na Fijałka albo wpadałam specjalnie do Niego. Mam wrażenie, że traktował nas wszystkich jak "wyluzowany ojciec" - nie wtrącał się, ale chciał wiedzieć, co słychać. Zachwalał moje ciasto ze śliwkami i pytał o plany na przyszłość. Trudno było Go nie kochać - Marta Bernat.

***

Kiedyś okazało się, że obydwaj byliśmy harcerzami. Od tej pory zawsze pozdrawialiśmy się na korytarzu "Czuwaj Druhu!". Jeszcze do mnie nie dociera, że Dzimek odszedł na wieczną wartę - Dariusz Rybak.

***

Niestrudzenie zachęcał nas do pisania, do - jak to mówił - "spijania śmietanki" - po czasie mozolnego zbierania materiału. Przyniósł kiedyś swój reportaż dyplomowy, żeby pokazać "jak to się robi". Był dyżurnym mówcą "mów urodzinowych", gdy obchodziliśmy urodziny kogoś z redakcji. Zawsze zdołał w nich zawrzeć jakąś uniwersalną prawdę życiową. I był również nieocenionym akompaniatorem gitarowym newsroomowych Wigilii :) - Agnieszka Waś-Turecka.

***

Nie wiem, co napisać. Rozpoczęliśmy razem pracę w tym samym czasie. Na X piętrze w budynku Biprostalu. Dzimek przyszedł chyba tydzień po mnie. Od zawsze był wspaniałym i radosnym człowiekiem. Jeszcze wczoraj widziałem go żartującego w stołówce, a dzisiaj taka wiadomość. Ogromna pustka na korytarzach, w mailach, na imprezach firmowych. Już nie usłyszymy jego żartów na urodzinach Interii. Eh, brak słów...  - Marcin Dąbrowa.

***

Agnieszka Osiecka napisała piosenkę, której słowa idą tak: "Takiego męża mi dajcie, co słowo dźwiga, jak kamień. A gdy je wypowie ciężko, to jakby podał mi ramię".  Właśnie takie były słowa Dżimka: jak silne ramię, jak pomocna dłoń. Zawsze wiedział, co powiedzieć, żeby zachęcić do pisania i zawsze wiedział, jak dodać mi otuchy, kiedy myślałam, że moje pisanie jest nic nie warte. A początkującym dziennikarzom takie myśli przychodzą do głowy dość często.

O tym, jaki był w pracy, pewnie napiszą inni. Ja chciałabym napisać, jakim był przyjacielem. Bo to pokazuje, jakim był człowiekiem. Niedawno obchodziliśmy w redakcji urodziny dobrego kolegi (lub - przyjaciela?) Dżimka. Tak się złożyło, że we dwójkę wybieraliśmy prezent. Nic wielkiego: dobre wino, można wybrać w dziesięć minut i kupić on-line w dwie. Ale nie z Zygmuntem. Zapamiętał, że kolega lubi konkretne wino, ale nie zapamiętał nazwy. Przeczesał więc całą skrzynkę pocztową, żeby znaleźć maila, w którym była nazwa szczepu. Potem ustalił, gdzie ten szczep rośnie. Tak doszliśmy do tego, co to za wino i zaczęliśmy szukać, gdzie można je kupić. Na tym etapie zaczęłam już sugerować, że ileż można szukać wina i może jednak kupimy inne. Gdzie tam.

Do pomocy dołączyła koleżanka i już we trójkę szukaliśmy hurtowni. Znalazł. Kupił TO wino. Bo kolega powiedział, że lubi właśnie takie. Taki był nasz Dżimek. I chciałabym umieć skupiać się na słowach pokrzepienia, ale póki co wiem tylko, że jego już nie ma. A powinien być - Katarzyna Pruszkowska.

***

Nasze drogi przecięły się bardzo dawno, bo już prawie 17 lat temu. Zygmunt od zawsze był naszym sąsiadem (redakcji serwisu Biznes), gdy rano przychodził i zaczynał poranek od prasówki i zdrowego śniadania. W poniedziałek mówi do mnie: "Pamiętaj, tylko trzy lekkie posiłki", pilnując zdrowego trybu życia.

Wspaniałe były jego uwagi - nawet wtedy, gdy w sobotę o północy budziła go nasza "przypominajka" (tzw. błędy na portalu w ostatnich minutach), mówił z uśmiechem: "Dobrze, bo właśnie wychodziłem z psem na spacer".

2 stycznia gratulowałem mu niedawną 17. rocznicę pracy w Interii, powiedział "nie czuję tego". Zawsze przysyłał nam zrzuty z ekranu - co poprawić i trafne wskazówki merytoryczne. Tylko raz widziałem go zdenerwowanym, miał niesamowity urok pokazywania nam błędów. Każdemu bym życzył takiego przełożonego, wspaniałego kolegę i dobrego życzliwego człowieka - Marcin Zabrzeski-Bicz.

***

Był jedną z pierwszych osób w Interii, które zaciekawione nową twarzą, która pojawiła się na korytarzu, zamieniły ze mną kilka słów przy kawie. W pierwszych dniach mojej pracy stał ze mną przy oknie i opowiadał, do kogo należy każdy samochód stojący na parkingu. Cierpliwie tłumaczył obsługę ekspresu do kawy, kiedy widział jak wciskałam na oślep jego guziki.

W Interii przywitał mnie słowami: "To ja, ten straszny, którego się boją. Siedzę w pokoju obok, tylko schody nas oddzielają" - i jedyne, co było prawdziwe w tym zdaniu, to ostatnia część o oddzielających schodach - Katarzyna Wilk.

***

Kiedy świętowaliśmy w redakcji nasze małe uroczystości (urodziny, śluby, spotkania przedświąteczne), zawsze padało niezmienne: "Dzimku, poprosimy o przemowę". I Dzimek mówił. Zawsze miał do powiedzenia coś ważniejszego i głębszego niż "wesołych świąt!" czy "sto lat!".

Pamiętam, jak kiedyś jechałam z nim samochodem, trasa może dwudziestominutowa. Zdążył skomentować sytuację na drodze, zanalizować płynącą z radia relację z Brukseli, opowiedzieć, jak gnał w deszczu na rowerze po specjalne mleko dla przygarniętych kotów, powspominać czas nieodległej przecież młodości, kiedy pracował w barze w Stanach (właściciel mu ufał, zostawiał klucze i mówił per "Jimmy"), przegadać tekst, nad którym pracowałam, i zapytać, co u mnie. Był pełen energii i jednocześnie spokoju. Jego rady zawsze były cenne. Nie tylko te zawodowe. Kiedy wyszłam za mąż, zdradził mi swoją "sprawdzoną receptę do zapamiętania": "Zawsze się szanujcie". Dzimku, zapamiętam. Ciebie też nigdy nie zapomnę - Justyna Kaczmarczyk.

***

Jest cała masa wspomnień. Z nich wszystkich przebija się niesamowita życzliwość, wiara w ludzi i w to że damy radę. Wulkan pozytywnej energii. Zawsze z olbrzymią miłością i dumą opowiadający o swoich dzieciach. Anegdoty sypał jak z rękawa. Wyjazd do Poznania na czat z Gulczasem z Big Brothera, pomoc dla powodzian w Sandomierzu, prowadzenie studia Euro, pogoń Zygmunta z Maćkiem Maleńczukiem po Hucie, żeby go wsadzić do taksówki... Chodziliśmy razem na angielski, gdzie Dzimek roztaczał tę swoją aurę dobrego ducha. Wiem, że to bez składu ni ładu, ale cholernie mi go będzie w tej firmie brakować - Krzysztof Zając.

***

To były 60. urodziny Dzimka. Niosło się wtedy po okolicy głośne "sto lat", a ja myślałem o tym, że chciałbym być taki jak on, gdy będę w jego wieku. Być pełnym energii, otwartym, szczerym, opanowanym, tak mądrze i rozsądnie używać doświadczenia życiowego, nie poddawać się przeciwnościom. Czyli być lepszym człowiekiem, niż jestem dziś. Chociaż trochę - AG

***

Pewnie wiele osób tak napisze, ale może będę pierwszy. Był naprawdę dobrym człowiekiem - Łukasz Malec.

***

Kiedy wróciłam z urlopu, Dzimek powiedział: "Spełniłaś moje marzenia. Zawsze chciałem tam pojechać. Może jeszcze uda mi się zabrać żonę w taką podróż". Dzisiaj chciałabym powiedzieć Dzimkowi, że na pewno spełnimy jeszcze niejedno jego i nasze marzenie, bo to właśnie on nas tego uczył - rozwoju, doskonalenia siebie i radości z życia - Justyna Mastalerz

***

Znaliśmy się niewiele ponad rok. Chociaż na co dzień dzieliło nas 300 km, to od pierwszego spotkania w Krakowie w listopadzie 2015 r. - jako kilkuosobowy zespół warszawski - czuliśmy wsparcie i ciepło bijące od Zygmunta, sympatię i chęć pomocy w każdej sytuacji. Zazdrościliśmy Mu wręcz tych kilometrów pokonywanych codziennie na rowerze. Jeszcze w piątek uzgadnialiśmy szczegóły dotyczące transmisji debaty Interii... Wieczny odpoczynek racz mu Dać Panie! - Paweł Czuryło

***

Kojarzyć go będę zawsze z szelestem gazety na stołówce. Wiecznie zanurzony w lekturze, zawieszony nad łyżką parującej pomidorowej. Z gazetą konkurować mógł tylko człowiek - Małgorzata Pawłowska.

***

Dla mnie Zygmunt był człowiekiem z krwi i kości, humanistą, przy którym mogłeś stać się "większy", bardziej sobą, zawsze potrafił zadać celne pytanie, mądrze rozśmieszyć, ale i w potrzebie pocieszyć na duchu. Interesował się bardzo drugim człowiekiem, jak nikt umiał w relacjach zawodowych troszczyć się o drugiego. Był bardzo troskliwy. Nie zapomnę jak spotkałem go u Dominikanów z mamą, o którą z taką miłością dbał. Do dziś też pamiętam jak podwożąc mnie dostał sms od żony, który uśmiechając się z rozczuleniem przeczytał: "Chleb, papier toaletowy i karma dla psa". I mówi: "Patrz, jak wygląda prawdziwa miłość po tylu latach małżeństwa". Potrafił bardzo pięknie mówić o swojej żonie, jak się poznali, jak do niej jeździł, zawsze małżeństwo było dla niego bardzo ważne.

Dzimkowi chciało się mówić o tym co ci w duszy gra, taki właśnie dla mnie pozostanie, bliski temu co we mnie najważniejsze - Kornel Dulęba.

***

Rozmawialiśmy wczoraj o... życiu po śmierci. Dałam mu książkę "Do nieba i z powrotem" - spojrzał na mnie i uśmiechnął się życzliwie. - Dzięki Kasiu, przynajmniej wiem, że dobrze mi życzysz. Że wierzysz, że trafię do nieba - powiedział. - Nie widzę innej opcji, Dzimku - odparłam z pewnością.

Nie sądziłam tylko, że będzie to tak szybko.

Żegnaj Dzimku! Czekam teraz na to "z powrotem" - Katarzyna Krawczyk.

***

Zygmunt to człowiek, przed którym pierwsza kroczyła jego legenda, empatia i pozytywna energia. Ikona Interii, kopalnia pomysłów i dobrego humoru. Jeden z firmowych "weteranów", który był z nami od zawsze. Dzisiejszy dzień, to świadomość niczym nie dającej się zapełnić pustki - AJ

***

Poznaliśmy się ponad 20 lat temu. To było na Krakowskich Reminiscencjach Teatralnych - ciemna sala szkoły teatralnej, Gardzienice, a my po prostu usiedliśmy obok siebie. I tak to się zaczęło... Wpadaliśmy na siebie to tu to tam, a potem spotkaliśmy się w Biprostalu - w Interii. Śmialiśmy się i żartowaliśmy. Rozmawialiśmy o wszystkim - o teatrze, kinie, filmach i spektaklach Wajdy, w których Dzimek statystował. O tenisie, dobrym jedzeniu, winie, piwie... O zwykłych sprawach. O tym, że trzeba być porządnym człowiekiem, uważać na to, co i jak się pisze, o tym, że rodzina jest najważniejsza! I żeby zawsze łagodzić konflikty i być "ponad to wszystko". Zawsze pytał, co słychać u męża, co u moich dzieci. Opowiadał o swoich podróżach z żoną. Miał jeszcze tyle planów... Wczoraj pojawił się w świetnym humorze na naszym zebraniu i wychodząc powiedział, że to zaszczyt z nami pracować. Dzisiaj myślę, że to zabrzmiało jak pożegnanie. Taki właśnie był Dzimek. Takim GO zapamiętam... Wciąż trudno uwierzyć, że to już koniec... - Anna Kempys

***

Pracuję w Interii od kilku miesięcy, ale akurat z Zygmuntem codziennie mijałem się na korytarzu, zawsze witał się z ciepłym uśmiechem, niesamowicie pogodny człowiek.

Przez te kilka miesięcy, ponieważ obaj dzieliliśmy zamiłowanie do dwóch kółek, często rozmawialiśmy, czasami dwa zdania w przelocie na korytarzu, czasami dłużej w kuchni przy kawie.

Nie znałem go dobrze, ale miał w sobie zaraźliwą pogodę ducha - Adrian Suszczyński.

***

Nie było imprezy firmowej, spotkania towarzyskiego, na którym Dzimek nie podzieliłby się jedną ze swoich anegdot, zawsze kończąc wartościową puentą. Szczęśliwie, nie trzeba było czekać na takie większe okazje. W firmowej kuchni, w pokoju, na korytarzu zawsze miał czas dla drugiej osoby. Serdeczny człowiek, który zawsze dawał do zrozumienia, że powinniśmy się skupić się na tym, kto jest tu i teraz.

Świetnie opowiadał, tak wciągająco, zabawnie, mądrze...

Nie wyobrażałam sobie, by kiedyś choć na moment zabrakło mu słów. Ale tak się stało - przez chwilę odebrało mu mowę, było wtedy gdy wspólnie z jego rodziną, zrobiliśmy mu przyjęcie-niespodziankę, w jego ogrodzie, z okazji 60. urodzin.

To był fantastyczny wieczór, w którym grał, śpiewał, opowiadał, także o tym, jak omal kota w pralce nie wyprał, jak poznał swoją żonę. I radził, że czasem warto podejść i zwyczajnie zapytać: "A czy ty nie jesteś głodna?". Bo tak właśnie twierdził, że poderwał swoją żonę, wówczas studentkę, która siedziała gdzieś na ławce i do której, ot po prostu, podszedł i zaczął rozmawiać. Pięknie opowiadał o swojej żonie.

Potrafił zrobić atmosferę tak zwyczajnie niezwyczajną. Tak jak Dzimek - zwyczajnie fantastyczny człowiek - Iwona Zemła.

***

Był zapalonym i świetnym tenisistą, a o turniejach ze swoim udziałem opowiadał w taki sposób, że spadaliśmy z krzeseł ze śmiechu. Nie przegapił chyba żadnego meczu Agnieszki Radwańskiej. Znał się zresztą z całą rodziną Radwańskich. Kto w Krakowie nie znał Dzimka? Ze świecą szukać. Ale wracając do tenisa - kiedy siedzieliśmy na meczu Wisły, na trybunach, on potrafił wyciągnąć komórkę i oglądać mecz Isi. Kiedyś wparował na trzecie piętro i ogłosił donośnie jak to on, że pod okiem syna - instruktora - zmienia technikę serwisu. Nie tylko ogłosił, ale zaraz przystąpił do demonstrowania! Każde jego wejście do redakcji zwiastowało, że zaraz wydarzy się coś ciekawego.

Mieliśmy zagrać, umawialiśmy się ze sto razy, ale zawsze się wykręcałem, przekładałem. Za dobry był dla mnie i bałem się, że jak źle zagram, to go zawiodę. Nie zawieść Dzimka - trudno o lepsze motto pracy w Interii - Michał Michalak.

***

Jeszcze wczoraj wieczorem przeglądał stronę główną i w mailach pouczał nas, żeby ambitnie przyciągać użytkowników. Na straży wartościowych treści Interii stał do końca życia.

To on wiele razy wykonywał mrówczą robotę, czytając linijka po linijce nasze teksty, poprawiając przecinki, kropki i błędy stylistyczne. To on spisał ujednolicone zasady pracy redaktorów i tłukł nam do głowy, że formy grzecznościowe "Ci", "Tobie", "Wam" występują tylko w listach, a wywiad czy reportaż listem przecież nie jest.

Pamiętam, gdy przed laty pożyczył mi swój samochód służbowy, nazywany przez nas "Dzimkowozem". Jechałem do Poznania, relacjonować ostatnią kolejkę Ekstraklasy. Zanim w ogóle wyjechałem do Krakowa, "Dzimkowóz" został dość mocno poturbowany w stłuczce. Zadzwoniłem do Zygmunta, blady ze strachu i mówię, że skasowałem megankę. On zamyślił się, a potem wrzasnął do słuchawki: "Młody, miałeś kiedyś wypadek? Nie? To już miałeś! Nie przejmuj się, to tylko samochód, ważne, że tobie się nic nie stało". Zawsze największą wartością był dla niego człowiek. Nie wiem, czy w tamtym momencie dało się lepiej rozładować napięcie.

Na korytarzu zawsze witał mnie uściskiem dłoni, tytułując "panem redaktorem", choć doświadczeniem przecież nie dorastałem mu do pięt. Korytarze Interii nie będą już takie same bez Ciebie, Dzimku. Skończyła się pewna epoka. Spoczywaj w pokoju... - Rafał Walerowski.

***

...Ale sobie termin wybrałeś... Życiowy. Ani młody gniewny, ani starzec o lasce — oczywiście żaden nie byłby dobry. Niemniej jednak musimy te 39 lat do Twojej przysłowiowej setki przeżyć bez Ciebie — zobowiązujące... Trudno nie uśmiechać się do każdego Twojego zdjęcia lub nie wspomnieć każdej sytuacji, w której brałeś udział, a w której każdemu z nas mogło być dane uczestniczyć. Oaza dobra i pozytywnego podejścia do wszystkiego i wszystkich. Będziemy z Tobą w poniedziałek w Grodzisku Dolnym... - Konrad Błazenek.

***

"Zygmunt" - tak właśnie - teraz już wiesz, że zawsze miałem skrupuły pisać do Ciebie "Dzimek", ze względu na ogromny szacunek, jaki mam dla Ciebie. Jestem szczerze wdzięczny, że nasze drogi przez choć chwilę były obok siebie.

Pełnymi garściami dzieliłeś się poczuciem humoru, szacunkiem i tym niewiarygodnym zaangażowaniem w najdrobniejsze sprawy, nawet przecież nie Twoje, ale dla ogólnego dobra.

Szczerze Cię za to podziwiam i pamiętam.

A gdy wchodziłeś do naszego traffikowego pokoju, od razu wszyscy mieli uśmiech na twarzy i z takim zostawiałeś nas na kolejne 10 minut, i to pomimo, że przyszedłeś nam zwrócić uwagę na nasze błędy. Taką masz aurę, talent, geniusz.

I budź mnie nadal w nocy, gdy reklama na głównej nie działa - Maciej Morek.

***

Przedstawiciel analogowego pokolenia rzucony w świat maili, CMS-ów, wdrożeń, newsów, map klikalności i terminów "na wczoraj". Radził sobie z tym szalonym światem świetnie, niejednokrotnie zmuszając do refleksji i pokazując nam wszystkim, gnającym przed siebie czym jest etos pracy, co to znaczy etyka w życiu prywatnym i zawodowym. Całym sobą i przy każdej okazji utwierdzał w przekonaniu, co jest w życiu najważniejsze i dlaczego jest to rodzina. W świecie, w którym wszystko działo się szybko, on potrafił hamować zapędy i tonować nastroje.

Część jego kolegów nie ma adresu mailowego, on instalował w swoim telefonie nowe wersje aplikacji i sprawdzał, czy pushe dobrze się wysyłają. Zdarzało się, że w środku nocy testował, czy wdrożenie nowego modułu na stronie głównej portalu jest w porządku i można go rano udostępnić użytkownikom. Z drugiej strony całkiem niedawno, gdy świętowaliśmy jego urodziny, wręczył nam notesiki i ołówki, abyśmy mogli notować nasze pomysły analogowo, jak to ładnie określił.

Kiedyś zobaczyłam, jak mozolnie rysuje i uzupełnia na kartkach jakieś tabele, okazało się, że prowadzi statystyki popularności materiałów na stronie i o określonych godzinach zapisuje ich wartości, potem zlicza sumy i średnie na kalkulatorze. Wzięłam te kartki i przeniosłam ich zawartość do arkusza kalkulacyjnego, pokazałam Dzimkowi co i jak, z radością oświadczając, że będzie mu się teraz wszystko ładnie i automatycznie sumować i uśredniać. Dzimek popatrzył, poklikał, podziękował za pomoc, a następnego dnia rano zastałam go wypełniającego tabelki... na kartkach. Uśmialiśmy się serdecznie oboje mrugając do siebie porozumiewawczo. Pracował jak lubił, celebrował życie, dobrą energią zarażał każdego, z kim się zetknął. I teraz też gdzieś tam żywo gestykulując robi swoje i po swojemu, jak to Dzimek - Agnieszka Maciaszek.

***

Mijając Dzimka na korytarzu miało się wrażenie, że dookoła niego roztacza się aura pozytywnej energii. Zawsze serdecznie witał się ze wszystkimi, a nawet krótką konwersacją powodował uśmiech na twarzy, zarażał nim. Niewielu się w życiu spotyka takich pozytywnych ludzi... - Filip Krasiński.

***

Dziwnie mi się pisze tego maila, mając z tyłu głowy to, co się stało. Przypominają mi się różne momenty, kiedy w 2009 roku przychodziłem do Interii do Sportu. Wszystkie te sytuacje z Dzimkiem, które przelatują teraz przed oczami, miały wspólny mianownik: od niego bił nad wyraz szczery, taki niczym niezmącony, prawdziwy szacunek do drugiego człowieka - bez względu na to, czy miał do czynienia ze stażystą, kierownikiem, dyrektorem. Wychodził z założenia, że w pierwszej kolejności ma do czynienia ze swoim bliźnim - Łukasz Piątek.

***

Spotkaliśmy nadzwyczajnego człowieka. Zygmunt nigdy się nie uląkł, ani nie uchylił, gdy ktoś potrzebował pomocy. Był chodzącym dobrem. Cierpliwym i stanowczym, wymagającym i dającym przykład. Jego dobra i energii nie możemy roztrwonić - Krzysztof Fijałek.

***

Dzimek wytwarzał pozytywną aurę wokół siebie. Za każdym razem, jak się go spotykało na korytarzu to było się pewnym, że zaraz zamieni z tobą kilka słów. A jak się już rozkręcił, to można było usłyszeć niejedną opowieść na każdy temat. Przyciągał do siebie innych niczym magnes, miał to coś co chciałoby się mieć. Pozostaje nam tylko pamięć o nim i zaszczyt, że go znaliśmy i mogliśmy razem pracować - Tomasz Czyż.

***

Ta smutna informacja dociera do mnie, ale cały czas nie mogę uwierzyć, że Dzimek odszedł na zawsze. Dzimek był, jest i zawsze będzie z nami. Miałem zaszczyt współpracować blisko z Dzimkiem przez prawie 7 lat, tych pierwszych lat, kiedy z całym zespołem tworzyliśmy fundamenty Interia.pl.

Nie ma takiej osoby, która pracowała w Interii i nie poznałaby Dzimka, a on wszystkich, których spotkał zawsze pamiętał. Nie tylko zawodowo, ale przede wszystkim prywatnie. Znał nasze osobiste sprawy, bo patrzył zawsze szerzej i dalej - w naszą osobowość i nasze motywacje. Wspaniale zbudował emocjonalne więzi całego zespołu, dając wszystkim wokół swoją zawsze pozytywną energię.

W pracy - profesjonalista. Wytyczał kanony internetowego dziennikarstwa, które z przyjemnością przekazywał nowym i doświadczonym redaktorom. W każdej sytuacji potrafił sięgnąć do swoich doświadczeń i wskazywał jako cel najwyższe standardy jakościowe - dziennikarskie i etyczne. Gdy wiele osób się czegoś bało, to mówił "dobra, ja to zrobię!" i pokazywał, że się da, inspirował wszystkich do działania. Wiecznie młody duchem. W czasach dobrych i trudnych służył zawsze optymizmem. Był obecny wszędzie, zawsze z inicjatywą.

Dzimek w nieskończoność zadziwiał nas swoją multimedialnością - słowem pisanym, graniem i śpiewaniem, a przede wszystkim przemowami z puentą na każdą okazję. Łączył niepowtarzalną energię, pasję i otwartość na zmiany z ogromnym zrozumieniem potrzeb drugiego człowieka. Zawsze miał czas dla każdego.

@Dzimek - swoją osobowością przekazałeś unikalnie pozytywną energię tylu osobom, że na pewno nam jej nie zabraknie. Jesteś w naszych sercach i umysłach, na zawsze - Grzegorz Wójcik.

***

Dzimek był kimś więcej niż szefem. Kimś więcej niż kolegą z pracy... Mówi się, że dzisiaj nie ma autorytetów. W takim razie ja miałam szczęście... - Dr

 

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje