Ziobro pozwał Palikota za słowa o śledztwie ws. finansowania kampanii

Przeprosin w mediach i 20 tys. zł na cel społeczny żąda Zbigniew Ziobro od Janusza Palikota, za wypowiedź z 2009 r., że Ziobro wszczął i wpływał na śledztwo w sprawie wpłat na kampanię wyborczą Palikota w 2007 r. Palikot żąda oddalenia pozwu.

We wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie kontynuował ten proces, wytoczony w marcu 2012 r. przez obecnego europosła i szefa Solidarnej Polski przewodniczącemu partii Twój Ruch. Powództwo dotyczy dwóch wypowiedzi Palikota z wiosny 2009 r., które odnoszą się do jeszcze wcześniejszego okresu - kampanii wyborczej do Sejmu w 2007 r., gdy Ziobro był prominentnym politykiem PiS i ministrem sprawiedliwości-prokuratorem generalnym, a Palikot - szefem lubelskiego regionu PO.

Reklama

W dwóch wywiadach na antenie TVN24 Palikot wypowiadał się wtedy na temat prowadzonego przez policję postępowania badającego wpłaty na jego kampanię wyborczą po tym, jak w mediach pojawiły się doniesienia, że pieniądze wpłacali niezamożni studenci, którzy podobno mogli je wcześniej dostać z otoczenia Palikota.

- Zbigniew Ziobro, jako prokurator generalny, wszczął gigantyczne przesłuchania ponad stu osób w Warszawie i 50 osób w Lublinie. Policjanci przychodzili o szóstej rano i pytali studentów, skąd mają te pieniądze - twierdził Palikot, który uznał też, że Ziobro wpływał na wykreowanie tej sprawy.

W marcu 2012 r. Ziobro - jako szef SP - postanowił pozwać za te słowa Palikota, będącego już poza PO. Zażądał od niego przeprosin na antenie TVN24 i w "Rzeczpospolitej" za te twierdzenia "bez podstaw" oraz tego, by szef TR wycofał się z tych oskarżeń i wpłacił 20 tys. zł na stowarzyszenie "Katon". Jak czytamy w pozwie, Ziobro oświadczył, że w żaden sposób nie wpływał na wszczęcie śledztwa ani tym bardziej działania w nim policji.

"Szukano haków na Janusza Palikota"

Strona pozwana wnosi o oddalenie powództwa. Jak mówiła pełnomocniczka Palikota mec. Marzena Kucharska, jej klient podtrzymuje swą ocenę tamtych zdarzeń. - Atmosfera była taka, że szukano haków na Janusza Palikota i w ogóle na wszystkich, którzy byli w opozycji do PiS. Mechanizm tych działań znamy ze sprawy Barbary Blidy. Poza tym, to też charakterystyczne, że pan Ziobro złożył pozew na granicy przedawnienia, dopiero trzy lata po tamtej wypowiedzi, a nie wtedy, gdy rzekomo jego dobro tak zostało naruszone - powiedziała.

We wtorek sąd przesłuchał trzech świadków, m.in. Dariusza Barskiego, szefa prokuratury krajowej w rządzie PiS. - Nie przypominam sobie, żeby minister Ziobro zlecał mi postępowanie, które by się "ocierało" o Janusza Palikota - zeznał świadek. Jak mówił, nie wie też nic o tym, by Ziobro zlecał wszczęcie postępowania w sprawie nieprawidłowości w finansowaniu kampanii Palikota. - A musiałbym o czymś takim wiedzieć jako Prokurator Krajowy - podkreślił.

Wcześniej zeznawali dwaj współpracownicy Palikota z 2007 r. Jak mówił 35-letni obecnie Krzysztof Ł., pracownik samorządowy z Lublina, w kampanii wyborczej w 2007 r. wzywano jego i innych działaczy młodzieżówki PO "na szybkie przesłuchania w sprawie wpłat w 2005 roku". - To było dosyć nieprzyjemne. Policjanci chodzili po miejscach zamieszkania czy pracy tych osób, które chcieli przesłuchać. Wręczali wezwania na następny dzień - zeznał.

"To kończcie, bo Warszawa czeka"

Jak powiedział, w czasie jego zeznań do pokoju policjantów przyszła osoba, która spytała ich, czy już skończyli przesłuchanie. - Oni na to, że już spisują protokół. "To kończcie, bo Warszawa czeka" - powiedział wtedy ten ktoś. Dla mnie to był dowód, że to było przygotowanie do wykorzystania zeznań w kampanii wyborczej - dodał świadek. Spytany przez pełnomocnika Ziobry mec. Macieja Zaborowskiego, czy słyszał, by to Ziobro zlecał te czynności, odparł, że nie.

Drugi świadek 30-letni obecnie Łukasz P. zeznał, że był wtedy szefem biura poselskiego Palikota i jego na przesłuchania nie wzywano, ale słyszał, jak do biura przychodziły osoby wzywane wtedy na policję.

- Odczucie było takie, że ta sprawa była już rozstrzygnięta zanim się zakończyła. Tezy były uznawane za potwierdzone, choć postępowanie wciąż trwało. Te osoby mówiły, że odczuwany był kontekst polityczny w przesłuchaniach, że wyglądało to, jak robione na zamówienie - zeznał. On również oświadczył, że nie słyszał, by to Ziobro wpływał na bieg śledztwa.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Ziobro | Janusz Palikot

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy