Dramatyczna śmierć 16-letniego Karola

Chciał rozpocząć naukę w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 przy Kościerskiej w Chojnicach. Jakby się nie udało, zostałby ślusarzem.

Był złotą rączką, po ojcu. Jego pasją była piłka nożna. Stał na bramce juniorów Red Devils. Niestety, wszystkie plany przekreślił tragiczny w skutkach wypadek. Szesnastoletni Karol Ćwikliński zginął na drodze do Angowic.

Reklama

Karol Ćwikliński wyjeżdżał z posesji zakładu, w którym w wakacje dorabiał. Był razem z przyjacielem. Ten krzyknął: stój! Niestety było już za późno. Karol wjechał rowerem wprost pod rozpędzonego opla astrę. Kierująca nawet nie zdążyła zareagować. Chłopak zginął na miejscu.

Zawsze spokojny

Mama Karola mówi, że syn był zawsze bardzo spokojny i opanowany. Był także dokładny i cierpliwy. Już od najmłodszych lat nie sprawiał żadnych problemów.

- Jemu w przedszkolu wszystko smakowało. Bez problemów było też w szkole podstawowej. Nie wiem, po co na wywiadówki chodziłam, skoro do niego nikt nie miał uwag - wspomina Ewa Ćwiklińska.

Karol niedawno zdawał testy gimnazjalne. Chciał się uczyć w szkole przy Kościerskiej. Jakby coś nie poszło po jego myśli, w alternatywie miał szkołę zawodową. Chciał zostać ślusarzem. Lubił pomajsterkować. - To po ojcu, który jest taką złotą rączką. Razem majsterkowali - mówi mama Karola.

Chciał dorobić

Niedawno Karol poszedł do pracy. Chciał popracować dwa, trzy tygodnie, zarobić na nowy rower. - W naszym domu każdy ma swoje obowiązki, zadania. Wszyscy też zawsze razem pracujemy i razem odpoczywamy - mówi mama Karola.

Sport najważniejszy

Cała rodzina Karola interesuje się sportem. Dziadek uprawiał lekką atletykę, brat Karola - tenis ziemny. W domu wszyscy zasiadali przed telewizorem i oglądali wspólnie mecze. Kanały sportowe były włączone bez przerwy.

Bramkarz u "Diabłów"

Największą radość Karolowi sprawiała gra w Red Devils. Był bramkarzem. Mama pamięta, jak raz wrócił do domu z czerwonym dresem ze znaczkiem drużyny na piersi. Piłka nożna była życiem Karola. Każdą wolną chwilę spędzał na podwórku, kopał piłkę lub jeździł rowerem.

Zawsze, gdy miał jakieś pieniądze, inwestował je w buty sportowe, rękawice, strój bramkarski. - Nad biurkiem wisiały dwa medale. Jeden za trzecie miejsce, który zdobył z drużyną Red Devils, drugi srebrny z turnieju samorządowego. Oba w dniu pogrzebu mąż włożył do trumny. To były przecież Karola medale - mówi pani Ewa.

Czarne opaski

- Najgorsze były te trzy dni po wypadku. Kiedy go nie było. Kiedy nie można było go dotknąć, poczuć - mówi Ewa Ćwiklińska.

Pogrzeb Karola już się odbył . Na stronie internetowej zespołu Red Devils są dziesiątki komentarzy. Wszystkie z kondolencjami, bardzo smutne. Ludzie piszą, że Karol był dobrym kolegą, przyjacielem, sportowcem. Drużyna seniorów Red Devils na sobotnim turnieju plażowym wystąpiła w czarnych opaskach na ramieniu.

Autor: Michał Rytlewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje