Gdańsk prosi o pomoc

W Gdańsku wciąż trwa usuwanie skutków powodzi, która nawiedziła miasto przed tygodniem. Ulewne deszcze podtopiły kilka południowych dzielnic miasta, pozbawiając dachu nad głową blisko dwa tysiące mieszkańców. Wstępnie straty oszacowano na ponad 200 milionów złotych. Kilkaset domów zostało zalanych, wyremontować trzeba dużą ilość ulic. Prezydent miasta Paweł Adamowicz od kilku dni prosi o pomoc, przekonując, że Gdańsk sam sobie nie poradzi.

Poszkodowanym gdańszczanom pomagają przede wszystkim sami mieszkańcy Trójmiasta. Do kilkunastu punktów zbiórki darów wciąż trafia żywność, odzież czy środki czystości. Bezpłatnie albo za symboliczną opłatą zgłaszają się także firmy, w których można wyczyścić zalany samochód albo po prostu zaopatrzyć się w wodę pitną. Z innych polskich miast już jadą natomiast ciężarówki wypełnione darami. To jednak wciąż za mało. Miasto zabiega o pomoc rządu. Być może już jutro Rada Ministrów podejmie stosowną decyzję. Pieniądze mają też trafić z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. W tym celu prezydent Adamowicz ma się spotkać z wiceprezesem EBOiR Hanną Gronkiewicz-Waltz i być może wtedy zostanie ustalona kwota tej pomocy. W najbliższą sobotę Totalizator Sportowy przeprowadza specjalne zakłady, z których dochód będzie przeznaczony dla Gdańska. Pod koniec lipca będzie można także kupić znaczek wydany przez Pocztę Polską. Ta pomoc przeznaczona jest tylko dla ofiar tragicznej ulewy, a przecież dewastacji uległy też domy, ulice. Tak czy owak z pomocą czy bez Gdańsk, podobnie jak przed czterema laty Racibórz, Opole czy Wrocław będzie usuwać skutki niedawnej powodzi jeszcze przez dobrych kilka lat.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje