Gdańsk: Znaleziono szczątki 13 więźniów

Szczątki 13 więźniów, najprawdopodobniej ofiar stalinizmu, znaleźli specjaliści IPN na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku - podał prof. Krzysztof Szwagrzyk, który kieruje badaniami. Badania genetyczne części szkieletów mogą potrwać od kilku tygodni do kilku miesięcy.

W czwartek na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku zakończył się pierwszy, trwający tydzień, etap poszukiwań prowadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej. Celem badań jest m.in. ustalenie miejsca pochówku działaczy AK - niespełna 18-letniej Danuty Siedzikówny ps. Inka i 42-letniego Feliksa Selmanowicza ps. Zagończyk. Obydwoje zostali rozstrzelani i dobici strzałami w głowę w 1946 r. w gdańskim więzieniu. Ich ciała pogrzebano w nieznanym miejscu.

Profesor Krzysztof Szwagrzyk, który kieruje badaniami na Cmentarzu Garnizonowym, poinformował w czwartek PAP, że udało się potwierdzić, że obecna kwatera nr 14 na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku jest dawną kwaterą pochówków więziennych z lat 40. "Ustaliliśmy, że to miejsce pochówku ofiar komunizmu w Gdańsku to nie jest jakieś symboliczne miejsce w bliżej nieokreślonym terenie, tylko ono znajduje się na cmentarzu przy ul. Giełguda" - dodał.

Reklama

Powiedział, że odnaleziono szczątki 15 osób, "z tego 13 to z całą pewnością więźniowie a pozostałe dwa to są pochówki znacznie, znacznie starsze". Dodał, że na kwaterze, która ma długą historię, to nie jest niczym zaskakującym. Wyjaśnił, że "spośród szczątków tych 13 osób, w dwóch przypadkach stwierdzono ślady po strzałach w okolicach głowy".

Zaznaczył, że "spośród szczątków tych 13 więźniów, w całości podjęte zostały szkielety sześciu osób; w pozostałych siedmiu przypadkach część kości pozostała w ziemi". - Odnajdywaliśmy tylko ich fragmenty bo niektórych szczątków nie można było do końca odkryć i podjąć, ze względu na rosnące drzewa i postawione współcześnie pomniki - tłumaczył.

- Dlatego nie mogę z całą pewnością powiedzieć, że pozostałe szczątki nie mają śladów po kulach, bo nie wszystkie mogliśmy odkryć w całości - dodał.

Uważa, że o tym, iż są to szczątki więźniów świadczy m.in. pogrzebanie na bardzo płytkich głębokościach (50-60 centymetrów pod ziemią), w półtrumnach (tj. w skrzyniach bez wieka), bez obuwia czy rzeczy osobistych. - Niektórzy zostali wrzuceni bez jakichkolwiek trumien, twarzą do ziemi lub leżą na boku; takie obrazy znamy z innych miejsc w Polsce, np. z Łodzi i Służewa gdzie prowadzimy prace i tam też mamy podobne sposoby pochówku - dodał.

Ocenia, że są to szczątki ofiar komunizmu, bo "wiadomo, że wykonano w Gdańsku 25 egzekucji, wiadomo, kim byli straceni, jakiej byli płci, w jakim wieku, jaki mieli wzrost czy stan uzębienia". Zastrzega jednak, że, na tym samym polu mogą być jakieś pochówki, o których niewiele wiadomo i "trudno będzie ocenić jak do nich doszło, czy są to np. ludzie, którzy zostali zakatowani na UB i zakopani, czy są to ofiary jakichś chorób w więzieniu".

Poinformował, że badania na gdańskim cmentarzu będą kontynuowane w przyszłym roku. Przypuszcza, że może być ujawnionych kilkadziesiąt kolejnych szczątków. Około czterotygodniowe poszukiwania mają być prowadzone w okresie od kwietnia do czerwca przyszłego roku, w ramach drugiego etapu badań.

Jeden ze szkieletów znalezionych na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku to szczątki młodej kobiety z przestrzeloną czaszką, które leżały w pobliżu szkieletu mężczyzny w średnim wieku, którego czaszka też jest przestrzelona. Szkielety poddane zostały szczegółowym oględzinom antropologów i specjalistów medycyny sądowej. Jak przyznał Szwagrzyk, wiek ofiar w chwili śmierci oraz stan ich szczątków sugerują, że badacze mogli natrafić na groby "Inki" oraz "Zagończyka".

- Jest niezwykle dużo przesłanek, żeby uznać to za niezwykle prawdopodobne - dodał. W czwartek historyk podkreślił, że "dopóki nie mamy absolutnie pewnych i niepodważalnych potwierdzonych wielokrotnie wyników badań genetycznych, nikt nie powie wprost, że to są szczątki "Inki" i "Zagończyka". Ocenił, że badania genetyczne mogą potrwać od kilku tygodni do kilku miesięcy (IPN dysponuje materiałem porównawczym obu ofiar komunizmu). Badania wykonają specjaliści z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Uniwersytet, w porozumieniu z IPN, prowadzi Polską Bazę Genetyczną Ofiar Totalitaryzmów.

Według historyków na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku w latach 40. i 50. ub. wieku mogło zostać pochowanych w sumie kilkadziesiąt osób zabitych na podstawie wyroków śmierci, głównie za działalność w organizacjach niepodległościowych.

Danuta Siedzikówna ps. Inka urodziła się 3 września 1928 r. W wieku 15 lat złożyła przysięgę AK i odbyła szkolenie sanitarne, służyła m.in. w wileńskiej AK. W czerwcu 1946 r. została wysłana do Gdańska po zaopatrzenie medyczne. Tutaj aresztowało ją UB. Po ciężkim śledztwie została skazana na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 r.

Wraz z "Inką" zginął - również skazany na śmierć - ppor. Feliks Selmanowicz, ps. Zagończyk. Jako ochotnik uczestniczył on w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. W czasie II wojny był on m.in. żołnierzem 3. oraz 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. "Łupaszki", gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy plutonu. Został aresztowany w lipcu 1946 roku.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje