Gdynia: Koniec procesu plantatorów marihuany

Skończył się proces osób, które w centrum Gdyni prowadziły jedną z najnowocześniejszych w Polsce plantacji konopi indyjskich. W czwartek zapadnie wyrok w tej sprawie. Za posiadanie prawie 14 kilogramów narkotyków oskarżonym grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Proces 41-letniej Katarzyny J., 42-letniego Ryszarda H. i 36-letniego Ireneusza G. toczył się przed gdyńskim sądem rejonowym. Oskarżeni są oni o: uprawę konopi indyjskich, wytwarzanie z nich narkotyków i wprowadzanie ich w obieg oraz kradzież energii elektrycznej, dzięki której plantacja działała.

Reklama

Dzisiaj prokurator i obrońca wygłosili mowy końcowe, wyrok zapadnie w czwartek. Za złamanie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii całej trójce grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Dotychczas policjanci nie zlikwidowali chyba nowocześniejszej plantacji narkotyków, niż ta, która do stycznia tego roku działała w jednej z willi w centrum Gdyni. Jak funkcjonariusze wpadli na trop narkotykowej szajki? Pół roku wcześniej zatrzymano na ulicy mężczyznę, który miał przy sobie znaczną ilość narkotyków. Jak się później okazało - pochodziły one z plantacji oskarżonych.

Po prawie półrocznym śledztwie policjanci z Wydziału ds. Walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku dotarli do willi. W środku zabezpieczyli ponad 15 tys. gotowych do sprzedaży porcji narkotyku - marihuany i skuna.

Narkotyki z gdyńskiej plantacji rozprowadzane były przede wszystkim w Trójmieście, Warszawie oraz za wschodnią granicą. Wartość zabezpieczonego materiału oszacowano na kilkaset tysięcy zł.

Plantacja prowadzona była przy pomocy elektronicznych sterowników, które powodowały, że rośliny były odpowiednio nawadniane i ocieplane oraz z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć genetyki.

1305 sztuk zabezpieczonych przez funkcjonariuszy krzaków konopi indyjskich przez kilka miesięcy gniło w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Woń narkotyku czuć było w całym budynku. Roślin - w myśl przepisów - nie można zniszczyć, ponieważ stanowią one dowód w sprawie.

Maciej Cnota

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje