Karnowski: Niech sopocianie zdecydują

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski chce, aby mieszkańcy tego miasta zdecydowali w referendum, czy ma zostać na stanowisku. - Jako prezydent wybrany z woli sopocian proszę państwa, abyście w drodze referendum podjęli decyzję w mojej sprawie - apelował.

Karnowski na poniedziałkowej konferencji prasowej zapewnił, że podporządkuje się każdej decyzji mieszkańców Sopotu.

Reklama

- To jest dla mnie najważniejszy i decydujący głos. Bez waszego poparcia nie będę miał dość siły by pracować dla miasta i jednocześnie walczyć o przywrócenie mi dobrego imienia. Jeśli mi zaufacie, przez kolejnych 21 miesięcy będziemy razem. Oddaję się w wasze ręce - podkreślił.

Prezydent Sopotu zaapelował jednocześnie do mieszkańców o składanie podpisów pod wnioskiem referendum. Aby takie głosowanie doszło do skutku musi być zebrane ponad trzy tysiące podpisów. Karnowski zapewnił także, że osobiście ze swoimi współpracownikami będzie zbierał stosowne podpisy. Zaapelował też do mieszkańców miasta o udział w referendum. Aby było ono ważne musi w nim wziąć udział co najmniej 3/5 osób, które uczestniczyły w ostatnich wyborach na prezydenta miasta.

Karnowski ocenił, że stanął przed najtrudniejszym wyborem w swojej samorządowej karierze. - Jeszcze przed wyborami stałem się przedmiotem pomówień. Ostatnio Prokuratura Krajowa postawiła mi zarzuty. Żaden wyrok nie zapadł, a ja już przez wielu zostałem osądzony. Jestem pewien swojej niewinności. Gorąco wierzę, że oczyszczę swoje nazwisko przed niezawisłym sądem tak jak to miało miejsce w głośnych w kraju sprawach w innych samorządach - oświadczył.

Tłumaczył, że w ciągu 21 miesięcy do zakończenia kadencji chciałby jeszcze sfinalizować takie projekty jak m.in. Nowe Centrum Sopotu, Dom Seniora i hala widowiskowo-sportowa. - Pokazują nas w Polsce jako przykład sprawnego samorządu. Jesteśmy wskazywani jako miasto sukcesu. Sopocka demokracja należy do najbardziej dojrzałych w Polsce. My wszyscy Sopocianie, jesteśmy wzorem obywatelskiego zaangażowania - mówił Karnowski.

Podkreślił, że decyzję o tym, aby poddać swoją przyszłość bezpośredniej ocenie mieszkańców podjął suwerennie po konsultacji z rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami. - To wymagało pewnego przemyślenia. Wybaczcie państwo, takie decyzje nie podejmuje się zbyt pochopnie. Myślę, że jestem pierwszym politykiem w Polsce, który stwierdził, że podda się takiemu referendum - powiedział Karnowski pytany, dlaczego woli poddania się woli mieszkańców nie ogłosił publicznie wcześniej.

Zaprzeczył, aby jakikolwiek wpływ na tę decyzję miał premier Donald Tusk. Karnowski wyjaśnił, że ostatni raz rozmawiał z szefem rządu dziewięć miesięcy temu. Karnowski zaznaczył, że nie kierował się wynikami sondażu PBS DGA opublikowanego w poniedziałek w "Gazecie Wyborczej". Na pytanie: "Jak głosowałbyś, gdyby odbyło się referendum w sprawie odwołania prezydenta?", 36 proc. osób odpowiedziało, że byłoby za odwołaniem, 45 proc. - za pozostawieniem na stanowisku, 15 proc. nie miało zdania w tej sprawie. - Gdybym patrzył tylko na ten sondaż to nie powinienem nic robić. Nie ma tu 70 procent "za", a 30 "przeciw", czyli wtedy mógłbym spać spokojnie. No jednak jest prawie pół na pół - zauważył Karnowski.

Dodał, że wybierając drogę referendum miał przede wszystkim na względzie odpowiedzialność. - Lubię zarządzać miastem, a nie udawać, że zarządzam miastem. Tylko wtedy można zarządzać miastem, kiedy ma się poparcie większości mieszkańców - mówił.

Gdańskie biuro Prokuratury Krajowej zarzuciła w środę Karnowskiemu przyjęcie korzyści majątkowych w wysokości ponad 67 tys. zł od miejscowego dilera samochodowego Włodzimierza Groblewskiego. Diler miał sprzedać prezydentowi po zaniżonej cenie (w sumie o 52,2 tys. zł) trzy auta, serwisować je za darmo (wartość usług oceniono na 13,4 tys. zł) oraz wykonać w domu Karnowskiego bezpłatnie prace remontowe warte 1,8 tys. zł.

Kolejną - zdaniem prokuratury - łapówkę w postaci wykonanych bezpłatnie usług budowlanych o wartości 2 tys. zł, Karnowski miał przyjąć od innego miejscowego przedsiębiorcy - Mariana D. Oprócz przyjmowania łapówek prokuratura zarzuciła też Karnowskiemu, że zażądał od trójmiejskiego biznesmena, Sławomira Julkego łapówki w postaci dwóch mieszkań. Lokale miały być zapłatą dla prezydenta za pomoc w uzyskaniu w sopockim urzędzie zgody na rozbudowę strychu w jednej z kamienic w tym mieście.

Śledczy zarzucają też Karnowskiemu, że w 2007 roku przed przetargiem na samochody dla magistratu, złożył fałszywe oświadczenie, w którym stwierdził, że z firmą prowadzoną przez Włodzimierza Groblewskiego nie łączą go stosunki, które mogą budzić wątpliwości co do jego bezstronność wobec tej firmy.

Za wszystkie zarzucane mu przez prokuraturę czyny Karnowskiemu grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje