Koszmar pani Teresy

Teresa Milewska mieszka przy ul. Zamkowa Góra w Kwidzynie Nad jej mieszkaniem, na strychu, urządzono lokal socjalny, a w nim ubikację, z której cieknie, a odchody dostają się piętro niżej - prosto do pani Teresy. Myszy i szczury przedostawały się do mojego domu - wspomina kobieta.

Drugi problem to drewniane stropy i schody, słychać każdy krok.

Reklama

- Miał być tam strych, a nie mieszkanie dla kilku osób, nie ma ani chwili spokoju, nie wspominając już o smrodzie z cieknącej ubikacji. Chętnie bym się wyprowadziła, ale kto teraz kupi ode mnie mieszkanie z takim sąsiedztwem? - pyta pani Teresa.

Postanowiła zawalczyć o swoje śląc pisma do wszystkich instytucji odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. Tuż po tym, jak o sprawie napisał "Kurier", sprawą wadliwie zbudowanej toalety zajął się nadzór budowlany, który nakazał administratorowi, czyli Zakładowi Usług Mieszkaniowych, uzupełnienie dokumentacji remontu, bo okazało się, że przeprowadzono go bez pozwolenia! Jednak nie nakazano rozbiórki ubikacji, a jedynie poprawki.

Pani Teresa miała nadzieję, że samorząd miejski zlikwiduje ten lokal socjalny (wcześniej mieszkańcy chcieli urządzić tam suszarnię, ale nie wyrażono zgody) albo kupi od niej jej mieszkanie, by mogła zamieszkać w spokojniejszym miejscu. Jednak na razie miasto nie ma takich planów.

- Mamy za mało lokali socjalnych, więc nie ma mowy o tym, byśmy pozbyli się nawet jednego - mówi Marek Konieczek, pełnomocnik burmistrza ds. mieszkaniowych. - Mam jednak dobrą wiadomość dla pani Milewskiej: obecnie mieszkająca tam rodzina (kobieta z kilkorgiem dzieci) wyprowadza się stamtąd, a jej miejsce zajmie tylko jeden lokator. To bardzo spokojna osoba, więc myślę, że nie będzie już problemu z hałasem i bieganiem po drewnianym stropie.

Dla pani Teresy Milewskiej to niestety marne pocieszenie. Lokale socjalne to zwykle przejściowe miejsca pobytu dla tych, którzy z różnych przyczyn nie mają gdzie mieszkać i niedługo może znów nastąpić wymiana lokatorów.

- W ciągu kilku lat mieszkańcy tej kilkumetrowej klitki na strychu ciągle się zmieniali. Na początku był tam pan, który znosił do siebie sterty śmieci, aż pod sufit. Nocował gdzie indziej. Myszy i szczury przedostawały się do mojego mieszkania - wspomina pani Teresa. - Nie wiem, co będzie dalej, czy rzeczywiści naprawią toaletę u góry, czy tylko uzupełnią jakąś dokumentację i wszystko będzie w porządku. Wygląda na to, że skończy się na wypisaniu jakiś papierków. A u mnie smród będzie nadal - podsumowuje całą sprawę pani Teresa.

ad

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje