Policjanci wywieźli moją córkę do lasu

29-letnia córka pani Leokadii L. jest upośledzona. Chodziła do szkoły specjalnej i gdy dorosła, matka miała z nią wiele problemów. Zresztą nadal ma.

- Małgosia potrafi być agresywna, często ucieka z domu, nadużywa alkoholu i lubi towarzystwo mężczyzn. Cóż, taka jest i nic na to nie poradzę, ona nie odpowiada za swoje czyny - opowiada matka.

Reklama

Niedawno, na prośbę pani Leokadii L., sąd ubezwłasnowolnił Małgorzatę wyznaczając matkę jako jej prawnego opiekuna. To w pewnym sensie ułatwiło jej kontrolę nad 29-latką, która znika z domu, wpada w złe towarzystwo i awanturuje się po alkoholu. Gdyby odpowiadała sama za siebie, nie można by jej było uchronić przed konsekwencjami. Potrafi zachowywać się zupełnie normalnie, spokojnie. A gdy wypije, to coś w nią wstępuje...

Trudno mi uwierzyć, że mogli ją zgwałcić

Małgorzata spędzała czas ze znajomym. Stali w parku i pili. Jak twierdzi matka, mężczyzna, z którym stała 29-latka jest życzliwy i krzywdy by jej na pewno nie zrobił. Jednak na miejscu ich spotkania pojawili się policjanci i mimo protestów znajomego zabrali 29-latkę do samochodu. Po jakimś czasie, podrapaną i posiniaczoną, przywieźli do domu.

- Córka mówiła, że wywieźli ją do lasu, ale dokładnie nie pamiętała, co się z nią działo. Miała poszarpane ubranie i siniaki na wewnętrznej stronie ud. Moja pierwsza myśl: "zgwałcili ją". Jednak z drugiej strony nie mogłam uwierzyć, że mogli zrobić coś takiego, więc nigdzie tego nie zgłosiłam - relacjonuje matka.

Innym razem, policjanci zawieźli Małgorzatę do lasu i tam zostawili. Było ciemno i kobieta błąkała się przez dłuższy czas, aż trafiła do jakiegoś domu. Poprosiła o pomoc gospodarzy, którzy wezwali na ratunek... prabuckich policjantów. Ci przyjechali i odwieźli ją do domu. Niedługo potem sytuacja się powtórzyła, jednak tym razem upośledzona 29-latka błądząc po lesie wpadła po szyję w bagno. Na szczęście udało jej się wydostać. Dotarła do jakiegoś gospodarstwa i znów na pomoc wezwano funkcjonariuszy z Prabut.

Nie przyjął mojej skargi

Leokadia L. złożyła skargę na ręce komendanta prabuckiego komisariatu.

- Opowiedziałam mu wszystko, ale mam wrażenie, że nie przejął się zbytnio. Kazał mi złożyć skargę na piśmie. Nie zrobiłam tego, bo pomyślałam, że i tak to nic nie da - mówi. - Przecież ci policjanci wiedzą, że ja jestem prawnym opiekunem córki. Ona powinna być traktowana jak nieletnia.

Pani Leokadia twierdzi, że nękanie jej córki zaczęło się ok. pół roku temu, gdy służbę w Prabutach rozpoczęło kilku młodszych funkcjonariuszy. Jej opinię potwierdzają też inni mieszkańcy.

-Zamierzam umieścić ją w domu opieki, bo nie jestem w stanie pilnować jej przez cały dzień. Zresztą tam przynajmniej nie będzie narażona na upokorzenia ze strony stróżów prawa - mówi pani Leokadia. - Córka powiedziała mi, że kiedyś, gdy zatrzymano ją po raz kolejny, policjanci zawieźli ją na komisariat i zaproponowali seks oralny. Omówiła. Nie wiem, czy tak było, ale chciałabym to wiedzieć.

Kto za to odpowie?

Ta historia to tylko jeden z wielu wątków tej bulwersującej sprawy. Mieszkańcy Prabut twierdzą, że wywożenie ludzi do lasu, w ramach kary za zakłócanie porządku, to norma. Szczególnie aktywny w tym względzie był Jarosław F. Jego zwierzchnicy nie chcą już komentować tych informacji.

Sprawą zajął się komendant wojewódzki policji w Gdańsku. Ale i on wydał jedynie lakoniczny komunikat o rozpoczęciu kontroli na komisariacie w Prabutach, a potem o pierwszych jej efektach, czyli o zwolnieniu ze stanowiska Roberta Czekajskiego, szefa prabuckiej policji "za całkowity brak nadzoru nad podwładnymi", a także usunięciu z funkcji zastępcy powiatowego komendanta policji w Kwidzynie Michała Zapolskiego.

Autor: ad

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje