Prezydent Sopotu nie będzie aresztowany

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski nie będzie aresztowany - zdecydował w poniedziałek Sąd Okręgowy w Gdańsku. Oddalił tym samym zażalenie, które wniosło gdańskie biuro Prokuratury Krajowej - na odmowę aresztowania Karnowskiego przez sąd niższej instancji.

Prezydent Sopotu przyszedł na posiedzenie sądu, które odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Gdańska PK postawiło prezydentowi Sopotu osiem zarzutów, w tym siedem korupcyjnych.

Reklama

W ustnym i jawnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Marek Skwarcow powiedział m.in., że wbrew twierdzeniu prokuratury, nie ma ze strony Karnowskiego realnej groźby matactwa w śledztwie. Prokuratura, chcąc aresztu dla prezydenta Sopotu, argumentowała m.in., że w śledztwie przewidziane są jeszcze konfrontacje z jego udziałem. Sędzia przypomniał, że śledztwo dotyczące Karnowskiego toczy się już od lipca 2008 r.

- Najbardziej istotne w tej kwestii jest to, że organ prowadzący śledztwo wzywał świadków, pracowników Urzędu Miejskiego w Sopocie, za pośrednictwem podejrzanego. A co jeszcze najbardziej ciekawe, zobowiązywał go do tego, żeby te osoby w ogóle stawiały się na wezwanie, a co za tym idzie, skoro po ponad pół roku prokuratura wywodzi, że istnieje obawa matactwa, to zdaniem sądu obawa ta jest bezpodstawna - wyjaśnił Skwarcow.

Sąd zwrócił też uwagę, że jeden z zarzutów postawionych prezydentowi Sopotu dotyczy przyjęcia korzyści majątkowych od miejscowego dilera samochodowego Włodzimierza Groblewskiego. Wobec dilera zastosowano poręczenie majątkowe. Według sądu, prokuratura w tej sprawie jest niekonsekwentna, ponieważ nie może być tak, że za udział w tym samym przestępstwie jedna osoba trafia do aresztu, a inna odpowiada z wolnej stopy.

- Ja mam przeświadczenie o tym, że w sądzie wszystkie rzeczy, które zostały na mnie powiedziane, złe i pomówienia, się wyjaśnią. Mam nadzieję, że to nastąpi jak najszybciej - powiedział dziennikarzom Karnowski po ogłoszeniu decyzji sądu.

Dodał, że teraz czeka na referendum w Sopocie dotyczące jego odwołania z funkcji prezydenta miasta. - Oczywiście nie orzeknie ono o mojej winie czy nie winie - bo to orzeknie sąd - a orzeknie przede wszystkim o tym, czy mieszkańcy Sopotu dalej mi ufają, czy nie - podkreślił Karnowski.

Jedna z obrońców prezydenta Sopotu Romana Orlikowska-Wrońska powiedziała dziennikarzom, że żądanie prokuratury dot. aresztowania Karnowskiego od początku było "nieuzasadnione i arbitralne", aby "wywołać efekt w społeczeństwie".

Gdańskie biuro Prokuratury Krajowej zarzuciła Karnowskiemu przyjęcie korzyści majątkowych w wysokości ponad 67 tys. zł od miejscowego dilera samochodowego Włodzimierza Groblewskiego. Diler miał sprzedać prezydentowi po zaniżonej cenie (w sumie o 52,2 tys. zł) trzy auta, serwisować je za darmo (wartość usług oceniono na 13,4 tys. zł) oraz wykonać w domu Karnowskiego bezpłatnie prace remontowe warte 1,8 tys. zł. Kolejną - zdaniem prokuratury - łapówkę w postaci wykonanych bezpłatnie usług budowlanych o wartości 2 tys. zł, Karnowski miał przyjąć od innego miejscowego przedsiębiorcy - Mariana D.

Oprócz przyjmowania łapówek prokuratura zarzuciła też Karnowskiemu, że zażądał od trójmiejskiego biznesmena Sławomira Julkego łapówki w postaci dwóch mieszkań. Lokale miały być zapłatą dla prezydenta za pomoc w uzyskaniu w sopockim urzędzie zgody na rozbudowę strychu w jednej z kamienic w tym mieście.

Śledczy zarzucają też Karnowskiemu, że w 2007 roku przed przetargiem na samochody dla magistratu, złożył fałszywe oświadczenie, w którym stwierdził, że z firmą prowadzoną przez Włodzimierza Groblewskiego nie łączą go stosunki, które mogą budzić wątpliwości co do jego bezstronności wobec tej firmy.

Za wszystkie zarzucane przez prokuraturę czyny Karnowskiemu grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje