Proces lekarki oskarżonej w związku ze śmiercią 5-latka

Przed Sądem Rejonowym w Kartuzach ruszył w czwartek proces miejscowej lekarki, którą prokuratura oskarżyła o to, że w kwietniu 2015 r. nie przyjęła do szpitala 5-letniego chłopca, by wykonać u niego szczegółowe badania. Kilka dni później dziecko zmarło.

Zgodnie z decyzją sędzi Katarzyny Macińskiej, proces toczy się za zamkniętymi drzwiami. O wyłączenie jawności wnioskowali w czwartek, na pierwszym posiedzeniu w tej sprawie, obrońca lekarki Ewy Ch. oraz pełnomocnik rodziców zmarłego chłopca. Prokurator Ewa Burdzińska nie miała nic przeciwko obecności mediów na sali rozpraw poza momentami, kiedy zeznania będą dotyczyły szczegółów z prywatnego życia pokrzywdzonej rodziny.

Reklama

Wyłączenie jawności sędzia uzasadniła "ważnym interesem prywatnym pokrzywdzonych". "Przedmiotem postępowania będą szczegóły dotyczące ich życia prywatnego, to jest leczenia i śmierci ich dziecka" - zaznaczyła sędzia Macińska.

Na czwartek - pierwszy dzień procesu - sąd zaplanował m.in. przesłuchanie rodziców oraz innych świadków, w tym członków rodziny zmarłego chłopca i pracowników Szpitalnego Oddziału Ratunkowego kartuskiego szpitala.

W końcu listopada ub.r. Prokuratura Regionalna w Gdańsku oskarżyła lekarkę Ewę Ch. o to, że naraziła 5-letnie dziecko "na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu". Za popełnienie takiego czynu grozi kara do pięciu lat więzienia.

Sprawa dotyczy zdarzeń, które rozegrały się w kwietniu 2015 roku. Pięcioletni Kacper, który wraz z rodzicami mieszkał w podkartuskim Miechucinie, zachorował na zapalenie oskrzeli. Mimo leczenia stan dziecka pogarszał się. Po wizycie w przychodni rodzice otrzymali skierowanie do kartuskiego szpitala. Na tamtejszym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym chłopiec został zbadany przez Ewę Ch. Lekarka stwierdziła u dziecka zapalenie gardła, uznała jednak, że dziecko nie wymaga hospitalizacji.

Rodzice z dzieckiem wrócili do domu. Kolejnego dnia stan chłopca się pogorszył - dziecko straciło przytomność. Wezwani na miejsce ratownicy medyczni reanimowali chłopca. Udało im się przywrócić akcję serca. Dziecko, w ciężkim stanie, trafiło do szpitala w Gdańsku, gdzie - mimo przeprowadzonej operacji - zmarło.

Prokuratura Regionalna w Gdańsku oskarżyła lekarkę o to, że pełniąc dyżur pediatryczny w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, zaniechała przyjęcia pięciolatka do szpitala, pomimo występowania u chłopca objawów zaburzeń w układzie krążenia, co - zdaniem prokuratorów - było wskazaniem do "pogłębionej diagnostyki szpitalnej".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje