Prokurator na statku-klinice aborcyjnej

Prokurator chce zaplombować kontener - przenośny gabinet ginekologiczny na statku-klinice aborcyjnej - twierdzą przedstawicielki Fundacji "Kobiety na falach". Ich zdaniem, jest to niezgodne z prawem. Nieoficjalnie wiadomo, że kobiecie-kapitanowi statku oraz polskiej wolontariuszce, która na nim przebywa, zabrano paszporty.

PAP dowiedziała się również od feministek, że przeszukujący statek prokurator konfiskuje środki medyczne. Są one tym oburzone, gdyż medykamenty były zaplombowane przez holenderskie służby celne. Polscy funkcjonariusze zerwali plomby. Niewykluczone, że wśród środków znajdują się nielegalne w Polsce tabletki RU486.

Reklama

- To skandal dyplomatyczny - oceniła zamierzenie zaplombowania kontenera Rebecca Gomperts. Inna Holenderka Margaret Moor powiedziała, że nie będą mogły wykonywać pracy, tego, po co przypłynęły do Polski.

Zarówno polskie, jak i holenderskie feministki utrzymują, że statek-klinika aborcyjna "Langenort" przypłynął, by edukować Polki w zakresie planowania rodziny i aby promować antykoncepcję.

Holenderski statek - klinika aborcyjna przechodził w porcie we Władysławowie odprawę celno-paszportową.

- Kontener zostanie zaplombowany jutro, a znajdujące się w nim lekarstwa sprawdzą farmakolodzy - poinformował prokurator rejonowy w Pucku Witold Niesiołowski. - Kapitan statku zgodził się na zaplombowanie znajdującego się na pokładzie kontenera. W związku z tym zostanie to wykonane i wszystkie znajdujące się w środku medykamenty zostaną zabezpieczone - powiedział.

Nie potwierdził, że na pokładzie znajdują się leki niedopuszczone przez polskie prawo. Powiedział, że w poniedziałek wszystkie medykamenty zbadają farmakolodzy. Jak wyjaśnił prokurator, zgodnie z polskim prawem niedozwolone jest posiadanie środków wczesnoporonnych celem wprowadzenia ich do obrotu.

- Statek nie ostanie zgody na opuszczenie portu, dopóki nie wyjaśni, dlaczego złamał procedurę wejścia do portu - poinformował kapitan portu Władysławowo Kazimierz Undro.

- Czekam na pisemne wyjaśnienie okoliczności tego zajścia od kapitana statku w poniedziałek. Po tym podejmę decyzje dotyczące konsekwencji złamania procedury - powiedział Undro. Maksymalna kara to 30-krotność miesięcznego wynagrodzenia w Polsce, czyli ok. 60 tysięcy zł.

"Langenort" musiał przepłynąć w inne, zamknięte miejsce, nabrzeża. Nie wpuszczane tam są żadne postronne osoby. Policja zabezpieczyła część nabrzeża, gdzie stoi jeszcze grupka gapiów i protestujących przeciwko aborcji.

Statek przed godz. 14. wpłynął do portu we Władysławowie. Kilkadziesiąt osób przywitało go okrzykami: "Mordercy", "Gestapo", obrzuciło jajkami i czerwoną farbą. Inni klaskali, gdy cumował.

"Langenort" wpłynął do portu we Władysławowie bez wymaganego zezwolenia. Kapitan portu może nakazać mu opuszczenie portu i nałożyć na niego karę administracyjną. - Kapitan jednostki tłumaczył takie zachowanie misją, z jaką tutaj przyjechał. Musimy teraz wyjaśnić okoliczności tego zajścia - powiedział Undro.

Zapytany o to, czy statek będzie musiał opuścić Władysławowo Undro odpowiedział, że najprawdopodobniej tak się stanie. - Jeśli ktoś nie stosuje się do naszych regulacji, to musi liczyć się z konsekwencjami - tłumaczył.

Przed południem jednostka opuściła redę w Gdyni, gdzie czekała na ustanie sztormu. W piątek "Langenort" nie dostał zgody na wejście do portu we Władysławowie z powodu złych warunków atmosferycznych - bardzo silnego wiatru i niekorzystnego jego kierunku. W tej chwili wiatr jest dużo słabszy i statek mógł być wpuszczony do portu.

Na konferencji prasowej w sobotę Rebecca Gompert, szefowa Fundacji "Kobiety na falach", zapowiedziała, że organizacja zamierza prowadzić "zajęcia polegające na promowaniu edukacji w warsztatach, a kilka razy wypłynąć na wody eksterytorialne". Feministki indagowane, po co będą zabierać kobiety na wody eksterytorialne, odpowiadały, że po to, aby edukować je z zakresu planowania rodziny i aby prowadzić warsztaty z antykoncepcji.

Statek budzi ogromne emocje. Według kobiet na statku nikt nie będzie dokonywał aborcji, bo jest to niezgodne z polskim prawem. Holenderki twierdzą, że chcą jedynie edukować Polaków. Przeciwnicy aborcji mówią jednak, że nie wpuszczą statku do portu. Chcą, by jednostkę aresztowano. Sprawą zajmuje się policja i prokuratura.

RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje