Sezon na topienie

Zdaniem ratowników, do utonięć dochodzi najczęściej, gdy dojdzie do połączenia brawury z ignorowaniem ostrzeżeń. Dodatkowy problem rodzi fakt, że jedynie 10 procent naszych plaż strzegą ratownicy.

- Kiedy na strzeżonych kąpieliskach pojawia się czerwona flaga, ludzie specjalnie uciekają w takie miejsca, gdzie ratownik ich nie wygoni - mówi Kazimierz Zalewski, prezes sopockiego WOPR.

Reklama

- Niektórzy nie mają pojęcia o istnieniu fali odbojowej, która powoduje, że płynie się dwa metry do przodu, a morze wciąga nas pięć, dziesięć metrów w głąb.

Wciąganie w głąb

Silna fala jest w stanie przewrócić i wciągnąć człowieka nawet w pobliżu brzegu. To szczególnie niebezpieczne dla dzieci. Tego typu fala często zdarza się na Stogach, Górkach Zachodnich, Sobieszowie. Tu, kiedy wieje północny wiatr, ląd nie jest już zasłonięty Półwyspem Helskim, fala jest więc znacznie większa.

Statystyki z ostatnich lat pokazują, że to właśnie w tym rejonie naszego Wybrzeża dochodzi do największej liczby wypadków. Najbardziej niebezpiecznym miejscem są wg ratowników okolice Westerplatte, gdzie dodatkowo fala odbija się od falochronu.

To w tym miejscu w ostatni weekend lipca doszło do dwóch tragedii. Utopił się 13-letni chłopiec i starszy mężczyzna, który wypadł z łódki. Plaża w tym miejscu nie jest strzeżona. Nie ma ostrzeżeń o zakazie kąpieli.

Tor podejściowy

Natomiast tablice zakazujące kąpieli znajdują się na wprost wejścia na plażę śródmiejską w Gdyni. Jednak mimo ostrzeżeń, właśnie w pobliżu falochronu kąpie się najwięcej ludzi. Dlaczego nie ma tu ratowników?

- Bo jest tu zakaz kąpieli - wyjaśnia jeden z gdyńskich ratowników. - Przy brzegu wody jest do pasa, a potem nagle jest czterometrowy dół, podejście do mariny.

Tu tydzień przed otwarciem tegorocznego sezonu utopiła się kilkunastoletnia dziewczyna, która spacerowała w wodzie z koleżanką. W głęboki uskok wpadły obie, tylko jedną z nich udało się uratować.

Ratownicy, których stanowisko jest kilkadziesiąt metrów od falochronu, nie są w stanie wyganiać tłumów z wody. Przed głębokim uskokiem pływa kajak lub łódka z ratownikiem.

- Nie wiedziałam, że tu nie można się kąpać - mówi turystka Anna Pruszyńska z Kielc. - Tyle ludzi się tu kąpie, że nie przyszło mi to do głowy. Faktycznie są tablice, ale ich nie zauważyłam.

Wyrywanie tablic

Czy zatem nie przydałoby się umieścić tablic z ostrzeżeniami o kilkumetrowym uskoku przy wejściu na plażę?

Zdaniem Sylwii Mathea-Chwalczewskiej, z gdyńskiego GOSiR-u jest to zbędne.

- Ostrzeżenia są notorycznie ignorowane, a tablice są niszczone. Tak dzieje się np. na końcu ostrogi bulwaru, gdzie jest znak zakaz skoków do wody - mówi Mathe-Chwalczewska. - Ludzie nie kierują się rozsądkiem, tylko głupotą, na to nie mamy wpływu.

Ratowników znajdziemy tylko na 3,5-km odcinku naszych plaż.

Alina Wiśniewska

alina.wisniewska@echomiasta.p

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje