Skandaliczna reklama

Kilka metrów od tablicy upamiętniającej ofiary pożaru w Stoczni Gdańskiej, gdzie dziesięć lat temu w czasie koncertu zginęło siedem osób, zawisł wielki baner reklamowy z tekstem "Odpal się na żywo".

Reklama budzi niesmak i sprzeciw mieszkańców Trójmiasta, zwłaszcza, że dwa dni temu obchodzono w tym miejscu dziesiątą rocznicę tragicznych wydarzeń.

Reklama

24 listopada 1994 r. w stoczniowej hali odbywała się bezpośrednia transmisja satelitarna z Berlina (na dużym ekranie) z wręczenia nagród MTV. Towarzyszył jej koncert zespołu Golden Life. W hali znajdowało się ok. 700-800 osób. Według świadków pożaru, ogień wybuchł niemal jednocześnie na widowni, gdzie zapaliły się ławki oraz na drewnianym dachu; rozprzestrzenił się błyskawicznie.

Ludzie w popłochu rzucili się do wyjścia. Z pięciu drzwi hali tylko trzy były otwarte. Pozostałe były zamknięte na kłódkę.

Pierwsza przybyła na miejsce jednostka straży pożarnej nie mogła zająć się gaszeniem ognia, ponieważ musiała najpierw udrożnić drogi ewakuacyjne. Akcja wyprowadzenia z budynku uczestników imprezy trwała ok. 20 minut. Temperatura wewnątrz hali sięgała 1000 stopni.

Świadkowie twierdzą, że widzieli mężczyznę rzucającego butelkę z nieustalonym płynem, a chwilę potem ogień. Szybko płomienie dosięgły stropu. Dwadzieścia minut później zawalił się dach hali.

Stoczniowy obiekt nie był wyposażony w czujniki przeciwpożarowe. Hala stoczni w latach 70. zaliczona została do obiektów stwarzających zagrożenie dla życia. Później, po zastosowaniu zabezpieczeń w postaci pokrycia konstrukcji środkami ognioodpornymi i poszerzeniem drzwi hala została warunkowo dopuszczona do użytku.

Przed sądem od października 2002 r. toczy się proces czterech osób odpowiedzialnych za organizację koncertu w hali Stoczni Gdańskiej. O nieumyślne spowodowanie tragedii oskarżeni zostali b. komendant stoczniowej straży pożarnej Jan S., ówczesny kierownik hali Ryszard G. oraz organizatorzy imprezy Tomasz T. i Jarosław K. Ich proces toczy się już po raz trzeci.

Mimo upływu 10 lat od tragicznego pożaru wśród poszkodowanych nadal są trzy osoby, które wymagają zabiegów operacyjnych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy