Tragiczne mistrzostwa

- Pamiętam tylko huk. Gdy się ocknąłem, wszędzie była krew, dziewczyny płakały - opowiada Tomek Niesuchowski z Angowic.

Razem z jedenastoma koleżankami i kolegami znalazł się w busie, który wjechał wprost pod nadjeżdżający tramwaj. Tomek miał pojawić się w domu tego samego dnia, przyjechał dopiero po 48-godzinnej obserwacji na szpitalnym oddziale. Jego koleżanka z Pawłowa do domu już nie wróciła. Zmarła dwa dni po wypadku.

Reklama

Na twarzy Tomka Niesuchowskiego widać kilka zadrapań. Chłopak nie odniósł większych obrażeń, mimo to, gdy opowiada o wycieczce do Bydgoszczy, głos mu drży. - Dziewczyny płakały, wszędzie była krew - wspomina gimnazjalista z Angowic.

Wyjazd w nagrodę

Dwanaścioro gimnazjalistów w ubiegły wtorek pojechało do Bydgoszczy na mistrzostwa lekkoatletyczne. Wyjazd był nagrodą za zajęcie jednego z czterech pierwszych miejsc w konkursie z zagadnień olimpijskich. Miał być wyróżnieniem, skończył się tragedią. Na wycieczkę pojechały trzyosobowe drużyny z Ogorzelin, Ostrowitego Z.R., Pawłowa i Angowic. Dzieciaki cieszyły się na wyjazd, bo niektóre całe wakacje miały spędzić w domu.

Przygnieceni fotelami

Dzieci na stadionie były już od rana, pod opieką pięciorga instruktorów. Około godz. 13.00 zaplanowano przerwę i wyjazd na obiad.

- Do McDonald's już nie dojechaliśmy - mówi Alina*. Dziewczyna siedziała z tyłu i rozmawiała z koleżankami. - Nagle usłyszałam wielkie bum. Wszyscy byli we krwi - wspomina. Nie mogła się wydostać z autobusu. Jego prawy bok był zmiażdżony. Pasażerowie byli przygnieceni fotelami. Przy wyjściu z busa pomogli jej policjanci.

- Akurat zadzwonił tata zapytać, co u mnie - opowiada dziewczyna. - Powiedziałam, że wszystko w porządku. Mnie nic nie bolało, więc mogłam od razu wrócić do domu.

Zamiast chusteczki

- Pamiętam tylko huk, potem zemdlałem - opowiada Tomek. - Gdy się ocknąłem, pomyślałem tylko, czy z panią Justyną (Justyna Zientkowska, instruktorka świetlicy w Angowicach - red.) wszystko w porządku. Szukałem dla niej chusteczki, bo trzymała się za krwawiący nos. Nie znalazłem. Dałem pani Justynie pokrycie z foteli. Pamiętam jeszcze, że szukała okularów.

Nieznajoma opiekunka

Tomkiem zaopiekowała się nieznajoma pasażerka tramwaju. - Zapytała, czy chcę zadzwonić do domu. Zadzwoniłem do mamy - mówi Tomek. Pani Elżbieta, mama Tomka, początkowo nie zorientowała się, że doszło do groźnego wypadku.

- Myślałam, że to tylko stłuczka i syn po prostu nie ma jak wrócić do domu - tłumaczy. - Nieznajoma obiecała, że zajmie się dziećmi do naszego przyjazdu. W drodze do Bydgoszczy państwo Niesuchowscy zostali poinformowani przez pasażerkę tramwaju, że Tomek trafił do szpitala przy ul. Jurasza.

Na obserwacji

Tomek skarżył się na ból kręgosłupa. - Bolała mnie kość ogonowa i miałem wielkiego guza z tyłu głowy - mówi. Po badaniach okazało się, że to nic groźnego. Tomek został w szpitalu na 48-godzinnej obserwacji, podobnie jak kilka innych osób, dla których wypadek skończył się na kilku zadrapaniach i potłuczeniach.

- Mimo że nie odniosłam poważnych obrażeń, nie chcę rozmawiać o wypadku - mówi Ewelina Niechwiadowicz, instruktorka świetlicy w Ostrowitem Z.R.

Groźniejsze obrażenia

Gimnazjalistka z Ogorzelin, w której stronę odprysnęło rozbite szkło, przeszła operację oka. Instruktorka świetlicy w Angowicach ma złamany nos. Opiekunka świetlicy w Pawłowie wróciła ze szpitala we wtorek.

Przez dwa dni lekarze z Wojskowego Szpitala Klinicznego walczyli o życie gimnazjalistki z Pawłowa, która odniosła najcięższe obrażenia. Dziewczyna zmarła o 18.50.

Autor: rw, fot. mr

*nazwisko na prośbę dziewczyny i jej mamy do wiadomości redakcji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy