Wariatka za kierownicą

Człuchowianka rzuciła się na jednego z policjantów. Szarpała go za koszulę i zadrapała rękę. - Ta kobieta nie liczyła się z życiem swoim i innych na drodze - mówi Arkadiusz Pankau, policjant, który ścigał mieszkankę Człuchowa.

Kobieta uciekała przed funkcjonariuszami przez ponad trzydzieści kilometrów. Na blokadzie chciała rozjechać policjanta. W końcu straciła panowanie nad samochodem i uderzyła w przystanek. Nic jej się nie stało. Zatrzymana odmówiła dmuchania w balonik.

Reklama

Były momenty, że prowadzony przez mieszkankę Człuchowa opel corsa osiągał prędkość nawet 150 kilometrów na godzinę. To cud, że nikt nie zginął.

- Nieraz ścigaliśmy mężczyzn, którzy się zatrzymywali po kilku kilometrach. Jak już widzieli blokadę, to dawali spokój. Coś takiego widziałem pierwszy raz , szczególnie z kobietą w roli głównej - mówi Arkadiusz Pankau z chojnickiej drogówki.

Wszystko zaczęło się od dwóch stłuczek w Nieżywięciu. Jadąca od strony Człuchowa 39-letnia kobieta nie zatrzymała się na czerwonym świetle i wjechała na lewy pas, jedyny udostępniony do ruchu przy włączaniu obwodnicy do drogi nr 22.

Samochody jadące z naprzeciwka musiały zjeżdżać na wąskie pobocze. Dwóm kierowcom nie udało się uciec i corsa obtarła boki ich aut. Zadzwonili na policję. Funkcjonariusze z Człuchowa szybko zawiadomili chojnicką jednostkę, że do miasta zbliża się granatowa corsa.

Pierwszą próbę zatrzymania policja podjęła na ulicy Człuchowskiej w Chojnicach. Mieszkanka Człuchowa nie reagowała jednak na policyjne sygnały. Zaczęła uciekać. Zawróciła na rondzie i jechała w stronę Człuchowa. Dojechała do Topoli i ponownie zawróciła.

W mieście wjechała na chodnik. Idąca tamtędy kobieta na szczęście zdążyła odskoczyć w krzaki. Pędziła przez Chojnice przejeżdżając skrzyżowania na czerwonym świetle. Cudem nikomu nic się nie stało, zwłaszcza na przejściu przez Sukienników, gdzie akurat piesi mieli zielone światło. Nikt nie wszedł jednak na jezdnię, bo ludzie widzieli jadący za corsą radiowóz na sygnale.

Rozmawiała przez komórkę

Na skrzyżowaniu Tucholska - Gdańska za uciekającą ruszył kolejny radiowóz. Policyjne auto zrównało się z corsą.

- Ona wyglądała jakby była po alkoholu. Miała mętny wzrok. Dodatkowo jeszcze rozmawiała przez telefon - opowiada Arkadiusz Pankau. Na światłach przy obwodnicy kobieta wjechała na czerwonym. Na szczęście żaden z kierowców z naprzeciwka nie ruszył. Dobrze, że za corsą jechali doświadczeni policjanci, którzy postanowili zjechać na lewą stronę, żeby widzieli ich kierowcy z naprzeciwka.

W Jeziorkach corsa jechała lewym pasem. Przed Rytlem radiowóz próbował wyprzedzić człuchowiankę. Ta jednak zajeżdżała mu drogę. Gdy próbowali prawą stroną, to kobieta usiłowała spychać ich z drogi. Policjanci zrezygnowali z manewru, żeby nie stwarzać jeszcze większego zagrożenia.

Ostre paznokcie

Za Rytlem radiowóz z Czerska ustawił blokadę. Policjant postawił auto na lewym pasie, a sam stanął na linii jazdy corsy. Człuchowianka nawet nie zwolniła. Funkcjonariusz na szczęście odskoczył, ale mogło skończyć się to tragicznie. Za Gutowcem czerski policyjny fiat doblo dogonił niebieską skodę i corsę.

Wyprzedził oba auta i powoli wyhamowywał, żeby zatrzymać 39-letnią kobietę. Człuchowianka jak oszalała próbowała wyprzedzić radiowóz. Cztery razy uderzyła w tył doblo. W końcu straciła kontrolę nad autem. Zjechała na lewo i wpadła w poślizg. Zatrzymała się na przystanku po prawej stronie drogi.

Policjanci wezwali służby ratunkowe. Kiedy okazało się, że kobiecie nic się nie stało, poprosili ją o wyjście z auta. Człuchowianka rzuciła się na jednego z funkcjonariuszy. Szarpała go za koszulę, podrapała rękę.

Doba na dołku

Funkcjonariusze musieli użyć chwytów obezwładniających, żeby aresztować kobietę. Trafiła na komisariat. Nie chciała dmuchać w balonik, więc pobrano jej krew do analizy. Nie powiedziała, dlaczego rzuciła się w aż tak desperacką ucieczkę.

W areszcie spędziła dobę. Potem wypuszczono ją do domu. Sprawą zajmuje się prokuratura. Kobieta popełniła mnóstwo wykroczeń drogowych. Próbowała też rozjechać policjanta, za co grozi jej nawet do trzech lat więzienia.

Autor: Michał Rytlewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje