Windą w górę, windą w dół

Dziesiąte Spotkania Trójmiejskich Teatrów Niezależnych minęły pod znakiem zakłopotania. Tydzień przed rozpoczęciem przeglądu organizator imprezy, IKA Winda, otrzymał od Urzędu Miasta całkowity zakaz organizowania w klubie wszelkich imprez muzycznych.

Jeden z prowadzących jubileuszową imprezę, Marek Brand, założyciel teatru Zielony Wiatrak, od marca rozstaje się z sopocką Sceną Off de Bicz. A kiedy w trzecim dniu przeglądu, solenizantka Ania Haracz, poinformowała widzów, że nie będzie już prowadzić warsztatów tanecznych, atmosfera daleka była od jubileuszowej euforii.

Reklama

Niedawno w Gazecie Wrocławskiej ukazał sie artykuł Krzysztofa Kuchraskiego, "Biedni, bo alternatywni". Trudno odmówić autorowi dobrych intencji w docenieniu działalności teatrów alternatywnych, jednak sam tytuł artykułu błędnie naświetla problem. Może należałoby raczej napisać alternatywni, bo biedni? A dalej, co to właściwie znaczy teatr alternatywny?

Ciągle bowiem w przekonaniu wielu alternatywny oznacza amatorski. Sam program X STTN-u najlepiej podkreśla ten problem. Podczas trzech dni trwania imprezy mogliśmy obejrzeć 10 przedstawień teatralnych. Na jednej scenie wystąpiły zarówno teatry studenckie, integracyjne, amatorskie jak i te obecne na scenie teatralnej od kilkunastu lat, czyli już niemal teatralni zawodowcy.

Poziom zaprezentowanych przedstawień był bardzo nierówny. Teatr Studencki GWSH wybronił się jedynie zabawnym żartem z ukrytymi za zasłoną postaciami. Teatr Biuro Rzeczy Osobistych trudno ocenić inaczej niż przez pryzmat integracyjnej roli, jaką, dobrze zresztą, spełnia.

Absolutną klapą okazał się monodram Mariusza Babickiego z teatru Wybrzeżak. Na tle poprzednich realizacji również występ Roberta Paluchowskiego z Teatru Realistycznego wypadł co najmniej rozczarowująco.

Znacznie lepiej wypadły trójmiejskie teatry tańca. Ciekawą improwizację opartą na pomyśle Leszka Mądzika oraz technice tańca butoh zaprezentował Teatr Amareya. Świetny spektakl Teatru Okazjonalnego pt. "Alchemik halucynacji", widzowie mogli oglądać już nie po raz pierwszy. Trudno ocenić improwizację, który przygotowała specjalnie na ten wieczór Anna Haracz, założycielka obchodzącego w minioną niedzielę dziesiąte urodziny Teatru Kino Variatino, jednak projekcja wideo jej wcześniejszego spektaklu "Małpy trzy", do granej na żywo muzyki Jerzego Mazolewskiego, okazała się niezwykle przyjemnym punktem programu.

W podsumowującej wieczór rozmowie Marka Branda z Anną Haracz ponownie powrócił watek dofinansowania działalności teatrów niezależnych. Zaakcentowana została prosta zależność - aby niezależni artyści mogli prowadzić swoją działalność, muszą pracować (i zarabiać) poza wybraną przez siebie dziedziną sztuki.

To z kolei ogranicza czas, który mogą poświecić na doskonalenie warsztatu, o poziomie technicznym i promocji przedstawień nie wspominając. I tak koło się zamyka. Teatr alternatywny potrzebuje zaplecza i minimum środków finansowych.

Warto w niego inwestować, tym bardziej że nadal światową wizytówką polskiego teatru pozostają teatry działające poza oficjalną sceną zawodową. I dla przypomnienia tylko, Teatr 13 rzędów Jerzego Grotowskiego, był całkowicie dotowany przez państwo.

Rozmowa z Katarzyną Burakowską o przyszłości IKA Winda

Otrzymaliście całkowity zakaz prowadzenia działalności muzycznej w budynku klubu. Co teraz?

Moim priorytetm jest znalezienie dla nas nowego budynku. Miasto mówi, że robi wszystko, żeby nam pomóc. Są deklaracje. Jestem jednak sceptyczna i nie zamierzam się ekscytować.

Myślicie o wyprowadzce z Gdańska?

Nie. Nie chcielibyśmy wychodzić z Wrzeszcza. Kiedy otwieraliśmy tu klub, w 60-tysięcznej dzielnicy Gdańska nic się nie działo.

A może lepiej zrezygnować?

To nie jest praca przynosząca kokosy, pochłania całe życie, 24 godziny na dobę, sądzę jednak, że robimy coś potrzebnego. Upowszechniamy, przybliżamy kulturę, która nie jest masówką. Zajmujemy się teatrem niezależnym, ukochanym dzieckiem Windy, naszym oczkiem w głowie zawsze był również trójmiejski jazz.

Bez koncertów prowadzenie działalności będzie niemożliwe?

Takie imprezy jak Wieczór Antywalentykowy, Baba czy Zaduszki literackie padną bez koncertów. Nie będą na tyle atrakcyjne, by ktoś chciał zapuszczać się w tak niedogodny pod względem komunikacyjnym rejon miasta. Bez pomocy miasta, prezydenta, nowego budynku jednak nie znajdziemy.

Justyna Świerczyńska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy