"Wino Truskawkowe" w Gdyni

Film "Wino truskawkowe" w reżyserii Dariusza Jabłońskiego - zrealizowany na podstawie znanej książki Andrzeja Stasiuka pt. "Opowieści galicyjskie" - pokazano w czwartek dziennikarzom na festiwalu w Gdyni.

"Wino truskawkowe" to jeden z 22 obrazów walczących w tym roku o najważniejszą nagrodę festiwalu Złote Lwy dla najlepszego polskiego filmu.

Reklama

W filmie wystąpili m.in. Marian Dziędziel, Jerzy Radziwiłowicz, Maciej Stuhr, Lech Łotocki, Marek Litewka, Robert Więckiewicz i Cezary Kosiński, a także aktorzy zagraniczni - Jirzi Machaczek z Czech i Zuzana Fialova ze Słowacji. - Szukałem aktorów, którzy mają w sobie tajemnicę i potrafią grać oszczędnie -tłumaczył Jabłoński na towarzyszącej projekcji konferencji prasowej.

Muzykę do filmu skomponował Michał Lorenc. Scenariusz na podstawie książki napisali wspólnie Jabłoński i Andrzej Stasiuk. Zdjęcia kręcono na terenie Beskidu Niskiego - w okolicach Jaślisk i Dukli. Film jest produkcją polsko-słowacką. Jabłoński zaznaczył, że między treścią książki "Opowieści galicyjskie", a historią opowiedzianą w filmie są pewne różnice.

"Wino truskawkowe" to opowieść o społeczności żyjącej na polskiej prowincji, w małej miejscowości blisko granicy ze Słowacją. Do miejsca tego przybywa policjant z Warszawy (w jego roli Machaczek). Gdy rozpoczyna tam pracę, odkrywa całkiem nowy świat. Poznaje prostych, a zarazem niezwyczajnych i fascynujących ludzi. Miłość, zbrodnia, pokuta - to wszystko pojawi się w tej historii.

- To, co w "Opowieściach galicyjskich" mnie zafascynowało, to są postaci - wyjaśnił Jabłoński. - Postaci, które mają niezwykłe losy, w obliczu tragedii zachowują godność, a ich filozofia życiowa pozwala im przetrwać życiowe burze. Ci ludzie żyją na ziemi, która oprócz swojego niespotykanego piękna kryje w sobie mnóstwo dramatów. O czym najlepiej świadczą rozsiane wszędzie krzyże i cmentarze - tu polski, tam łemkowski, austriacki, żydowski.

Według reżysera "Wino truskawkowe" jest "filmem do myślenia, historią o tym, że każdy z nas kiedyś zacznie szukać swoich źródeł życiowej mocy".

Skąd taki właśnie tytuł? Początkowo tytuł miał brzmieć "Opowieści galicyjskie", ale - między innymi ze względu na różnice między książką a scenariuszem - Jabłoński postanowił stworzyć inny. Jak opowiadał, rozważał tytuł "Okruchy nieba", ale uznał go za zbyt górnolotny.

- Wybraliśmy "Wino truskawkowe", tytuł prosty. Ale w tym filmie wino truskawkowe nie jest napojem prymitywnym, to "eliksir bogów", o którego smaku wszyscy przecież marzymy - tłumaczył Jabłoński.

Andrzej Stasiuk nie mógł przyjechać do Gdyni. Poprosił, by jego słowa na temat "Wina truskawkowego" odczytali dziennikarzom twórcy filmu. "Opowieść o miłości, śmierci i pokutującym duchu została rozświetlona jakimś nieco nieziemskim blaskiem, cudownym blaskiem kina, który przypomina jednak jasność nadprzyrodzoną. Chyba udało się pokazać niewidzialne -ocenił pisarz.

Film "Wino truskawkowe" ma trafić do polskich kin wiosną. Dokładna data uroczystej premiery nie jest jeszcze ustalona. Reżyser Dariusz Jabłoński (ur. 1961) to autor pomysłu na przyznawanie Polskich Nagród Filmowych Orły - od lat czuwa nad procesem ich przyznawania. Założył Niezależną Fundację Filmową, której celem jest promocja polskiej kinematografii. Jest członkiem Europejskiej Akademii Filmowej.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje