"Fakt": 300 tys. zł na wyprawę Beaty Kempy

300 tys. zł kosztował przelot rządowym samolotem do Jordanii, gdzie z pomocą dla uchodźców udała się minister Beata Kempa - czytamy w "Fakcie".

Beata Kempa - minister ds. uchodźców ruszyła do Jordanii, aby sprawdzić, jak żyje się ofiarom syryjskiego konfliktu.

Reklama

Dzieci mieszkające w obozie dla uchodźców otrzymały od polskiej delacji przybory szkolne. Minister zainaugurowała też działalność polskiego centrum treningowego dla kadry medycznej pracującej w obozie Zaatari. Centrum zostało ufundowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Polska placówka uzyskała łącznie 131 tysięcy euro na sfinansowanie budowy centrum z funduszy resortu.

Kontrowersje wzbudziło jednak wykorzystanie rządowego embraera. Jak podaje "Fakt", już na etapie organizacji podróży Beata Kempa miała problem z wynegocjowaniem samolotu. Współpracownicy premiera mieli sugerować, by minister i jej ekipa polecieli rejsowym samolotem, bo tak będzie taniej.

"Delegacja minister liczyła ok. 25 osób, podróż kosztowałaby więc blisko 50 tys. zł. A przybory szkolne, które Kempa przywiozła dzieciom, mogłaby wysłać pocztą lotniczą. Koszt - góra kilkanaście tysięcy zł" - czytamy w "Fakcie".

Minister wynegocjowała jednak lot rządowym samolotem. Koszt to 300 tys. zł. Delacja spędziła w Jordanii 4 dni. W tym czasie embraer czekał na lotnisku w Ammanie (stolica Jordanii), zaś szef MSZ w zagraniczną wizytę do Rumunii musiał się udać wojskową CASĄ.

"Skorzystaliśmy z embraera, bo analiza warunków skorzystania z linii rejsowej wykazała, że taki sposób dostarczenia pomocy humanitarnej będzie najszybszy, najbezpieczniejszy i najbardziej korzystny "- powiedziała "Faktowi" Beata Kempa. Dodając, że polska delegacja zabrała niemal pół tony paczek dla uchodźców z artykułami szkolnymi.


Dowiedz się więcej na temat: samolot

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje