"Fakt": NBP pożyczył upadającemu bankowi pół miliarda

Narodowy Bank Polski udzielił dwa lata temu upadającemu Spółdzielczemu Bankowi Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie pożyczki w wysokości pół miliarda złotych. Czy prezes Marek Belka wiedział co podpisuje? – zastanawia się gazeta.

"NBP pożyczył 500 mln zł na 'lewe papiery'" - taki tytuł nosi artykuł Agnieszki Burzyńskiej z "Faktu" na temat niejasności związanych ze wsparciem upadającego Spółdzielczemu Bankowi Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank).

Reklama

Według informacji dziennika, "umowa została zawarta na 3 miesiące przed upadłością, a pod zastaw bank centralny wziął portfel kredytów, z których większość to nieściągalne wierzytelności! Pod umową podpisał się ówczesny szef NBP Marek Belka, a rządowych gwarancji udzielił minister finansów Mateusz Szczurek".

Jak czytamy w "Fakcie", 11 sierpnia 2015 roku Komisja Nadzoru Finansowego wprowadziła do SK Banku zarząd komisaryczny. To efekt przeprowadzonej wcześniej kontroli przeprowadzonej, która wykazała, że "zarządzający lekceważą zalecenia poprzednich inspekcji, a udzielane kredyty budzą ogromny niepokój". Komentujący sprawę na łamach dziennika ekspert z sektora bankowego przyznał, że "w światku bankowców wszyscy wiedzieli, że bank z Wołomina przyjmuje depozyty obiecując o wiele wyższe zyski niż inni, a kredytów na duży procent udziela, pobierając gigantyczną opłatę wpisową, nawet 12 proc. kwoty pożyczki".

Tymczasem SK Bank otrzymał wsparcie z NBP. Czy zatem "Marek Belka wiedział co podpisuje?" - pyta dziennik. "Fakt" próbował zapytać prezesa dlaczego podpisał taką umowę. "Bezskutecznie" - pisze gazeta zaznaczając, że "dopuszczalne jest, by ratując takie podmioty finansowe NBP pożyczył pieniądze. Zazwyczaj jednak pod zastaw papierów wartościowych. A NBP zadowolił się zabezpieczeniem ostatecznym i najbardziej ryzykownym: portfelem kredytowym banku".

Według "Faktu" Belka teoretycznie mógł nie wiedzieć o sytuacji w banku, ponieważ ocenę portfela kredytowego przygotowano na podstawie sfałszowanych wyników finansowych. "Gdy NBP w połowie listopada 2015 r. zorientował się, co się dzieje, wypowiedział umowę. SK Bank zdążył jednak wykorzystać już 370 mln zł pożyczki" - czytamy.

Według "Faktu" decyzję NBP krytycznie oceniła już Najwyższa Izba Kontroli. Sprawą zajmuje się obecnie warszawska prokuratura, która bada "nadużycia zaufania" przez władze banku, "zatajenie prawdziwych i podanie nieprawdziwych informacji Narodowemu Bankowi Polskiemu" oraz podawanie w księgach rachunkowych nierzetelnych danych.

SK Bank ostatecznie upadł 23 listopada 2015 r. Bankowy Fundusz Gwarancyjny musiał wypłacić poszkodowanym klientom ponad 2 miliardy złotych. Resort finansów zapłacił NBP 184 mln zł tytułem gwarancji. "A 10 dni temu 'Puls Biznesu' ujawnił, że cały majątek banku został wyceniony zaledwie na 274,3 mln zł. Biegli aż 96 proc. kredytów na sumę 1,6 mld zł uznali za niespłacalne" - czytamy.

Więcej w "Fakcie".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje