"Rzeczpospolita": Po wypadku premier wina BOR rozmyta

Policja miała zaledwie tydzień na zbadanie wykroczeń, jakich mieli dopuścić się funkcjonariusze BOR, gdy doszło do wypadku z udziałem premier Beata Szydło. Sprawa się przedawniła - informuje "Rzeczpospolita".

Czy kolumna przewożąca 2 lutego 2017 r. premier Beatę Szydło miała włączone sygnały dźwiękowe? Wciąż nie wiadomo.

Reklama

Prokuratura w Krakowie miała wątpliwości. Poprosiła policję, by sprawdziła, czy nie doszło wówczas do wykroczenia. Problem w tym, że kodeks drogowy daje na ściganie wykroczeń tylko rok. Policja miała więc tydzień na zbadanie sprawy. W tym czasie zdążyła jedynie wysłać prośbę do warszawskich policjantów, by ponownie przesłuchali pracowników BOR. 10 lutego 2018 r. sprawa się przedawniła.

Dlaczego to takie ważne? Jak ustaliła "Rzeczpospolita", sprawdzenie, czy kolumna jechała z włączonymi sygnałami dźwiękowymi, było istotne, bo z materiałów śledztwa (głównie opinii biegłych) wynika, że kolumna przekroczyła dozwoloną prędkość i wymijała auto na podwójnej ciągłej. 

Jeśli sygnały świetlne nie były włączone, to oficerowie BOR kłamali (zeznali, że sygnały były włączone).

Więcej w "Rzeczpospolitej".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje