"The Strategist": Amerykanie zmieniają politykę nuklearną

W sytuacji, gdy media skupiają się na kryzysach w Iraku, Syrii, czy na Ukrainie, uwadze publicznej uciekł fakt, że USA powraca do bardziej realistycznego podejścia w kwestii swojej polityki nuklearnej - pisze Rod Lyon z Australijskiego Instytutu Polityki Strategicznej.

Prezydent Barack Obama w świadomości publicznej kojarzony jest z wystąpienia przeciwko broni atomowej w Pradze z 2009 roku i dążeń do redukcji światowego arsenału, ale wydarzenia z 2013 i 2014 roku sugerują zmianę nacisku w amerykańskim podejściu do arsenału nuklearnego - czytamy na stronach australijskiego "The Strategist".

Reklama

- Administracja amerykańska na poważnie zaangażowała się w modernizację arsenału. Według planów na ten cel pójdzie 355 mld dolarów w przeciągu 10 lat, informował w grudniu 2013 Reuters. Duża część tych funduszy pójdzie na bomby B61 stanowiące trzon arsenału taktycznego;

- Ujawnione w ostatnim okresie skandale związane z oficerami Sił Powietrznych USA (m. in. że 20 proc. oficerów odpowiedzialnych za odpalanie rakiet interkontynentalnych oszukiwało na testach kompetencji - styczeń 2014) mają świadczyć o tym, że "porządki zostały rozpoczęte";

- Prezydent Barak Obama zaczął w swoich wypowiedziach kłaść nacisk nie na redukcję, co bardziej "zabezpieczenie arsenału nuklearnego" (wypowiedzi ze Szczytu Bezpieczeństwa Nuklearnego w marcu tego roku);

- Administracja zwróciła "bardziej na poważnie" uwagę na to, co robią inni nuklearni gracze, na co ma wskazywać ostatnie oświadczenie Departamentu Stanu odnośnie pogwałcenia przez Rosję traktatu dotyczącego pocisków nuklearnych  średniego zasięgu z 1987 roku (lipiec 2014);

- Rząd USA ogłosił chęć zatrudnienia specjalistów ‘"w celu stworzenia nowej generacji w dziedzinie odstraszania nuklearnego" (sierpień 2014);

- "Washington Post" zamieścił tekst-manifest podpisany przez trzech byłych doradców prezydentów USA Georga H. Busha i Billa Clintona o konieczności rozmieszczenia arsenału nuklearnego w Europie, co ma być "sugestią dla szczytu NATO w Newport" (sierpień 2014);

Jak zauważa australijski komentator, trudno stwierdzić, czy mamy do czynienia z całkowitym zwrotem w polityce USA, czy też "przełożeniem akcentów". Ale geopolityczna sytuacja w 2014 roku różni się znacznie od tej z 2009 roku  i to - co zdaniem Lyona jest ironią losu - prezydent Obama będzie wskazywany jako ten, który powrócił do strategii "nuklearnego realizmu".

ML

Dowiedz się więcej na temat: broń jądrowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje