Wiceszef MON w "Rz": Jesteśmy gotowi do rozmów z BBN

"Jesteśmy gotowi do rozmów z BBN, ale nie przez media" - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" wiceminister obrony narodowej Tomasz Szatkowski. Odnosząc się do braku nominacji generalskich wskazuje, że im dłużej ich nie będzie, tym bardziej będzie się to odbijało na funkcjonowaniu sił zbrojnych.

Na pytanie, jak scharakteryzuje relacje MON z ośrodkiem prezydenckim, Szatkowski odpowiada: "Atmosfera mogłaby być rzeczywiście nieco lepsza. Jeśli chodzi o poziom roboczy, to są różne obszary i w niektórych, np. przy przygotowaniu do ćwiczenia 'Kraj', współpracowało nam się dobrze. Choć jednocześnie, np. przy pracy nad strategicznym przeglądem obronnym (SPO), do której zaprosiliśmy BBN, zwłaszcza w drugiej części prac nad tym dokumentem, mamy jako MON wątpliwości co do stylu tej współpracy - zwłaszcza przekazywania uwag przez BBN".

Reklama

Wiceminister dodał, że chodzi o to, iż o uwagach resort dowiaduje się z mediów, co nie służy "konstruktywnemu rozwiązaniu danych kwestii".

Szatkowski szacuje, że rozbieżności między BBN a resortem obrony w sprawie reformy dowodzenia to ok. 25 proc. Zapewnia, że szef MON od dawna deklaruje wolę i potrzebę spotkania z prezydentem - szczególnie od samego końca prac nad SPO. 

"Ostatnio jednak otrzymaliśmy jasne, publicznie wyrażone sygnały z BBN, że pan prezydent na ówczesny moment nie uznaje sensu takiego spotkania" - powiedział.

Szatkowski przyznaje, że kwestia nominacji generalskich zaczyna być problemem dla sił zbrojnych. "Chciałbym jednocześnie zaprotestować przeciwko zasugerowanemu przez szefa BBN ultimatum związanemu z warunkowaniem nominacji przyjęciem przez nas proponowanej przez BBN reformy systemu dowodzenia. Zdecydowana większość kandydatur nie dotyczy systemu dowodzenia, tylko oficerów z linii czy ludzi, którzy pracują w komórkach NATO. Im dłużej nie będzie tych nominacji, tym bardziej będzie się to odbijało na całości funkcjonowania Sił Zbrojnych RP" - powiedział.

Zapytany o sprawę gen. Krzysztofa Motackiego i tego, że jest on nazywany "generałem po kursie GRU", Szatkowski mówi, że jest to "nieprawda stworzona przez dziennikarzy, którzy żonglują faktami".

"Generał Motacki nigdy nie uczestniczył w żadnym kursie GRU - taktyczne rozpoznanie to kwestia ogólnowojskowa. W MON, pomimo wielkiej skali, ma miejsce dość pryncypialna polityka kadrowa, lecz jej zasady są w miarę jasne. Na pewno nie promujemy byłych oficerów PRL-owskich służb specjalnych. Poza tym ze względu na ryzyko dla bezpieczeństwa państwa jest duża ostrożność wobec ludzi, którzy byli w Moskwie na studiach, mimo że większość z nich pewnie nie ma nic na sumieniu. Jeśli są takie przypadki, to w zdecydowanej większości znajdują się w rezerwie kadrowej. W pojedynczych, uzasadnionych przypadkach dokonano specjalistycznych i złożonych procedur sprawdzających, aby móc wykorzystać wiedzę i szczególne doświadczenie tego typu ludzi. Tak jak w przypadku gen. Motackiego" - zaznaczył.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje