"wSieci": Ostatnie pięć minut Ewy Tylman. "Sprawa ma drugie dno"

"Ta sprawa ma drugie dno. Nie zabraknie mi odwagi, by przedstawić to na sali sądowej" - zapewnia w rozmowie z Mają Nerbutt mec. Ireneusz Adamczak, obrońca Adama Z. Czy w sprawie śmierci Ewy Tylman nastąpi filmowy zwrot akcji, a podczas rozprawy wyjdą na jaw nieznane fakty? Tygodnik "wSieci" analizuje ostatnie pięć minut Ewy Tylman.

W rozmowie z Mają Nerbutt z tygodnika "wSieci" obrońca Adama Z. podkreślił, że jego klient kilka dni przed aresztowaniem przetrzymywany był w należącym do policji tzw. mieszkaniu operacyjnym. Zapowiedział, że będzie do tej informacji wielokrotnie wracał podczas rozprawy.

Reklama

"Wydaje się oczywiste, że adwokat sugeruje, iż na jego klienta wywierano presję. A organy ścigania starały się za wszelką cenę przeforsować wygodną dla siebie wersję wydarzeń" - pisze autorka artykułu.

Kluczowe ostatnie pięć minut

Mec. Mariusz Paplaczyk, pełnomocnik rodziny Tylman, sugeruje w rozmowie z Mają Nerbutt seksualne tło zbrodni. Podobną hipotezę stawia też prof. Brunon Hołyst, ekspert z dziedziny kryminologii.

"Można przyjąć, że Adam Z. działał pod wpływem impulsu, nagłego przypływu wściekłości. Ale pewne elementy tej historii, w wersji przedstawianej przez prokuraturę, wydają się nadal niejasne" - pisze autorka.

Dalej analizuje ostatnie pięć minut Ewy Tylman. "Kluczowe jest to, jak (Adam Z. - przyp. red.) zdołał tak szybko zepchnąć Ewę Tylman ze skarpy, wlec bezwładnie ciało przez kilkadziesiąt metrów, a potem wrzucić do rzeki" - czytamy w tygodniku. Autorka podkreśla, że Adam Z. miał na to wszystko tylko pięć minut, potem znów znalazł się w zasięgu monitoringu.

"Musiało się to dokonać niemal automatycznie, bez namysłu. Nie było czasu na sprawdzanie, czy kobieta przeżyła upadek, czy jej bezruch nie oznacza tylko utraty przytomności. Teoretycznie Adam Z. powinien się też zastanawiać, co robić dalej, powinien w tym wszystkim być jakiś element chaosu i motania się, a nie błyskawiczne realizowanie kolejnych etapów" - zwraca uwagę Maja Narbutt.

Poszlakowy proces

Pierwsza rozprawa ws. zabójstwa Ewy Tylman zaplanowana została na 17 stycznia 2017 roku.

Rozpoczynający się w styczniu proces będzie miał charakter poszlakowy - pisze "wSieci". Wszystkie poszlaki muszą się ułożyć w jedną całość tak, by przekonać sąd, że to jedyna możliwa wersja zdarzeń z listopada 2015 roku.

Prokuratura uważa, że Adam Z. działał z tzw. zamiarem ewentualnym. Oznacza to, że nie planował zabójstwa, ale zgodził się na to, że w efekcie jego zachowania ofiara poniesie śmierć. Prokuratura domagała się od sądu, by proces w sprawie śmierci Tylman był niejawny. Po apelu rodziny Ewy Tylman, prokurator generalny Zbigniew Ziobro zalecił jednak poznańskiej prokuraturze okręgowej cofnięcie wniosku o wyłączenie w całości jawności rozprawy przeciwko Adamowi Z.

Śledztwo ws. zabójstwa Ewy Tylman zostało zakończone 10 listopada i do poznańskiego sadu trafił akt oskarżenia. Prokurator oskarżył Adama Z. o to, że 23 listopada 2015 roku, przewidując możliwość pozbawienia życia Ewy Tylman, zepchnął ją ze skarpy, a potem nieprzytomną zepchnął do wody. Według śledczych mężczyzna w chwili popełnienia przestępstwa był poczytalny. Grozi mu kara do 25 lat więzienia lub dożywocie.

26-letnia Ewa Tylman zaginęła prawie rok temu. Po raz ostatni była widziana w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha w Poznaniu. Z imprezy do domu odprowadzał ją kolega, Adam Z.

Ciało kobiety znaleziono pod koniec lipca, ok. 12 km od miejsca, w którym Tylman widziana była po raz ostatni. Tożsamość kobiety potwierdziły badania DNA. Sekcja zwłok, ze względu na stan odnalezionego ciała, nie pozwoliła jednak na ustalenie przyczyny jej śmierci.

Więcej w tygodniku "wSieci".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje