Co się stało na plebanii?

Na zachodnich rubieżach Polski, na terenie województwa lubuskiego, leży niewielka wieś – Maszków. Jest ona ulokowana w pobliżu szosy prowadzącej do Kostrzyna nad Odrą, od którego dzieli ją odległość około 30 km. Kostrzyn w 1945 r. został ogłoszony twierdzą i stał się areną jednej z największych bitew schyłkowej fazy II wojny światowej. Trwające blisko dwa miesiące walki zakończyły się 30 marca 1945 r., co otworzyło Armii Czerwonej drogę do stolicy III Rzeszy – Berlina.

Zanim jednak oddziały 1. Frontu Białoruskiego stanęły przed "berlińskimi wrotami" - jak często nazywa się kostrzyńską twierdzę - przełamały fortyfikacje Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, po czym rozpoczęły błyskawiczny marsz ku Odrze. Jako pierwsze na przedpolach Kostrzyna zameldowały się wydzielone oddziały 1. i 2. Armii Pancernej Gwardii. To właśnie żołnierze tych jednostek 2 lutego 1945 r. dotarli także do Maszkowa, gdzie doszło do wydarzenia, które przez 69 lat było dla jego mieszkańców tajemnicą.

Reklama

Tajemnicza zbiorowa mogiła

Cała historia ujrzała światło dzienne dzięki Gerhardtowi Poethke, który urodził się w Maszkowie w 1934 r. Jego ojciec był miejscowym pastorem, a cała rodzina zamieszkiwała rozległy budynek plebanii, położonej w pobliżu kościoła ewangelickiego. Na początku lutego rodzina Poethke, jak cała rzesza innych Niemców, zdecydowała się na ucieczkę przed nacierającymi oddziałami radzieckimi. Zaśnieżone i zatłoczone przez kolumny uciekinierów w kierunku Kostrzyna drogi spowodowały, iż czerwonoarmiści dogonili mieszkańców Maszkowa, nakazując im powrót do domów. Po przybyciu na miejsce okazało się, iż budynek plebanii został całkowicie zdewastowany. Szyby w oknach zostały wybite, a pozostawiony dobytek splądrowany lub zniszczony. Wewnątrz uwagę rodziny zwróciły pokrwawione strzępy opatrunków i mundurów niemieckich, pozostawione w salonie plebanii. Wkrótce okazało się, iż bezpośrednio za budynkiem gospodarczym znajdują się ślady świeżo rozkopanego gruntu.

Chcąc dowiedzieć się, co skrywa tajemniczy wykop, mężczyźni postanowili zdjąć wierzchnie pokłady ziemi. Wśród nich był 11-letni wówczas Gerhardt Poethke, który wspomina, iż w wykopie znajdowały się, dopiero co pochowane, ciała niemieckich żołnierzy. Mogiłę z powrotem zakopano.

Wkrótce rodzina na zawsze opuściła Maszków i zamieszkała na terenie dzisiejszych Niemiec, gdzie Gerhardt Poethke poszedł w ślady ojca i został pastorem w jednej z berlińskich parafii ewangelickich. Po przejściu na emeryturę postanowił jednak powrócić do wydarzeń z czasów swojego dzieciństwa. W 2012 r. poinformował on Niemiecki Ludowy Związek Opieki nad Grobami Wojennymi o swoim odkryciu z lutego 1945 roku. Zrobił to w celu przeprowadzenia ekshumacji szczątków żołnierzy i przeniesienia ich na cmentarz wojenny. Sprawą zajęła się Pracownia Badań Historycznych i Archeologicznych Pomost z Poznania. Po zgromadzeniu odpowiednich pozwoleń, do prac przystąpiono 22 września 2014 roku. Termin ekshumacji został także uzgodniony z wnioskodawcą, który chciał być obecny przy otwarciu grobu. Właścicielem dawnej plebani okazał się być sołtys Maszkowa, Jarosław Gajda, który ciepło przyjął całą ekipę oraz byłego lokatora swojej posesji.

Ekshumacja

Według relacji pana Gerhardta w grobie spoczywały szczątki najwyżej 10 osób, o czym świadczył obszar rozkopanej w 1945 r. ziemi. I rzeczywiście, po otworzeniu wykopu we wskazanym przez niego miejscu, ujawniono początkowo szczątki siedmiu żołnierzy niemieckich. Zostali oni pochowani w prostokątnej jamie grobowej o wymiarach 180×130 cm. Ciała zostały pochowane ciasno w dwóch warstwach. Nogi ciał zalegających wyżej, ułożono pomiędzy głowami tych, których pochowano poniżej. Jedna z czaszek nosiła ślady postrzału. Rana wlotowa znajdowała się w kości czołowej przy brzegu ciemieniowym. Natomiast rana wylotowa spowodowała rozerwanie trzonu żuchwy oraz syntetycznej, sztucznej szczęki. Taka sytuacja mogła być spowodowana śmiertelnym postrzałem żołnierza, który wówczas znajdował się w pozycji leżącej. Nogi wszystkich ofiar pozbawione były obuwia. Podczas podejmowania szczątków, ujawniono jeszcze jeden szkielet, który był niewidoczny w trakcie dokumentowania grobu.

W mogile odnaleziono niewiele przedmiotów osobistych. Wśród nich było pięć żołnierskich znaków tożsamości (tzw. nieśmiertelników). Jedynie trzy z nich, ze względu na stan zachowania, pozwolą na całkowitą identyfikację odnalezionych szczątków. Jednakże dzięki kodom na nich zawartym, już teraz można ustalić, iż należały do żołnierzy, których jednostkami macierzystymi były: 366. Zapasowy Batalion Piechoty, 3. Zapasowy Szkoleniowy Batalion Pionierów Budowlanych oraz 1. Zapasowy Szkoleniowy Batalion Pionierów Kolejowych. Ponadto przy szczątkach odnaleziono między innymi: złotą obrączkę, mosiężny sygnet, mosiężny różaniec w formie pierścienia, dwa fragmenty fajek, grzebień, nieliczne guziki mundurowe i monety niemieckie. W okolicach żeber jednego ze szkieletów zarejestrowano silnie skorodowany pocisk, wystrzelony prawdopodobnie z karabinu Mosin. Także jeden z nieśmiertelników nosił ślady postrzału pociskiem lub odłamkiem.

Jak mogli zginąć odnalezieni żołnierze?

Niestety nie udało się dotrzeć do żadnych świadków wydarzenia z 2 lutego 1945 roku. Istnieją jednak pewne poszlaki, które pozwalają na podjęcie próby interpretacji tamtego, tragicznego epizodu wojennego. Na pierwszy plan rzuca się związek grobu z odnalezionymi przez rodzinę Poethke pokrwawionymi opatrunkami i mundurami, które leżały w salonie plebanii. To właśnie tam, prawdopodobnie, doszło do opisywanej tragedii. Niemieccy żołnierze mogli znaleźć schronienie w opuszczonym budynku, po czym zostali wytropieni przez czerwonoarmistów. Niewykluczone, że tam właśnie doszło do strzelaniny. Śmierć od kul karabinowych potwierdza także sytuacja zadokumentowana w samym grobie - ślad postrzału na jednej z czaszek, odnaleziona kula rosyjskiego karabinu oraz przestrzelony nieśmiertelnik. Bezpośrednio po tym wydarzeniu doszło zapewne do ograbienia ciał. Dowodem na to jest niewielka ilość przedmiotów osobistych odkrytych w mogile oraz całkowity brak obuwia przy szczątkach. Nie wiemy także, kto złożył ciała w masowej mogile. Można jedynie przypuszczać, iż dokonali tego niemieccy mieszkańcy, którzy nie zdążyli się ewakuować z Maszkowa.

Po zakończeniu prac ekshumacyjnych satysfakcji nie krył Gerhardt Poethke, którego przez lata dręczyły wspomnienia z lat dzieciństwa. Jego podróż do Maszkowa pozwoliła nie tylko na odtworzenie nieznanego epizodu wojennego, ale również przyczyniła się do przywrócenia nazwisk szczątkom trzech niemieckich żołnierzy i przeniesienia wszystkich szczątków na Niemiecki Cmentarz Wojenny w Starym Czarnowie. Ponadto gościnność gospodarzy umożliwiła przekroczenie progu rodzinnego domu po 69 latach i opowiedzenie nowym mieszkańcom jego wojennej historii. 

Maksymilian Frąckowiak

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Literatura:

1. D. Brożek, "Ślady tragedii sprzed dziesiątków lat", [w:] "Gazeta Lubuska", 27-28 września 2014.

2. M. Frąckowiak, "Ekshumacje szczątków niemieckich żołnierzy i cywilnych ofiar II wojny światowej przeprowadzone w latach 1999-2012 na terenie powiatu międzyrzeckiego", [w:] G. Urbanek (red.), "Międzyrzecki Rejon Umocniony. 80 lat zabytku architektury obronnej", Pniewo 2013, s. 139-150.

3. T. Tissier, "Kostrzyn 1945. Przedpiekle Berlina", Warszawa 2009

4. A. Toczewski, "Bitwa o Odrę w 1945 roku", Zielona Góra 2010 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje