Futbol za drutami śmierci

Jest to jedna z historii niezwykłych, trudna do wyobrażenia, a jednak najprawdopodobniej prawdziwa. Zachowana była bowiem w pamięci wielu świadków, których zgodne relacje potwierdzają jej autentyczność. Zastanawiająca jest jej skala, przebieg i szczegóły, lecz sam fakt regularnych rozgrywek piłkarskich na terenie KL Gross-Rosen i kilku jego filii jest bezsprzeczny.

"Zawody piłkarskie okazują się jednym z najszerzej opisywanych we wspomnieniach byłych więźniów fragmentów życia obozowego. Jedynie działalność tutejszej orkiestry może pod tym względem mierzyć się z nimi. Zapewne jest to dowód na ich dużą popularność. Większość więźniów musiała wiedzieć o rozgrywanych zawodach, skoro tak wielu o nich wspominało. Faktem jest także, że znaczna część czołowych piłkarzy przeżyła wojnę. Jeżeli przeżyli wojnę to znaczy, że mogli opowiadać" (Wieser Piotr "Mecze piłki nożnej w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen", Wałbrzych 2003).

Reklama

A przeżyć jeden z najcięższych w niemieckim systemie obozów koncentracyjnych KL Gross-Rosen, lub którąkolwiek ze 100 jego filii, nie było łatwo. Spośród ponad 125 tys. osób, które trafiły w ciągu 5 lat II wojny światowej do tych katowni, życie straciło około 40 tys. więźniów. Nie było tu komór gazowych, ani masowej eksterminacji, lecz śmierć zbierała swe krwawe żniwo w sposób o wiele bardziej wyrafinowany, powoli, lecz systematycznie poprzez katorżniczą i wyniszczającą pracę (Vernichtung durch Arbeit). Jakim więc cudem w tym piekle na ziemi możliwe były regularnie organizowane mecze piłkarskie?

Zachować siebie

Dla nowo osadzonych obóz jawił się jako piekło na ziemi, lecz z czasem, jeżeli udawało mu się przeżyć, więzień uczył się sztuki przetrwania, adaptował się do ekstremalnych warunków organizując sobie szczątkową formę normalnej egzystencji. Jakkolwiek to obecnie zabrzmi, było to możliwe niemal w każdej dziedzinie życia. Jak się okazuje, również w sferze rozrywek. Były one zróżnicowane, lecz nawet w koszmarze jakim było Gross-Rosen, niedzielne popołudnia były wolne od pracy...

Początki

Paradoksalnie, rozgrywkom piłkarskim w Gross-Rosen dała początek najgorsza, bo uprzywilejowana kasta rządząca - nadzorujący więźniów kapo, blokowi i funkcyjni. Nie pracowali katorżniczo, jedli lepiej, posiadali porządniejsze odzienie. W zamian za wykonywanie bezpośrednich poleceń strażników i dyrekcji lagru mogli liczyć na wiele przywilejów. Mimo stosunkowo wygodnego życia, odizolowani drutami od świata zewnętrznego pragnęli jednak rozrywek. W wielu obozach przybierały one często wynaturzone formy, jednak z jakiegoś powodu w Gross-Rosen jedną z nielicznych atrakcji akceptowaną przez kierownictwo lagru stał się sport. O dziwo, dotyczyło to również więźniów.

Początkowo dla hazardu organizowane były pojedynki, później turnieje bokserskie. Następnie przyszedł czas na... piłkę nożną. Z czasem więc to właśnie więźniowie funkcyjni stali się "działaczami" i "selekcjonerami", organizującymi, za bierną akceptacją władz obozu, drużyny i rozgrywki piłkarskie. Dzięki swym wpływom i układom, z nadchodzących transportów udawało się owym "prominentom" wydobywać bądź znanych graczy, bądź rokujące talenty piłkarskie i umieszczać w komandach roboczych o lżejszym rygorze pracy. Za druty trafiało też coraz więcej przedwojennych piłkarzy, m.in. Zygmunt Stolarski, słynny "Karp" z Łódzkiego Klubu Sportowego, Marian Gadaj z Lechii Tomaszów, Czesław Skoraczyński z Pogoni Lwów, bramkarz warszawskiej "SKRY" Kazimierz Burkacki, czy Ryszard Łysakowski grający przed wojną w Legii i Polonii Warszawa.

Mając dostęp do przyszłych "kadr" nastąpiło tworzenie drużyn, których gracze rekrutowali się z poszczególnych komand roboczych. Początkowo największe sukcesy odnosiły zespoły Steinbruch (obsada kamieniołomu) i Bauleitung (obsada komanda budowlanego). Obok nich wyróżniały się reprezentacje niemieckich więźniów funkcyjnych różnych kategorii: "Kaki-Manschaft", "Rapid I" i "Rapid II", "Helden", "Löwen-Wilde" czy "Denst". Od początku 1943 roku, gdy rozgrywki zaczęły odbywać się regularnie, składy powoli zaczęły tracić charakter "branżowy" na rzecz narodowego.

Najliczniejsze były reprezentacje Polaków i Niemców, funkcjonowała również drużyna Czechów, a także zespół złożony z jeńców - obywateli Związku Radzieckiego. W ostatnim przypadku ekipę Rosjan miało zasilić 3 piłkarzy drużyny Dynamo Kijów. Prawdopodobnie tych samych, którzy w słynnym "Meczu śmierci", 9 VIII 1942 roku, pokonali reprezentację Luftwaffe w rozgrywkach ligi lokalnej organizowanej w okupowanej stolicy Ukrainy. Był to istotny z propagandowego punktu widzenia mecz, który po licznych porażkach hitlerowskich drużyn, "musiał" zostać wygrany przez Niemców. Tymczasem mimo nacisków SS by mecz przegrali, Ukraińcy zignorowali polecenie gromiąc przeciwników 8:0. W konsekwencji członkowie zwycięskiej drużyny złożonej z dawnych zawodników klubów Dynamo i Start Kijów, zostali poddani represjom. Część z nich została zamordowana, pozostałych czekały prześladowania i wywózka do obozów koncentracyjnych...

Warto przypomnieć ten najsłynniejszy pojedynek piłkarski II wojny światowej, gdyż stał się później inspiracją kilku zrealizowanych w latach 60. dramatów wojennych ("Trzecia część" i "Mecz śmierci" prod. ZSRR, węgierski "Dwie połowy w piekle"). Luźną z kolei, choć najsłynniejszą adaptacją tej historii była hollywoodzka superprodukcja z 1981 roku - "Ucieczka do wolności" z plejadą gwiazd kina i futbolu tamtego okresu. Trzeba jednak pamiętać, że fabuły filmów opierały się o prawdopodobne wydarzenia mające miejsce w realiach obozów jenieckich, funkcjonujących na znacznie łagodniejszych zasadach, niż omawiane przez nas rozgrywki w obozie koncentracyjnym o podwyższonym rygorze.

Dowiedz się więcej na temat: drut | Gross Rosen

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje