Kto został pochowany pod drogą S6 w rejonie Budzistowa?

Postęp cywilizacyjny nie ominął pól przylegających do wsi Budzistowo, kolebki jednego z najstarszych miast w Polsce - Kołobrzegu. Kiedy pełną parą ruszyła w tam budowa drogi S6 mającej łączyć nadbałtycki kurort z Gdańskiem i Szczecinem, opinię publiczną obiegła informacja, że podczas prac związanych z realizacją inwestycji, odkryto zbiorowe mogiły żołnierzy pruskich.

Media powielały sensacyjną wiadomość, jakoby były to szczątki żołnierzy pruskich poległych podczas oblężenia Kołobrzegu w 1807 roku, o czym świadczyć powinny odnalezione przy szkieletach guziki o proweniencji pruskiej. Mało tego, wskazywano, że przypuszczalnie zwłoki pogrzebane zostały zimą, gdyż znajdowały się płytko.

Żołnierze Wielkiej Armii?

Reklama

By potwierdzić, bądź wykluczyć wysuwane tezy, należy odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań. Pierwsze z nich brzmi: czy podczas oblężenia Kołobrzegu przez Wielką Armię Napoleona mogli w miejscu odnalezienia pochówków znaleźć się, zginąć i być pochowani żołnierze pruscy?

Pruscy obrońcy Kołobrzegu raczej nie mieli możliwości, by zostać pogrzebanymi w miejscu odnalezienia pochówków. Jak mieliby się tam znaleźć? Wykluczyć raczej należy hipotezę, że poszli prosto do paszczy lwa, próbując szturmować od strony twierdzy pozycje oblegających, by tam zginąć. Żaden ze zdrowo myślących taktyków nie zdecydowałby się na manewr ataku przeprowadzony przez obrońców dobrze ufortyfikowanej, zdecydowanej na obronę twierdzy, w kierunku przewyższających liczebnością sił wrogiej armii ją oblegających. Ani pierwszy z ówczesnych komendantów Kołobrzegu, Ludwik Moritz von Lucadou, ani tym bardziej jego następca August Neidhard von Gneisenau, nie byli pozbawionymi zdrowego rozsądku chłopcami, bawiącymi się ołowianymi żołnierzykami w wyposażonej w nieznane im foremki piaskownicy. Nie sądzę, by posłali oni swych żołnierzy na pewną śmierć. Nie natknąłem się dotychczas w opracowaniach dotyczących oblężenia Kołobrzegu w 1807 roku, jak również nie odnalazłem w dostępnych materiałach źródłowych informacji, świadczących o takim akcie desperacji pruskich żołnierzy, choć oczywiście wszystkie materiały nie zostały jeszcze w sposób wystarczający przebadane.

W czasie oblężenia kołobrzeskiej twierdzy bronionej przez Prusaków w 1807 roku, wokół miasta stacjonowały wojska sprzymierzone pod dowództwem cesarza Francuzów. Wśród oblegających znajdowały się pułki francuskie, włoskie oraz wirtemberskie, saskie, nassauskie i również pułk polski. Spośród wymienionych ostatnie cztery były jednostkami stosunkowo młodymi i wyposażanymi również w mundury i broń zdobytą na magazynach pruskich. Po rozbiciu przez wojska Napoleona armii Fryderyka Wilhelma w bitwach pod Jeną i Auerstedt, Francuzi tak szybko zdobywali kolejne miasta pruskie i organizowali nowe jednostki bojowe, które należało wyposażyć, że zabrakłoby im krawców i rusznikarzy, by zaspokoić szybko rosnące ambicje Napoleona. Można zatem wysunąć tezę, że pogrzebanymi są żołnierze Wielkiej Armii, tj. Sasi, Wirtemberczycy czy Polacy, którzy u boku cesarza Francuzów próbowali swych sił pod Kołobrzegiem, lecz czy na pewno?

W okolicy odnalezionych pochówków o proweniencji bezspornie militarnej, w 1807 roku znajdowała się reduta wypadowa nr 1. Obsadzona ona była jednak przez żołnierzy włoskich, a za jej plecami stacjonowały dwie włoskie brygady: na wschód od drogi białogardzkiej brygada nr 3, zaś na zachód od wymienionego szlaku komunikacyjnego brygada nr 4. Pomimo że kierujący obroną twierdzy jej dowódca August Neidhard von Gneisenau prowadził metodę obrony aktywnej, polegającą na wypadach obleganych w celu nękania oblegających, to jednak nie miały takie działanie miejsca w poddanym analizie rejonie działań Wielkiej Armii. Żadne z dotychczas poznanych źródeł nie wskazują bowiem, by na obszarze "Das hohe oder Kloster Feld", na którym znajdowała się włoska reduta nr 1 doszło do walk, w wyniku których mogliby polec żołnierze którejkolwiek ze stron opisywanego konfliktu zbrojnego w 1807 roku. Tym bardziej odnalezione ciała nie powinny być raczej przypisywane obecnym tam wówczas Włochom, których mundury uświetniała inna forma guzika niż ta, którą odkryto na szczątkach wykopanych żołnierzy. Elementy butonierystyki, które ujrzeć możemy w materiale pozyskanym podczas badań, są ewidentnie guzikami pruskimi. Rodzi się więc pytanie: jeśli przypuszczalnie nie odnaleziono na wzniesieniu pod wsią Budzistowo pochówków z okresu walk o Kołobrzeg w 1807 roku, to kim byli odnalezieni podczas budowy drogi S6 żołnierze?

Dezerterzy, więźniowie, Saksończycy czy Ślązacy?

Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy w chwili otrzymania informacji o dokonanym odkryciu, to korelacja między lokalizacją pochówków a stacjonowaniem w tamtym miejscu wojsk pruskich, ale nie w 1807 roku, lecz w 1761, czyli 46 lat wcześniej. To w tamtym rejonie stoczono niezwykle krwawe walki między armią rosyjską próbującą zdobyć Kołobrzeg a Prusakami broniącymi przedpola twierdzy.

Oblężenie Kołobrzegu w 1761 roku było ostatnim spośród trzech prób zdobycia miasta przez Rosjan podczas wojny siedmioletniej. Obrona nadbałtyckiej twierdzy podczas ostatniego i zarazem skutecznego oblężenia miasta podczas tego konfliktu zbrojnego była szczególna. Nie broniła się bowiem sama twierdza, lecz stojący wokół miasta obóz warowny księcia Eugeniusza Wirtemberskiego. Jak podaje w swym opracowaniu "Bitwy i oblężenia" Wittje, w liczącym 12 tys. żołnierzy korpusie wyekspediowanym pod Kołobrzeg, siedem tys. stanowili dezerterzy, więźniowie, Ślązacy i saksońscy rekruci, na których nie można było polegać. Wkrótce mieli oni stawić czoło 15-tys. armii Rumiencewa wspieranego sprzymierzoną rosyjsko-szwedzką flotą Morza Bałtyckiego.

W rejonie, którym jesteśmy zainteresowani w kontekście odnalezionych szczątków żołnierzy, pruscy obrońcy twierdzy stali wzdłuż terenu wyniesionego, między drogą prowadzącą z Kołobrzegu w kierunku Białogardu a wsią Budzistowo. Linia obrony miasta przebiegała w tamtym rejonie nie mniej i nie więcej, lecz przez miejsce, w którym dokonano odnalezienia zbiorowych mogił pruskich żołnierzy. Zainteresowanym polecam film zrealizowany niedawno przez mojego przyjaciela Marka Kawęckiego, z udziałem profesora Grzegorza Podrucznego. Realizację odnaleźć można w Internecie. Nosi ona tytuł: "Fortyfikacje na terenie gminy Kołobrzeg z okresu wojny siedmioletniej". W trakcie tworzenia rzeczonej produkcji filmowej starałem się m.in. wskazać linię obrony Kołobrzegu w 1761 roku.

Kule przemówią?

Wojska pruskie strzegące twierdzy stały na podbudzistowskich wzniesieniach, broniąc wrót Kołobrzegu i dysponowały wysuniętym na południe ziemno-drewnianym założeniem obronnym o nazwie "Zielony Szaniec". Posadowione ono było na wzgórzu noszącym obecnie nazwę "Niekaninka". Miejsce to było świadkiem wyjątkowo ciężkich walk stoczonych przez pruskich obrońców obozu warownego znajdującego się na przedpolach Kołobrzegu. Dlatego też przypuszczam, że odnalezieni podczas budowy drogi S6 w rejonie wsi Budzistowo żołnierze byli w rzeczy samej poddanymi króla Prus, lecz zapewne poległymi podczas wojny siedmioletniej w 1761 roku. Oczywiście temat badań w omawianym obszarze nie jest zakończony, a historia płata różne figle i potrafi zadziwiać... oprócz guzików pozyskanych w wyniku prac eksploracyjnych przeprowadzanych przez archeologów i naszych przyjaciół z Grupy Eksploracyjnej "Parsęta" odnaleziono przy szczątkach żołnierzy również kule muszkietowe. Może one poświadczą moje przypuszczenie lub je wykluczą. Jeśli okażą się większymi i masywniejszymi od francuskich, okażą się rosyjskimi?

Spytaj naukowca...

Muzeum "Patria Colbergiensis" z kołobrzeskiego Ratusza, które reprezentuję, poprosiło o pomoc w usystematyzowaniu wiedzy w zakresie interesującego nas znaleziska. Zwróciliśmy się do naszych przyjaciół - naukowców, historyków i badaczy zgłębiających tematykę udziału m.in. Kołobrzegu w konflikcie zbrojnym zwanym popularnie wojną siedmioletnią. Pełni pasji badawczej naukowcy chętnie dzielą się z nami swą wyjątkową wiedzą, bowiem podzielają nasze stanowisko, które brzmi: Zwycięzcą jest historia! Dzięki uprzejmości dr. Tomasza Karpińskiego i za jego zgodą mogę zapoznać czytelników z fragmentem opracowania poczynionego przez naukowca badacza tajemnic wojny siedmioletniej. Otrzymany od Tomasza fragment jego manuskryptu poświęconego kampanii 1761 roku na Pomorzu Zachodnim (Poznań 2011) dotyczy omawianego odcinka obrony miasta i działań tam prowadzonych w dniu 19 września. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, iż odkryto pochówki żołnierzy pruskich poległych właśnie dnia 19 września 1761 roku. Tam wówczas się działo!

Kto i jak pod kim dołki kopał...

Nim jednak przejdziemy do sytuacji pod Kołobrzegiem ukazanej w opracowaniu dr. Tomasza Karpińskiego, wypadałoby odnieść się również do popularyzowanego w mediach stwierdzenia wskazującego, że odnalezieni pod Kołobrzegiem pruscy żołnierze pochowani byli zimą, na co ponoć wskazuje pogrzebanie ich w płytkich dołach. Tu pospieszył nam z pomocą uznany specjalista z zakresu badania dzieł fortyfikacyjnych, profesor UAM - dr hab. Grzegorz Podruczny. Otóż ze sporządzonego przez niego i dostarczonego mi opracowania, w którym porusza tematykę grzebania zwłok w czasie wojny siedmioletniej, jasno wynika, że nie było wówczas regulacji w zakresie chowania żołnierzy poległych w czasie bitwy (Grzegorz Podruczny, Jakub Wrzosek "Znalezisko szczątków grenadiera rosyjskiego poległego pod Kunowicami/Kunersdorf (1759) w świetle zwyczajów chowania poległych w czasie wojny siedmioletniej"). Prof. UAM wskazuje, że miały miejsce jedynie regulacje dotyczące grzebania żołnierzy w czasie pokoju. Jedyną wzmianką, na którą trafił Przyjaciel naszego Muzeum jest ta, że generałowie po wygranej bitwie powinni zakazać pod karą śmierci plądrowania zmarłych, co w tamtych czasach było procederem nagminnym. Zakaz miał zapobiec uśmiercania obrabowywanych oficerów, bowiem "zdarza się często, że żołnierz, aby zdobyć dobre ubranie lub łup pozbawia życia rannego oficera, którego jeszcze dałoby się uratować". Nic więc dziwnego, że przypuszczalnie tylko jedna spośród odnalezionych pod Kołobrzegiem ofiar wojny pochowana była w mundurze. Ponadto profesor Grzegorz Podruczny przywołuje za "Denkwürdigkeiten der drey Belagerungen Colbergs durch die Russen in den Jahren 1758, 1760 und 1761", Frankfurt, Leipzig 1763, s. 301 sytuację zastaną po walkach w interesującym nas rejonie: "Rankiem o 10 porucznik von Eberstein ruszył wraz z trębaczem do Rosjan, z powodu zawieszenia broni, aby pogrzebać poległych. Jednak generał Rumiancew odrzucił propozycję i chciał sam pogrzebać swoich poległych, z których wielu leżało pod naszymi działami; niektórzy jednak z rannych trochę się odczołgali. Więc Prusacy musieli wszystkich w niebezpieczeństwie zbierać, bowiem wprawdzie Rosjanie nie strzelali z szańców, ale Kozacy od czasu do czasu strzelali ze swoich flint, a w nasz obóz miotano bomby z haubic. Żołnierze, kobiety, służba obozowa, mieszczanie i młodzież biegali między poległymi, aby ich plądrować, tak więc większość z nich wkrótce leżała nago i z tego powodu pole bitwy z daleka wyglądało jak łąka z owcami. Jeszcze żyjących Rosjan dało się rozpoznać po ich czerwonych mundurach, jeśli im nie zostały jeszcze ściągnięte".

Kolejne pytanie, które należy zadać w kontekście upowszechnianej w mediach informacji, jakoby odnalezionych żołnierzy pochowano zimą, o czym świadczyć ma rzekomo niewielka głębokość, na której ich pogrzebano: dlaczego uśmierceni na linii obrony miasta żołnierze pochowani byli płytko? Profesor Podruczny w swej pracy wskazuje, że chowano poległych na różnych głębokościach, co wynikało z przeróżnych czynników, takich jak przemyślane działania i zachowanie szczególnej staranności, czy wręcz przeciwnie - z pośpiechu lub zwykłego niedbalstwa. Przykładowo po bitwie pod Kolinem (w 1757 roku), jak wskazuje naukowiec, ciała poległych zakopane były tak płytko i niestarannie, że padający deszcz ukazywał je już dwa tygodnie po zakończonej bitwie. Okoliczni chłopi zmuszeni zostali do poprawienia pochówków.

Na zakończenie dywagacji związanych z datowaniem śmierci i pogrzebania pod Kołobrzegiem odnalezionych żołnierzy, pragnę przytoczyć fragment nigdzie dotąd niepublikowanego, wymienionego wyżej opracowania dr. Tomasza Karpińskiego. Pełen pasji historyk skupił się w nim na dokonaniu szczegółowej analizy walk toczonych na interesującym nas terenie w 1761 roku:

Jak ginął Prusak pod Kołobrzegiem w 1761 roku

"Dnia 19 września ogień rosyjskiej artylerii kierowany był na wszystkie punkty obrony pruskiego »wału«. Szczególnie intensywnie ostrzeliwano Zielony Szaniec. Tuż po północy kapitan Popow na czele pierwszego batalionu grenadierów zaatakował szaniec pruski, którego załogę stanowiło 300 żołnierzy oraz 4 działa pod dowództwem kapitan von Lietzen. Grenadierzy carscy atakowali z brawurą i w szyku kolumnowym. Od czoła posuwało się około 400 grenadierów, a z lewej strony oddział 200 ludzi wsparty forpocztą Kozaków. Prusacy bronili się długo, choć Rosjanie w końcu zmusili załogę do ucieczki. Natychmiast po zdobyciu pozycji Rosjanie rozpoczęli prace ziemne mające przystosować szaniec do działań obronnych przeciwko ewentualnemu kontratakowi. Popow pojmał kilku jeńców, których natychmiast kazał odesłać do kwatery głównej. Książę Wirtemberski widząc to, rozkazał batalionom grenadierów Beneckendorf, Kleist i Bock odbić szaniec. Wiedział, że utrata tego strategicznie ważnego punktu przybliży Rosjan do końcowego sukcesu. Utrata drugiego punktu oporu miała też charakter psychologicznej zagrywki. Kolejny, osiągnięty niezwykle szybko, sukces musiał podrażnić ambicje wodza pruskiego. Pruski żołnierz miał walczyć, nie chować się w okopach i uciekać przed każdym natarciem. Obawiano się także o morale żołnierzy. Drugi sukces wroga w przeciągu dwóch dni był oznaką słabości (wojska pruskie wcześniej utraciły dwie wysunięte reduty - przyp. R. Maziarz). Artyleria pruska przeprowadziła ostrzał przygotowawczy. Strzelano dopóki oddział pruski nie zbliżył się na niewielką odległość. Następnie do boju ruszyli grenadierzy. Awangardą, złożoną z jednego plutonu z każdego z tych batalionów, dowodził kapitan von Bellow, a całym oddziałem przeznaczonym do kontrataku - pułkownik Kleist. Z jego rozkazu uderzono bez wystrzału na bagnety na nieprzygotowanego przeciwnika. W wyniku tego ataku wzięto 137 ludzi i 3 oficerów do niewoli, a resztę odrzucono, odbijając utraconą pozycję. Rumiancew, któremu zależało na utrzymaniu tak ważnej dla dalszych losów działań pod Kołobrzegiem, a dopiero co zdobytej pozycji, kazał ponowić atak czterema nowymi batalionami z pułków muszkieterów białożerskiego i woroneskiego pod dowództwem Jeropkina i dwoma batalionami grenadierów. Rozkaz Rumiancewa brzmiał: Zdobyć za wszelką cenę! Czerwona fala batalionów carskich atakowała trzykrotnie i trzykrotnie musiała ustępować. Natarcie miało niewielkie szanse powodzenia, gdyż z boków szańców atakujący ostrzeliwani byli przez 2 bataliony regimentu Dohna i 2 bataliony regimentu Grabow. Rosjanie upór okupili ogromnymi stratami. Śmiertelnie ranny w ramię został generał książę Piotr Dołgorukow6, a oprócz niego straty rosyjskie dochodziły do 700 zabitych, 1800 rannych, w tym większość z 350 szeregowych i 5 oficerów wziętych później do niewoli. Całość strat dochodziła zapewne do 2500 ludzi. Prusacy stracili w walkach o Zielony Szaniec 2 oficerów i 69 ludzi w zabitych, 7 oficerów i 274 rannych oraz 187 żołnierzy wziętych do niewoli (w tym 5 oficerów) wziętych do niewoli. Bitwa trwała około 5 godziny i skończyła się z nadejściem świtu.

O zaciętości walk i ich żywiołowości, świadczy ogromna ilość pocisków artyleryjskich i muszkietowych znaleziona na polach pomiędzy Budzistowem a Niekaninem. Wśród kul przeważają 3-funtowe, różnego typu kule kartaczowe oraz karabinowe. Wokół rozrytego szańca znajdowały się ciała poległych, setki ciężko rannych i konających żołnierzy. Tu i ówdzie leżały fragmenty ludzkich ciał: wyrwane nogi, ręce, gdzieniegdzie rozerwany na pół ludzki tors. Sporo ciał nie miało głów. Ten straszny widok dopełniał porozrzucany wszędzie sprzęt bojowy, którym zadano tyle śmierci. Tasaki, flinty, bagnety, kaszkiety grenadierów, ładownice leżące pośród spływającej krwią ziemi, musiały wywierać wielkie wrażenie. Odgłosy walki, a także jej rezultat wkrótce zwabiły pierwszych ciekawskich, a przede wszystkim ludzi szukających łatwego zarobku na kradzieży rzeczy. Śmiertelnie ranni Rosjanie dokonali swego żywota na gołej ziemi, innych dobili rabusie, coraz więcej ciał pozostawało nagich, obdartych z ostatnich ubrań.

Tego dnia armaty nie strzelały już. Obie strony musiały pogrzebać zmarłych i zająć się pobitymi. Rumiancew odtransportował część rannych pod Niekanin, gdzie zorganizowano lazaret polowy, innych zabrali Prusacy. Znaczna część z nich pomarła w ciągu następnych dni, choć nie był to odsetek tak wysoki, jakby chciał tego H. Held. Część Rosjan pochowano w Süderland, innych wrzucono w bagna i torfowiska Parsęty pod Budzistowem. 21 września mieszkańcy Kołobrzegu zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla chorych żołnierzy z lazaretu".

Robert Maziarz, Muzeum Kołobrzeskie, "Patria Colbergiensis"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje