"Mały Wersal" w Świerklańcu

Kiedyś był wzorem dla innych. Wielu bogatych przemysłowców zazdrościło go właścicielom. A było czego. Mało bowiem powstało pałaców budowanych z takim rozmachem. Przyszedł jednak styczeń 1945 r., który zapoczątkował jego upadek. Dzisiaj nie ma po nim śladu. To znaczy nie do końca. Jest inny pałac, kościół i mauzoleum, a przede wszystkim jest pamięć. O wielkich Donnersmarckach i markizie Blanche de Paiva. Wspomnienie czasów, gdy wielki paryski świat zawitał na górnośląską ziemię. Taka jest historia Świerklańca.

Przyznaję szczerze, uwielbiam to miejsce. Pewnie dlatego, że znam je od dzieciństwa. Zawsze mnie fascynowało swoją niedopowiedzianą historią. Spacerowałem tam setki razy wśród wielkich, dostojnych drzew pamiętających czasy świetności tego miejsca. Zaglądałem w różne zakamarki, szukając zapomnianych śladów przeszłości. Coś tam się udało znaleźć. Pałacowego parku nie trzeba przedstawiać mieszkańcom Górnego Śląska, bo znają go doskonale.

Reklama

W ciepłe weekendy panuje tam prawdziwe oblężenie, a znalezienie miejsca do zaparkowania graniczy z cudem. Wtedy tam nie idę. Wolę zwykłe, powszednie dni, kiedy park świeci pustkami. Wówczas wsłuchuję się w jego rytm, i staram się zrozumieć, co do mnie mówi. Ludzie przyjeżdżają tu pospacerować, nacieszyć się widokiem pięknej zieleni i poszukać spokoju. Ale niewiele wiedzą o przeszłości tego miejsca. A szkoda, bo to kawał europejskiej historii. Tej z najwyższej półki.

Śląski ród magnatów

Henckel von Donnersmarck. Mam nadzieję, że słyszeliście o tym rodzie. Na Górnym Śląsku dźwięk tego nazwiska brzmi jak uderzenie dzwonu. Po raz pierwszy pojawiają się w drugiej poł. XIV w. - jako Henckel de Quintoforo (Donnersmarck - niem.). Tytuł szlachecki posiadali od 1417 r. (od soboru w Konstancji, gdzie uzyskali go od cesarza Zygmunta Luksemburskiego). Prawdopodobnie pochodzili z Dolnej Nadrenii, ale swoje miejsce znaleźli na Spiszu, który w tym czasie podlegał władcom Węgier. Donnersmarckowie wiernie im służyli. Podejrzewa się, że byli spokrewnieni z węgierskim rodem Turzo, dość dobrze znanym w historii Polski (współfundatorzy ołtarza Wita Stwosza w Krakowie).

Pierwszym członkiem rodu, który pojawił się na Śląsku, był Jan II. W 1530 r. znalazł się we Wrocławiu, by rok później objąć tam stanowisko kanonika. Był wybitnym humanistą, znanym z korespondencji z Marcinem Lutrem, Erazmem z Rotterdamu i Filipem Melanchtonem. Zmarł w 1539 r. i został pochowany we wrocławskiej katedrze. Natomiast Łazarz I Starszy (1551-1624) pożyczył sporą kwotę pieniędzy cesarzowi Rudolfowi II Habsburgowi, zadłużonemu skutkiem działań w czasie wojny 30-letniej.

W zastaw zażądał Bytomia, Tarnowskich Gór i Bogumina. Cesarz się zgodził. Miało to miejsce w 1623 r., choć tak naprawdę nastąpiło dopiero w 1629. W ten sposób Donnersmarckowie znaleźli się na Górnym Śląsku. Łazarz I zamieszkał w Świerklańcu (niem. Neudeck O.S.), w starym, XIV-wiecznym piastowskim zamku (niem. Alte Schloss)[2]. Pamiętam z dzieciństwa, że głównej bramy do nieistniejącego już zamku broniły posągi wielkich lwów, po których dzisiaj nie ma już śladu. Zachowały się jedynie na archiwalnych fotografiach. Swoją drogą ciekawe, gdzie są...

W 1632 r. Łazarz II Młodszy (1573-1664) został dziedzicznym panem Bytomia. Taki stan rzeczy trwał aż do 1849 r., z czego niewielu mieszkańców Bytomia zdaje sobie sprawę. Donnersmarckowie byli również właścicielami sporych obszarów dzisiejszych Piekar Śląskich, Tarnowskich Gór i Siemianowic Śląskich. Prawdziwi ziemscy potentaci. W 1636 r. ród uzyskał dziedziczny tytuł baronów cesarstwa, w 1651 r. sukcesyjnych hrabiów cesarstwa, a w 1661 - hrabiów czeskich. Po śmierci Jerzego Fryderyka (1611-1671), pana Tarnowskich Gór i Świerklańca, ród podzielił się na dwie linie: bytomsko-siemianowicką (katolicką) i świerklaniecko-tarnogórską (ewangelicką). Taki podział istnieje do dzisiaj.

W 1683 r. Leon Ferdynand (1640-1698) z linii bytomsko-siemianowickiej, postać dość kontrowersyjna, prawdopodobnie witał w Piekarach Śląskich zmierzającego na Wiedeń króla Jana III Sobieskiego, a w 1697 r. króla Augusta II Wettina. W 1697 r. jego posiadłości zostały wyniesione do godności Wolnego Państwa Stanowego (w ten sposób stał się równy książętom). Sytuacja uległa zmianie, gdy w 1742 r. Górny Śląsk znalazł się pod panowaniem Hohenzollernów. Popierający katolickich Habsburgów Karol Józef Ederman (1688-1760) musiał uciekać. Dopiero jego syn Ludwik odzyskał rodowe dobra. Z kolei rezydujący w Siemianowicach Śląskich Łazarz III (1729-1805) rozpoczął nowy okres w historii rodu, charakteryzujący się inwestowaniem w rozwijający się górnośląski przemysł.

Największymi przedstawicielami rodu byli Hugon I (1811-1890) z Siemianowic i Guido I (1830-1916) ze Świerklańca. Obydwaj rozwijali górnośląski przemysł, przy okazji pomnażając znacznie swoje bogactwa. Nie zapominali jednak o tych, dzięki którym zarabiali pieniądze - o robotnikach. Hugon I w kolonii Wanda (Siemianowice Śląskie) oferował im trzyizbowe mieszkanie, podczas gdy inni przedsiębiorcy tylko jedno- lub dwuizbowe. W 1884 r. razem z Schaffgotschami, pomimo szalejącego Kulturkampfu, zadeklarował przyjęcie do pracy wszystkich katolików.

Na swoim terenie ufundował 16 szkół, współfinansował budowę kościołów w Radzionkowie, Siemianowicach, Halembie i Nowym Bytomiu, za co został przez papieża odznaczony orderem Wielkiego Krzyża Orderu Św. Grzegorza Wielkiego. Z kolei Guido I ze Świerklańca stał się najbogatszym magnatem na Górnym Śląsku. Przed wybuchem I wojny światowej jego majątek oszacowano na ćwierć miliarda marek. W 1901 r. został wyniesiony do godności pruskiego, dziedzicznego księcia. Wyżej stali nad nim już tylko władcy Prus.

Femme fatale paryskich salonów...

W latach 50. XIX w. Guido Henckel von Donnersmarck przebywał w Paryżu. Tam poznał markizę Blanche de Paiva. Ale po kolei. Tak naprawdę nazywała się Teresa Paulina Blanche Lachmann i prawdopodobnie pochodziła ze Śląska. Urodziła się w 1819 r. w żydowskiej rodzinie. Niektórzy twierdzą, że w Nysie. Historia jej życia to prawdziwa esencja Europy w czasach ponapoleońskich. Co na jej temat jest prawdą, a co wymysłem plotkarzy tamtych czasów lub nawet jej samej, nie wiadomo. Była jedną z tych kobiet, które lubią wymyślać legendy na własny temat. Wiadomo, że była niezwykle piękną dziewczyną, która żyjąc w biedzie, marzyła o sławie i bogactwie. Podobno jej ojcem był Natan Lachmann, krawiec, który w poszukiwaniu lepszego życia wyjechał z rodziną z Nysy do Wrocławia. Gdy nie odnalazł tam tego, czego szukał, rodzina wróciła do Nysy. 

Teresa, wówczas 16 latka, zasmakowała jednak życia w wielkim mieście, rychło więc uciekła do Wrocławia. Związała się z młodym czeladnikiem krawieckim, i wspólnie podjęli decyzję o wyjeździe do Moskwy. Jej partner znalazł zatrudnienie w zakładzie krawieckim niejakiego Vilaina (lub Villoinga). Po jakimś czasie Vilain "odbił" swojemu pracownikowi dziewczynę i w 1836 r. ożenił się z Teresą. Wkrótce urodził im się syn. Niebawem Teresa poznaje koncertującego w Moskwie austriackiego pianistę Henri Herza. Romans przerywa jego wyjazd do Francji. Rychło wyjeżdża tam i Teresa. Bynajmniej nie do niego. Zamieszkuje w Paryżu, krótko w Ems, by znowu powrócić do stolicy Francji. Czerpie z życia pełnymi garściami. Po jakimś czasie spotyka Herza i ponownie się z nim związuje. Dzięki jego funduszom otwiera salon, w którym pojawia się ówczesna śmietanka artystyczna i intelektualna Paryża, m.in. pisarz Theophil Gautier, Ryszard Wagner, czy nawet Julius Verne.

Goście są oczarowani niezwykłą urodą gospodyni. W tym czasie Herz koncertuje w Ameryce zdobywając coraz większą popularność. Nieobecność pianisty wykorzystuje jego rodzina. Oskarżając Teresę o trwonienie majątku Hertza, wyrzuca ją z domu. Pozbawiona środków do życia, znajduje zatrudnienie u niejakiego Girardino. Tam zwraca na nią uwagę Charles Worth, znany projektant strojów, który angażuje ją jako modelkę. Ma nie tylko prezentować stroje szyte dla dam z innego, bogatego świata - dla Teresy nieosiągalnego - ma zachęcić je do ich kupna. Kolejną szansą w jej życiu staje się brytyjski lord Edward Stanley, który ściągnął ją do Londynu. Na krótko jednak.

Wraca do Paryża z kolejnym mężczyzną, księciem Gramont Antoine Agenorem i znacznym majątkiem. Zakupuje rezydencję na Placu Saint Georges, która staje się miejscem spotkań elity paryskiej. W 1849 r. umiera jej mąż Vilain. Podczas kolejnej wyprawy, w Baden-Baden, poznaje portugalskiego arystokratę markiza Albio-Francesco Aranjo de Paiva, za którego w 1851 r. wychodzi za mąż. Tym samym staje się markizą Blanche de Paiva.

Historię można by już uznać za zakończoną. Biedna dziewczyna znalazła księcia z bajki i stała się bogatą księżniczką. W tym momencie następuje gwałtowny zwrot akcji. Na scenę wkracza młody i przystojny hrabia. Milioner, najbogatszy człowiek ówczesnej Europy - Guido Henckel von Donnersmarck. Guido oszalał na punkcie Blanche. Była od niego o 11 lat starsza. Jeszcze przed ślubem wybudował dla niej w Paryżu pałac przy Avenue des Champs-Èlysées[3], zatrudniając do tego słynnego architekta Pierre Manguina. Po czasie przenieśli się do zakupionego przez Guido zamku Pontchartrain (niedaleko Rambouillet), gdzie zjeżdżała się arystokratyczna i artystyczna elita.

Ponieważ Guido był postrzegany jako zwolennik Bismarcka, Francuzi widzieli w nim pruskiego, wrogiego sobie arystokratę. Gdy w 1870 r. wybuchła wojna francusko-pruska, przerażony Guido wywiózł Blanche do Świerklańca, a sam przebywał w Berlinie. Wojna zakończyła się druzgocącą klęską Francji. Cesarz Napoleon III dostał się do pruskiej niewoli, a Bismarck tryumfował. Powstała II Rzesza Niemiecka, a Guido został prefektem Metzu, ziem odebranych po wojnie Francuzom. To wzmogło nienawiść wobec jego osoby. Powrócił do Paryża i ściągnął tam Blanche, która w międzyczasie rozwiodła się ze swoim portugalskim mężem. W 1871 r. wzięli ślub w protestanckim paryskim kościele. Tym samym Blanche stała się hrabiną von Donnersmarck.

Ponownie otworzyła towarzyski salon w Paryżu zapraszając najświetniejsze osobistości ze świata polityki i sztuki (gościem był m.in. francuski minister wojny Leon Gambetta). Liczyła, iż w ten sposób załagodzi narastającą wrogość wobec Guido i doprowadzi do pogodzenia się Francuzów z Niemcami. Była jednak żoną znienawidzonego Guido, a jemu Francja nie chciała wybaczyć. Ostatnią próbą Blanche była chęć doprowadzenia do spotkania Gambetty z Bismarckiem.

Liczyła, że dwaj tak ważni politycy będą w stanie coś zmienić we wzajemnych francusko-pruskich stosunkach. Do spotkania nie doszło, gdyż zrezygnował Gambetta. Dla Francuzów Guido stawał się persona non grata... Ostatecznie zasugerowano mu, by wyjechał z Paryża. I tak też się stało. Przeprowadzili się na Śląsk do posiadłości hrabiego w Świerklańcu.

"Mały Wersal"

Górny Śląsk nie przypominał Paryża, a Świerklaniec był miejscem cichym i spokojnym. Kamienny XIII-wieczny zamek, w którym zamieszkali, nie gwarantował paryskich warunków do jakich Blanche miała okazję przywyknąć. Wokół podmokły teren powodujący reumatyzm i wszechobecne komary. Pokochała jednak to miejsce, choć zapewne zdarzało się jej narzekać na nudę. Wówczas zakochany w swojej żonie Guido podejmuje karkołomną decyzję. Na tyłach Starego Zamku (niem. Alte Schloss) postanawia wybudować dla niej nowy, wspaniały pałac (niem. Neue Schloss) w stylu Ludwika XIII zwany "Małym Wersalem".

Zaprojektował go wybitny francuski architekt Hector Lefuel (1810-1880), nadworny architekt Napoleona III, jeden z twórców Luwru. Sława cesarskiego architekta przyniosła mu zlecenie budowy pałacu w Świerklańcu. Do fazy projektowania przystąpił jeszcze w 1868 r., czyli przed wybuchem wojny francusko-pruskiej. Budowa została zakończona w roku 1876. Podstawowym środkiem wyrazu zewnętrznej elewacji świerklanieckiego pałacu, stało się zastosowanie dwubarwnego wątku muru, w którym czerwona cegła lica ścian kontrastowała z bielą obramowań narożników i okiennych otworów. W projekcie Lefuel zastosował różnorodność kształtów pałacu.

Efekt dynamizmu osiągnięto przez sylwetkę dachu i brył kształtujących fasady, które symetrycznie cofały się i występowały w formie ryzalitów. Świerklaniecki pałac został zaprojektowany jako kompleks składający się z korpusu głównego z ryzalitem środkowym, przekrytym wypiętrzonym do góry dachem. Każdy z członów kompleksu odznaczał się wyrafinowanymi proporcjami, wyeksponowanymi dodatkowo za pomocą tarasu, idealnie wpisującego pałac w jego parkowe otoczenie. Całość budowli była utrzymana w stylu francuskiego neorenesansu. Korpus budowli na osi północ-południe miał 92 m długości. W narożach pałacu, od strony ogrodu, wzniesiono dwa kolejne ryzality, a od strony podjazdu dwa płytkie skrzydła z alkierzami, które tworzyły wewnętrzny dziedziniec.

Niestety, do dzisiaj nie udało się odnaleźć żadnych fotografii wnętrz pałacu. Istniała tam jednak Sala Czerwona udekorowana dziełami znanych malarzy, ale najbardziej reprezentacyjna była trzyczęściowa sala balowa z emporami, gobelinami, mozaikami i okładzinami z malachitu. W pałacu znajdowały się 34 bogato wyposażone komnaty, 6 odrębnych apartamentów z ekskluzywnymi łazienkami (złocona armatura, włoskie i hiszpańskie kafelki, marmurowe okładziny i kryształowe lustra), nowoczesne systemy ogrzewania i wentylacji. Pałacowa biblioteka słynęła z dzieł wybitnych autorów, m.in. Droysen, Schlosser, Goethe i Schiller. Urządzeniem wystroju wnętrz w Neue Schloss zajmowała się francuska firma Dom Christofle.

Ich dziełem jest m.in. wielki kominek z postacią Diany, autorstwa rzeźbiarza Ernesta Eugéne’a Hiolle’go, a także balustrada z pełnoplastyczną rzeźbą pawia z żelaza i złoconego brązu. Pracowali tu również wybitni francuscy artyści. Niestety nie ocalało żadne zdjęcie ich dzieł, a elementy pałacowego wyposażenia zostały rozkradzione w trakcie wojny lub zaraz po niej.

Pałac zachwycał. Wokół niego powstał wspaniały park i dziedziniec bogato i gustownie zdobiony. Obok sporych rozmiarów staw z wysepką na środku. Na pałacowym dziedzińcu umieszczono cztery rzeźby autorstwa Emmanuela Fremieta4. Wykonane na zlecenie Guido rzeźby są dowodem zafascynowania tematyką zwierząt i imponują dynamizmem ukazania swoich postaci. Na uwagę zasługuje fakt, iż świerklaniecki park jest jedynym miejscem skupiającym tak wiele rzeźb tego sławnego francuskiego rzeźbiarza. Jego dzieła znajdują się tam do dzisiaj, choć niewiele osób zdaje sobie sprawę, kto jest ich twórcą. W centralnym miejscu dziedzińca stoi fontanna będąca kopią paryskiej z Obserwatorium Astronomicznego. 

Częstym gościem w Świerklańcu był cesarz Wilhelm II (w 1900, 1904, 1906 i 1910 r.), który co prawda nie przepadał za Guido, jednakże ten był bardzo poważany w kręgach politycznych cesarstwa. Guido stał się prawdziwym śląskim potentatem przemysłowym. Był właścicielem hut "Donnersmarck" (Zabrze), "Bethlen-Falva" i "Deutschland" (Świętochłowice), huty cynku "Guidotto" w Chwałowicach, kopalń "Schlesien" (Chropaczów), "Donnersmarck" (Chwałowice), "Karsten-Centrum" (Bytom), "Andaluzja" (Piekary Śląskie) i fabryki celulozy w Kaletach. Był także założycielem pierwszej na Śląsku spółki akcyjnej "Śląskie Kopalnie i Cynkownie" z siedzibą w Lipinach. Wsparł finansowo budowę katolickich kościołów w Reptach, Mikulczycach, Wieszowej, Kamieniu, Starych Tarnowicach, Świerklańcu, Zabrzu i Tarnowskich Górach, choć sam był protestantem. 2,5 miliona marek przeznaczył na istniejącą do dzisiaj fundację "Fürst-Donnersmarck-Stiftung" wspierającą edukację jego urzędników, pracowników oraz ich dzieci. Był szanowany i podziwiany.

Biała dama ze Świerklańca

Blanche Henckel von Donnersmarck zmarła w 1884 roku, mając ok. 67 lat. Oficjalnym powodem jej śmierci były problemy z sercem. Podobno było inaczej. Uwielbiała konne przejażdżki po świerklanieckim parku. Podczas jednej z nich jej szal zaczepił o konary drzew. Udusiła się. Nie wiem, która wersja jej śmierci jest prawdziwa. Pochowano ją w Świerklańcu w okrągłej krypcie grobowej w Alte Schloss, po której nie ma już dzisiaj śladu. Miejsce, gdzie spoczęło ciało Blanche już nie istnieje.

Podobno w 1945 r. jej zmumifikowane zwłoki (Guido po jej śmierci nakazał mumifikację) wywleczono z krypty i oparto o uszkodzoną kratę broniącą wejścia. Wokół walały się drobne przedmioty, kiedyś należące do niej. Potem jej resztki rozwleczono po parku, a ktoś z litości zakopał gdzieś to, co z niej pozostało. Ale pamięć o tej niecodziennej kobiecie przetrwała. Narodziły się też legendy o "Białej damie ze Świerklańca", duchu Blanche wędrującym przez świerklaniecki pałac i park. Bywałem tam i w nocy. Nigdy jej nie spotkałem. A szkoda. Podobno Blanche była pierwowzorem dla postaci Nany w powieści Emila Zoli, a także panny Mimi w "Cyganerii" Pucciniego. Jej portret malował sam Eugene Delacroix czy też Franz von Lenbach.

Ślady dawnej świetności

Przetrwał dwie wojny światowe. Nie przetrwał spotkania z Armią Czerwoną, szabrownikami oraz włodarzami tych ziem w latach 60. XX wieku. Nadszedł styczeń 1945 roku. Gdy Świerklaniec został zdobyty przez Sowietów, urządzili sobie w pałacu ognisko. Efektem był wieki pożar, który strawił większość elementów drewnianych. Potem pałac stał opuszczony i narażony na szaber. Drugi pożar, który prawdopodobnie miał zatrzeć ślady dokonanych kradzieży, dokonał dzieła zniszczenia. Pozostała monumentalna ruina. Tak było przez wiele kolejnych lat. Na przełomie lat 50. i 60. zapadła decyzja, aby resztki pałacu wysadzić w powietrze (pomimo nakazu urzędu konserwatorskiego, aby pozostawić go w stanie stałej ruiny). 

Taki sam los spotkał Alte Schloss. Wcześniej jednak pałacowa brama została przewieziona do Chorzowa i obecnie stanowi ozdobne wejście do chorzowskiego ZOO. Śladem po "Małym Wersalu" jest część podziemi, a także pałacowy dziedziniec. Na szczęście nie wszystko zniknęło. Pozostał tzw. Pałac Kawalera i rzeźby Fremieta, pozostałości wskazujące na związki Świerklańca z Paryżem i jego kulturą.

Pałac Kawalera powstał w latach 1903-1906 jako reprezentacyjna rezydencja dla gości Guido. Jednym z pierwszych był sam cesarz Wilhelm II Hohenzollern. W czasie plebiscytów mieszkał tu były prezydent Szwajcarii Feliks Calonder, przew. Komisji Mieszanej, której zadaniem, po I wojnie światowej, był podział Śląska. Ernst von Ihne stworzył budowlę na planie zbliżonym do kwadratu z ryzalitami na osiach elewacji. Ze względu na podmokły teren pałac postawiono na ołowianej płycie.

Mury mają grubość 92 cm z 12-sto cm przestrzenią izolacyjną. W elewacjach zewnętrznych zastosowano dwubarwny wątek muru z czerwienią ceglanego lica i bielą narożników oraz elementów konstrukcyjnych i dekoracyjnych. Osią kompozycyjną w środku pałacyku jest przepiękna, owalna klatka schodowa z powtarzającym jej kształt przeszklonym otworem, doprowadzającym od góry dużą ilość światła. Na przedłużeniach dłuższej i krótszej osi owalu znajdują się saloniki, które przylegają do większych sal wypełniających naroża budynku. Pałac Kawalera miał szczęście ocaleć z wojennej zawieruchy, i dzisiaj możemy podziwiać jego piękno. W 1992 r. został wpisany do rejestru zabytków klasy "A". Obecnie znajduje się w nim hotel i restauracja.

W innej części parku stoi przepiękny kościół wraz z mauzoleum. Jest kopią znajdującego się niegdyś w Berlinie kościoła St. George’s Anglican Church w kompleksie pałacowym Monbijou - zniszczonych w trakcie alianckich nalotów. Projektantem obydwu był urodzony w Pszczynie Julius Carl Raschdorff, ulubiony architekt cesarza Niemiec. Świerklaniecki kościół, jako świątynia ewangelicka, został założony na planie prostokąta i zorientowany na kierunku wsch.-zach., gdzie umieszczono wejście główne. Od strony północnej dostawiono zakrystię, od południowej boczną kruchtę. Wnętrze kaplicy ukształtowane zostało tradycyjnie dla świątyń ewangelickich, czyli bez podziału na nawy i prezbiterium. 

Do północnej ściany przylega neogotycki krużganek założony na planie litery "L", który łączy bryłę kościoła z mauzoleum Donnersmarcków. Zostało ono założone na planie krzyża i jest budowlą dwukondygnacyjną. W podziemnej części powstała krypta grobowa z 19 komorami grobowymi wykonanymi z betonu. Co ciekawe, podłoga była wykonana w taki sposób, by możliwy był pochówek w ziemi. Stało się tak z powodu drugiej żony księcia Guido, Rosjanki Katarzyny von Slepcow, która jako greko-katoliczka, zgodnie z zasadami swojej wiary, zobowiązana była do takiej formy wiecznego spoczynku. Na szczycie dachu mauzoleum znajduje się przepiękna figura anioła prawdy i pokoju.

II wojna światowa oszczędziła ten obiekt, by po 1945 r. ulec szabrownikom. Była notorycznie rozkradana i dewastowana, a wszystko za zgodą ówczesnych władz. Próbę uratowania świątyni podjęła Rada Parafialna Parafii Rzymsko-Katolickiej w Świerklańcu. Pismo o przekazanie budowli wystosowano w 1947 r. do ówczesnego zarządcy parku, Wojewódzkiego Zarządu Związku Samopomocy Chłopskiej w Katowicach. Jaka wówczas była polityka władz wobec wszelkich inicjatyw o charakterze religijnym, wiadomo, dlatego też formalności udało się załatwić dopiero po 10 latach! Gdy uzyskano wszelkie niezbędne pozwolenia, w kościele wykonano nieodzowne naprawy oraz zorganizowano wyposażenie. W 1957 r. nastąpiło uroczyste poświęcenie świątyni. Niestety, w 1959 wprowadzono zakaz odprawiania nabożeństw, co doprowadziło do kolejnej dewastacji świątyni.

Myślano o rozbiórce budowli bądź zaadaptowaniu jej na cele kulturalno-rozrywkowe. Pojawiły się pomysły zbudowania tu basenów kąpielowych, natrysków i toalet. Na szczęście z owych zamierzeń nic nie wyszło. Niszczenie obiektu trwało do lat 80., kiedy to staraniem parafian i świerklanieckiego proboszcza, kaplica poddana została pracom restauracyjnym. Dzięki zaangażowaniu wielu ludzi, szybko zakończono prace remontowe i w 1983 r. bp Herbert Bednorz poświęcił kościół. Dzisiaj jest katolicką filialną parafią pw. Matki Boskiej Częstochowskiej i miejscem, gdzie nowożeńcy biją się o miejsce. Nie dziwię się. Uroczystość ślubna w takim miejscu to coś niezapomnianego.

Uzupełnieniem świerklanieckiego parku są zabudowania dawnych ogrodów, w których ulokowano mini-ZOO. Kiedyś Świerklaniec słynął z uprawy ananasów. Dawny budynek ogrodnika pełni obecnie funkcje hotelowe. Do tego dochodzi dawny budynek strażnika (tzw. kordegarda, ulokowana przy wjeździe do parku), w którym mieści się Urząd Stanu Cywilnego. Nieopodal parku znajdują się imponujące zabudowania dawnego folwarku.

Po Alte Schloss pozostały jedynie rozsypujące się w ziemi fundamenty, most i puste postumenty. Niedaleko, na jednym z pobliskich wzgórz, stoi sztuczna ruina wybudowana jeszcze w czasach Donnersmarcków. To znaczy jej pozostałości. W 2006 r. przy moim skromnym udziale w Świerklańcu została wydobyta spod ziemi (pod całym parkiem jest system podziemnych korytarzy) żeliwna płyta, na której widnieją hrabiowskie pałeczki Guido, a jej centralne miejsce zajmują dwa splecione ze sobą pierścienie. Nie wiadomo, co oznaczają. Insygnia hrabiowskie wskazują, że płyta powstała przed 1901 r., bo później Guido uzyskał już tytuł księcia. Może pochodzić z czasów Blanche, być może jest nawet płytą zakrywającą jej komorę grobową. Nieopodal pałacowego parku znajduje się pięknie odrestaurowana leśniczówka. Tyle pozostało. No i brama w Chorzowie...

Wokół Świerklańca jest jeszcze wiele pamiątek po Donnersmarckach, ale o nich opowiem Wam innym razem...

○○○

W 2005 r. miałem okazję spotkać się w Bytomiu z hrabią Andreasem Henckel von Donnersmarckiem (potomkiem linii siemianowicko-bytomskiej) i jego małżonką księżną Joanną von Hohenberg (pochodzącą z bocznej linii dynastii Habsburgów, prawnuczką arcyksięcia Ferdynanda - tego z Sarajewa). Obecnie mieszkają w zamku w Wolfsbergu, który kiedyś Hugon I kupił dla swojej przepięknej małżonki Laury. Usiadłem z księżną (osobiście podała mi okolicznościowy torcik) i rozmawiałem. O historii, o Śląsku, o edukacji i o wielu innych rzeczach. Ogólnie o życiu. Rozmawialiśmy i delektowaliśmy się pysznym torcikiem. Tak po prostu. Na pamiątkę otrzymałem ich zdjęcie i wpis do książki o historii ich rodu. Nie zapomnę tej rozmowy do końca życia.

Dariusz Pietrucha

Przypisy:

2 Zamek podobno został zbudowany przez księcia oleśnickiego Konrada II. Potem stał się własnością księcia opolskiego Jana Dobrego. Obydwaj pochodzili z rodu Piastów. Po Janie zamek stał się własnością Hohenzollernów, a w 1623 r. objął go w posiadanie ród Henckel von Donnersmarck. Przez stulecia zamek był śląską siedzibą rodu, po 1671 świerklaniecko- tarnogórskiej linii rodowej. W 1849 r. na życzenie księcia Guido gruntownie przebudowany w stylu neogotyckim. Później był siedzibą biur Dyrekcji Generalnej dóbr rodziny Donnersmarcków. W 1945 r. spalony przez Sowietów, a ostatecznie zniszczony w 1962 r. Obecnie zachowały się resztki jego fundamentów na charakterystycznej wysepce otoczonej fosą. To właśnie w tej fosie miał się utopić malutki syn hrabiego Wiktora Amadeusza i Otylii. Na pamiątkę tej tragedii nieopodal mostka ustawiono posążek małego, śpiącego chłopczyka odzianego jedynie w koszulę. Obecnie po posążku nie ma śladu.

3 Pałac istnieje do dzisiaj przy Champs-Èlysées pod numerem 25.

4 Dwa jego najbardziej znane dzieła to pomnik Joanny D’Arc (1874) w Paryżu i pomnik Ferdynanda Lessepsa w Suezie.

Literatura:

1. "Historia Górnego Śląska. Polityka, gospodarka i kultura europejskiego regionu", praca zbiorowa J. Bahlcke, D. Gawrecki, R. Kaczmarek, Gliwice 2011

2. "Sztuka Górnego Śląska", pod red. E. Chojeckiej, Katowice 2004

3. G. Horzela-Szubińska, "Tajemnice Donnersmarcków. Tajemnice i legendy", wyd. II, Tarnowskie Góry 2012

4. I. Kozina, "Pałace i zamki na pruskim Górnym Śląsku 1850-1914", Katowice 2001

5. A. Kuzio-Podrucki, M. Ogiński, "Rezydencje śląskiej szlachty. Bytom, Piekary Śląskie, powiat lubliniecki, powiat tarnogórski", 2013

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy