Odkrycie powstańczej mogiły

Wieś Iganie znana jest poszukiwaczom od około 30 lat. Ostatnia dekada doprowadziła do niemal wysterylizowania wierzchniej warstwy ziemi z przedmiotów związanych z bitwą z 1831 roku. Znaleziska z Igań w małej części znane są wąskiej grupie osób; w większości jednak zostały rozproszone. Dlatego każda próba zadokumentowania przebiegu bitwy, przelania wniosków na papier, niezależnie czy z wykrywaczem w ręku, czy nosem w archiwaliach, jest bezcenna. Zarówno jednego, jak i drugiego podjął się poszukiwacz Michał, który mieszka niedaleko zwycięskiej walki z Moskalem podczas listopadowej "rewolucyi".

Zwycięstwo bez dobicia wroga

Jednak najpierw trzeba w kilku zdaniach narysować kontekst.... A więc 10 kwietnia 1831 roku wojska polskie pod dowództwem gen. Ignacego Prądzyńskiego starły się z armią rosyjską dowodzoną przez gen. Grigorija Rosena. Do walki doszło pod Iganiami, miejscowością położoną pod Siedlcami przy trakcie brzeskim w województwie mazowieckim.

Reklama

Początkowo wojsko polskie ostrzeliwane było skutecznie przez artylerię wroga usytuowaną przy rzece Muchawce, a doświadczeni w wojnie rosyjsko-tureckiej jegrzy wyparli

8 pułk piechoty z Igań. Kontratakujący Prądzyński odrzucił ze wsi żołnierzy carskich zaciętą walką na bagnety. Kiedy Rosjanie zdali sobie sprawę z niemożliwości utrzymania pozycji, rzucili się do miejsca przeprawy przez rzekę. Rozpoczął się wyścig do mostu. Jedynie część Rosjan zdołała przejść na drugi brzeg, reszta pozbawiona możliwości odwrotu złożyła broń. Wcześniej za Muchawkę zdołała ujść jazda Sieviersa i 2 pułki piechoty. Bitwa zakończyła się. Straty rosyjskie wyniosły ok. 5 tys. ludzi w zabitych, rannych i jeńcach. Polacy stracili ok. 400 żołnierzy. Niestety, gen. Skrzynecki nie kontynuował natarcia pomimo próśb gen. Prądzyńskiego i wygrana Polaków nie została przypieczętowana pełnym dobiciem wroga, który połączył wkrótce siły. Gen. Skrzynecki zarządził odwrót...

Mogiła jest tutaj!

Co stało się z ciałami ok. 400 zabitych polskich powstańców oraz tych, którzy niedługo po bitwie zmarli na skutek odniesionych ran? Zdaniem dr Rafała Dmowskiego zajmującego się opracowywaniem bitwy pod Iganiami "niemal wszystkich (jeśli zwłok nie zabrały rodziny) pochowano w pobliżu miejsca bitwy". Zdaniem Sławomira Zielińskiego, historyka i członka Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego "Exploratorzy.pl", w tamtym czasie zazwyczaj grzebano poległych żołnierzy niedaleko miejsc potyczek, przy drogach, a upamiętnianie mogił utrudniał zakaz wydany przez władze carskie. Stąd pamięć o wielu z nich zaginęła. Michał Krasuski, młody poszukiwacz, zarażony pasją historyczną przez Hannę Krasuską, swoją ciocię, nauczycielkę historii w jednej z siedleckich szkół, zaczął pod koniec 2015 roku wertować zdjęcia archiwalne z początków uzyskania przez Polskę niepodległości. Wtedy, po 1918 roku, na dużą skalę rozpoczęto przywracanie pierwotnego znaczenia miejscom pamięci z czasów powstania listopadowego, lecz jeszcze intensywniej z czasów zrywu styczniowego z 1863 roku (weterani tych walk wciąż jeszcze żyli).

"Byłem zdziwiony, że po krótkiej kwerendzie znalazłem archiwalne fotografie z czasów II Rzeczpospolitej, gdzie widać wielki krzyż, tablice upamiętniająca pochówek powstańców, wyniesienie i punkty charakterystyczne jak chociażby wystawiony nieopodal pomnik upamiętniający bitwę. To wszystko pozwalało z łatwością zlokalizować mogiłę, o której pamięć trwała jeszcze przed wojną" - powiedział Michał Krasuski, który oznakowaną mogiłę odnalazł także na archiwalnej mapie WIG. Pasjonat historii porównał także widoczne na zdjęciach drzewa z ich usytuowaniem na zdjęciach lotniczych z czasów II wojny. To wszystko bez wątpienia wskazywało na tylko jedno miejsce. "Mogiła jest tutaj!", stwierdził poszukiwacz, wskazując wzniesienie w dzisiejszych Iganiach Nowych, przy trasie z Warszawy do Terespola, czyli przy dawnym trakcie, gdzie rozegrały się sceny bitewne w 1831 roku. Do tego znane było przytaczane przez dr Dmowskiego opracowanie z wydanej w 1929 roku publikacji Henryka Mościckiego, "Pomniki bojowników o niepodległość 1794-1863", gdzie zamieszczono plan sytuacyjny mogiły. Najdokładniejsze okazało się zdjęcie Leona Jarumskiego z widoczną inskrypcją cytowaną jeszcze w opisie miejsca w 1939 roku: "Pamięci poległych bohaterów z korpusu Generała Ignacego Prądzyńskiego w zwycięskiej bitwie pod Iganiami w dniu 10-tym kwietnia 1831 r. z Rosjanami".

"Nie znamy wymiarów krzyża brzozowego, który zdaniem archiwaliów upamiętniał mogiłę powstańczą w Iganiach. Na kilku zdjęciach archiwalnych widać uwiecznione osoby przy krzyżu. Bazując na przedwojennym zdjęciu Jarumskiego widać, że na wysokości podstawy krzyża stoi dziecko. Zakładając, że uwieczniona osoba ma ok. 140 cm wzrostu i kalibrując ten wymiar z wysokością krzyża, należałoby sądzić, że upamiętniający mogiłę krzyż musiał mierzyć przynajmniej 4 metry wysokości" - opisał nieistniejący krzyż Piotr Pałys z MSHE.

Wszystkie wskazania pokazywały wyraźnie jedno miejsce, które nota bene figurowało w kilku przedwojennych wykazach mogił wojennych. Jak to się stało, że Rada Ochrony Męczeństwa Walk i Pamięci nie posiadała w swoim wykazie grobów wojskowych mogiły w Iganiach, a konserwator zabytków nie objął wcześniej miejsca stosowną ochroną? To trudne i proste zarazem...

Niemoc profesjonalistów

Lokalizację mogiły dokumentował w opracowaniu naukowym już kilka lat temu dr Rafał Dmowski z Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach. Jego wnioski badawcze nie doprowadziły do prawnej ochrony prawdopodobnego grobu kilkuset żołnierzy, ale na bazie tych opracowań o ochronę prawną masowego grobu powstańców zaczęli dopominać się członkowie Stowarzyszenia "Nasze Iganie", którzy w sierpniu 2013 r. wysłali pismo do Wojewody Mazowieckiego. "- (...) mogiła ta wymaga obecnie ujawnienia, należytego uszanowania oraz objęcia opieką Państwa (...)W związku z powyższym, w imieniu Stowarzyszenia "Nasze Iganie", zwracamy się z prośbą do Pana Wojewody o zorganizowanie w ramach posiadanych uprawnień we wskazanym miejscu prac sondażowych, mających na celu ujawnienie, a następnie zabezpieczenie i upamiętnienie szczątków żołnierzy, którzy zostali tam pochowani" - pisali do wojewody społecznicy. - "Do badań nigdy nie doszło. Na przeszkodzie stoją problemy z podziałem działki pomiędzy właścicielami i uzyskanie od nich zgody na badania archeologiczne. Dyrektor Borkowski z Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie obiecywał nam załatwienie nakazu dla takich badań. Od lat jednak nic się w tej sprawie nie działo" - powiedział niżej podpisanemu Tomasz Nasiłkowski, prezes Stowarzyszenia "Nasze Iganie", który jest także współorganizatorem wielu uroczystości historycznych upamiętniających Bitwę Igańską i którego Stowarzyszenie w ramach Komitetu Zachowania Reduty Ordona brało udział w skutecznej walce o wpis do rejestru zabytków fortyfikacji znanej z wiersza Adama Mickiewicza. W Iganiach się jednak nie powiodło... Niestety, także historia zabytkowego dworu w Iganiach pozostawia niesmak. Dwór, chociaż jest zabytkiem, niszczeje i popada w ruinę na naszych oczach, a to wokół niego toczyły się zażarte walki w 1831 roku.

Odkrywam i zgłaszam

Wspomniany na początku poszukiwacz odkrył lokalizację mogiły w dokumentach, docierając do znanych dr Dmowskiemu zdjęć i uzupełniając je o analizę starych map i zdjęć lotniczych. Na szczęście nie wiedział, że odkrył zabytek nieruchomy, nekropolie wojenną, odkrytą na nowo już kilka lat temu i będącą przedmiotem wymiany pism urzędowych. Dlatego działał dalej. Zadzwonił do niżej podpisanego z pytaniem "co robić?". Pojechaliśmy na wizję lokalną. Na miejscu bezskutecznie prosiliśmy właścicieli terenu o zgodę na badania, jednak na przyszłość pozostawiono nam nadzieję. Z wywiadu z leciwymi mieszkańcami Igań dowiedzieliśmy się, że część ziemi zabrano pod budowę wiaduktu. Teren jest zaniedbany. Widoczne są wkopy do wybierania żółtego piachu pod prace budowlane. Agnieszka Martyniuk-Drobysz, archeolog z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków Delegatura w Siedlcach także nie była do tej pory zawiadomiona przez kogokolwiek o istnieniu mogiły! Zafascynowana historią i precyzyjną dokumentacją i nie mając wpływu na odmowę wydania zgody przez właścicieli terenu na archeologiczne badania sondażowe, na podstawie archiwaliów stworzyła dla mogiły powstańczej Kartę Ewidencyjną Stanowiska Archeologicznego (w polskim prawie istnieje możliwość zakładania kart dla zabytków na podstawie źródeł historycznych). Karta została właśnie wysłana do gminy a ta powinna umieścić mogiłę przypominającą kształtem olbrzymi kurhan w gminnej ewidencji zabytków. To podstawowa forma ochrony zabytków. Odtąd prace ziemne, niwelacyjne przy wzniesieniu pod cele budowlane wymaga konsultacji z konserwatorem zabytków, a ten - co wydaje się pewne - nie zezwoli na żadne ingerencje ziemne bez wykonania tam sondażowych prac archeologicznych lub przynajmniej nadzoru archeologicznego. Jak więc doszło do wpisu miejsca do ewidencji zabytków? Poszukiwacz zadzwonił do poszukiwacza, ten do archeologa z WKZ i po jednym miesiącu sprawa nabrała tempa. Można? Można! Wystarczy działać i mieć pasję, a tego poszukiwaczom nie brakuje!

Za 1831 rokiem z wykrywaczem

"Odkrywca" wielokrotnie pisał o prawie w Polsce, które powoduje, że większość znalezisk historycznych odnajdywanych przez poszukiwaczy czeka na ujawnienie w szufladach. Jest to ze stratą zarówno dla poszukiwaczy, archeologów, muzealników, historyków czy konserwatorów zabytków. Na to jednak mamy ograniczony wpływ, więc opiszemy jedynie fakty, do których udało nam się dotrzeć.

Trakt brzeski był osią walk podczas zbliżania się wojsk rosyjskich w lutym 1831 r. do Warszawy. Po nieoczekiwanym dla wroga oporze pod Olszynką Grochowską nastąpiło wycofanie się armii zaborcy m.in. tym samym traktem. W samej Olszynce poszukiwacze znani są od przynajmniej lat 80. Oficjalnie przeszukiwała ją jedynie Muzealna Grupa Eksploracyjna przy Muzeum Wojska Polskiego i Mazowieckie Stowarzyszenie Historyczne "Exploratorzy.pl". Zabytki z pierwszych poszukiwań trafiły do MWP i były tam eksponowane. Zabytki z badań MSHE na mocy decyzji stołecznego konserwatora zabytków trafiły do Państwowego Muzeum Archeologicznego i nie były dotąd eksponowane. Wróg cofając się dalej został rozbity pod Dębe Wielkie (tam także Skrzynecki nie wykorzystał zwycięstwa i nie ruszył w pogoń za Rosjanami). Tu pod koniec 2015 r. w okolicy lokalizacji dawnego dworu archeolodzy na zlecenie Krzysztofa Kalinowskiego, wójta Dębe Wielkie, przeprowadzili badania archeologiczne pod kierownictwem Bożeny Bryńczak, dokumentując pozostałości dworu oraz odkrywając kilka zabytków z czasów powstania listopadowego. W badaniach archeologicznych pomagało w formie wolontariatu MSHE. Ta sama archeolog dokumentowała niedawno mogiłę polskich żołnierzy z 1831 r. w Liwie, (miejscowości nieodległej od Igań). Zabytki z Dębe Wielkie trafią po konserwacji do Izby Pamięci w miejscowej szkole, a przepiękne zabytki z badań w Liwie (kule armatnie, guziki, emblematy) eksponowane są obecnie na zamku-warowni w tejże miejscowości. Jednak nie wszystkie dane znajdują się w sprawozdaniach i opracowaniach z badań...Nie jest tajemnicą, że pole uprawne za obecnym płotem cmentarza parafialnego w Dębe Wielkie jest cmentarzyskiem, tym razem Rosjan poległych w 1831 roku. Niedaleko znajduje się także niepotwierdzona archeologicznie mogiła powstańca we wsi Rysie. Jadąc dalej, niemal w każdej wsi odnajdujemy kultowe detoktorystycznie miejsca. Kobierne - tam gdzie dawniej stała karczma (dzisiaj naprzeciwko stoi także Zajazd o wdzięcznej nazwie "Pod Dębem" ) poszukiwacze od lat zbierali carskie zabytki.

Kolejna miejscowość w stronę Igań przy trasie - Kałuszyn. Jedno z największych znanych obozowisk polskich z okresu powstania listopadowego. Znajdowało się tuż za "Pijaną Górką". Nie ma chyba tak dobrze wysterylizowanych lasów jak ten... Czy kiedyś odzyskamy wiedzę i przynajmniej zdjęcia zabytków tam odnalezionych?  Z tego miejsca warto zaprezentować tajemniczego orła, który znajduje się w prywatnej kolekcji i jeszcze na początku XX wieku przymocowany był do przydrożnej kapliczki związanej z bitwą z 1831 roku. Czy jest to dzieło manufaktury i nietypowy polski orzełek z czako lub innego żołnierskiego okrycia głowy (nieregulaminowy)? Tego nie wiemy, ale zabytek zdaje się być unikatowy i niepowtarzalny. Gratka dla "orłologów". Tu wciąż jeszcze można odnaleźć kule karabinowe, a ich lokalizacja, zdeformowanie, kształt to cenne źródło informacji o przebiegu walk (doskonałą analizę ołowianych kul karabinowych z czasów powstania listopadowego wykonał archeolog Wojciech Krajewski z MWP w opracowaniu z badań Reduty Ordona tom. I wydanym przez PMA). Ze względu na zakres pracy wykrywaczem metalu z funkcją dyskryminacji (eliminacji małych żelaznych przedmiotów na rzecz tych wykonanych z metali kolorowych) na polach pod Iganiami pozostało nieco artefaktów stalowych. Dzięki zgodzie konserwatorskiej odnaleziona została ostatnio przez Michała Krasuskiego ostroga (zdjęcie). Jednak najciekawsze miejsce, nad samą przeprawą, gdzie stoczono krwawy bój w wyścigu do mostu na rzece Muchawce, ma być dopiero przebadane (miejmy nadzieję, że niedługo) przez archeologów z Instytutu Archeologii Polskiej Akademii Nauk. Mamy nadzieję, że rok 2016 będzie rokiem archeologicznego potwierdzenia istnienia mogiły w Iganiach i badań archeologicznych nad Muchawką, bo prace poszukiwawcze na mocy decyzji WKZ już trwają.

Podsumowanie smutne i wesołe

Z jednej strony młody poszukiwacz, "świeżak" udowodnił, że potrafi doprowadzić - dzięki natychmiastowej reakcji ze strony archeologa z WKZ - do ochrony konserwatorskiej olbrzymiej mogiły powstańczej (jeśli upamiętnienie po odzyskaniu niepodległości objęło właściwe miejsce, mogiła bez wątpienia jest właśnie tam); z drugiej, obrazek ten pokazuje indolencję takich organów jak chociażby służby wojewody czy samorządu gminnego. Jednak 31 stycznia 2016 roku, na mocy decyzji mazowieckiego konserwatora zabytków, za zgodą właścicieli terenu, niżej podpisany udał się pod miejscowość oddaloną ok. 20 km od Igań. W jednym miejscu naliczyłem pięć grup poszukiwaczy. Udało mi się krótko przez okno samochodu porozmawiać z jednym z nich. "Kończyli" obozowisko carskie z 1831 roku... Pozostaję więc z pytaniem, jak namówić poszukiwaczy do ujawniania swojej wiedzy. Bez zmiany prawa to chyba niemożliwe...

Robert Wit Wyrostkiewicz

Prezes Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego "Exploratorzy.pl", redaktor naczelny serwisu Archeolog.pl, uczestnik wielu prac archeologicznych i poszukiwawczych w Polsce i za granicą oraz współorganizator "Operacji Spichlerz" w Nowym Dworze Mazowieckim, współpracownik miesięcznika "Odkrywca" i tygodnika "Historia zakazana".

                                    

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje