Odkrywca: Monety i groby z bydgoskiej katedry

Robert Grochowski w szczegółach opowiada o pracach archeologicznych, które już teraz mają sensacyjny przebieg…

W lutowym numerze "Odkrywcy" opisaliśmy historię odkrycia 486 złotych monet i ponad 200 artefaktów znalezionych w bydgoskiej katedrze przez archeologa Roberta Grochowskiego. Skarb był ukryty w prezbiterium 10 cm poniżej posadzki pod stallami, na których w czasie mszy siedzą księżą. Najstarsza moneta Zygmunta Augusta pochodzi z 1570 roku, a najmłodsza to dukat Zjednoczonych Prowincji Niderlandzkich z 1652 roku. Skarb został prawdopodobnie ukryty przez bogatego kupca w czasie potopu szwedzkiego (1655-1660), kiedy to Bydgoszcz była trzykrotnie zdobywana i grabiona przez Szwedów.

Reklama

Informacja o skarbie, który został odkryty 2 stycznia, poruszyła całą Polskę. Największe znalezisko w historii Bydgoszczy jest teraz badane przez archeologów i historyków sztuki. Dokładnie miesiąc po spektakularnym odkryciu (2 lutego) Maciej Kulesza rozmawiał w murach katedry o kolejnych sensacyjnych odkryciach z ich autorem - kierownikiem prac archeologicznych Robertem Grochowskim.

Maciej Kulesza, Odkrywca: Miejsce niesamowite. Jesteśmy w prezbiterium oddzielonym od reszty kościoła wielką szczelną kotarą. Panuje półmrok rozświetlany przez lampy. Trwają prace konserwatorskie i archeologiczne. Prócz wilgoci i zapachu środków grzybobójczych czuć nadal chyba zapach skarbu.

Robert Grochowski: - Ja go nie czuję. Chyba się przyzwyczaiłem (śmiech). Tak na poważnie, bydgoska katedra to szczególne miejsce, nasycone historią miasta i jego mieszkańców. To tu chowano najznamienitszych bydgoszczan: burmistrzów, rajców, bogatych kupców i rzemieślników, szlachtę oraz osoby duchowne.

Stoimy nad sześcioma odkrytymi przez pana kryptami, wewnątrz znajdują się pochówki. Posadzka została skuta. Nad nami góruje zakryty folią ołtarz z gotyckim obrazem Matki Bożej Pięknej Miłości z Różą z XVII wieku. Taka ilość krypt w prezbiterium to wielkie zaskoczenie?

- Do tej pory odsłoniliśmy sześć krypt (oznaczonych jako obiekty nr 1 - 6). Krypta przy północnej ścianie prezbiterium (obiekt nr 1) jest kryptą ceglaną na planie prostokąta o wym. 4,0 x 2,0 m i sklepioną kolebkowo. Od zachodu znajduje się szyjowe wejście ze schodami. Krypta przy południowej ścianie prezbiterium (obiekt nr 5) jest nieco większa, na rzucie zbliżonym do trapezu, o wym. 4,3 x 2,5 m. Od zachodu posiada szyjowe wejście, skomunikowane z kolejną, dużą kryptą (oznaczoną jako obiekt nr 6). W centralnej części prezbiterium znajdują się trzy niewielkie krypty (obiekty nr 2, 3, 4), przeznaczone na jedną lub dwie trumny. Wszystkie krypty zostały poddane szczegółowej inwentaryzacji: wykonano dokumentację rysunkową i fotograficzną, rozwarstwienie chronologiczne murów, pobrano również próbki zaprawy i cegieł. Z krypt zostały już usunięte pochówki w trumnach - ich zawartość jest obecnie poddawana analizie i konserwacji przez specjalistów z UMK w Toruniu.

Poniżej krypt odsłoniliście średniowieczny cmentarz?

- Tak, poniżej fundamentów krypt odkryliśmy nienaruszony poziom późnośredniowiecznego cmentarza, datowanego na XIV-XV wiek. Jeszcze nie wiemy, czy pierwotnie znajdował się on poza kościołem, czy też zmarli byli inhumowani [obrzęd pogrzebania zwłok w formie złożenia niespalonego ciała do grobu - przyp. redakcji] wewnątrz świątyni. Zgodnie z ówczesnym rytuałem wszystkie szkielety spoczywały w osi wschód-zachód, z głową na zachód. W przeważającej mierze były to pochówki beztrumienne. Analiza antropologiczna szkieletów dostarczy nam cennych danych o populacji ówczesnej Bydgoszczy.

W jednej z krypt odnaleźliście pochówek trumienny osoby duchownej.

- W krypcie północnej (obiekt nr 1) znaleźliśmy ciało ks. Józefa Turkowskiego, który był proboszczem bydgoskiej fary przez 26 lat. Zmarł 19 czerwca 1870 roku. Pochowany został w kombinowanej, drewniano-ołowianej trumnie. Na wieku spoczywał kartusz trumienny, co pozwoliło na identyfikację zmarłego. Trumna była za duża, by przenieść ją przez szyjowe wejście, toteż na potrzeby pochówku wybito specjalny, prostokątny otwór w sklepieniu.

Krypty musiały być wcześniej przez was wentylowane, aby wykluczyć negatywne dla zdrowia działanie groźnej pleśni - kropidlaka żółtego. To niebezpieczne dla archeologa?

- Z pewnością. O szkodliwym działaniu grzybów pleśniowych nie musimy nikogo przekonywać. Nikt nie wchodził do krypt zaraz po ich otwarciu - przez długi czas były wentylowane. Eksploracją krypt i ich zawartości zajmował się zespół dr hab. Małgorzaty Grupy z Pracowni Dokumentacji i Konserwacji Instytutu Archeologii UMK w Toruniu. Wnętrza krypt zostały zdezynfekowane, używaliśmy specjalistycznego sprzętu ochronnego.

Używaliście georadaru do poszukiwania krypt?

- Georadar był używany w katedrze w 2003 roku, jednak niczego nie wykrył. Georadar i inne metody bezinwazyjne ładnie wyglądają na filmach. To świetny sprzęt, jednak w praktyce wszystko zależy od wiedzy, doświadczenia i umiejętności obsługi. Należy pamiętać, że gruz czy warstwy demolacyjne zakłócają odczyty, w wyniku czego interpretacja uzyskanych danych jest utrudniona. Osobiście uważam, że metody bezinwazyjne to przyszłość archeologii, ale na tę chwilę - po doświadczeniach w tej materii - jestem bardzo ostrożny.

Czyli jak wpadliście na trop obecnych sześciu krypt?

- W zasadzie to krypty wpadły na nas (śmiech). Prace budowlane w bydgoskiej katedrze miały ograniczyć się tylko do usunięcia posadzki z końca XX wieku. Na nasze szczęście odkryliśmy rzeczy, których nikt się nie spodziewał. 27 grudnia 2017 roku odsłoniliśmy kryptę północną, a później sukcesywnie kolejne obiekty.

Ołtarz ma zostać zdemontowany i poddany konserwacji. Będzie pan pod nim kontynuował badania?

- Tak. Będziemy badać obszar pod ołtarzem. Możliwe, że odnajdziemy tam kolejne krypty lub fundamenty pierwotnego, średniowiecznego ołtarza. Ten, który obecnie stoi w prezbiterium, nie jest oryginalny. Został translokowany z korpusu nawowego na początku XIX wieku.

Jak długo będą trwać prace w bydgoskiej katedrze?

- Trudno powiedzieć, to zależy od zakresu i postępu dalszych prac budowlanych. Odkryte krypty znajdują się w pasie, który będzie potrzebny do wymiany posadzki. Co do centralnej i zachodniej części prezbiterium, nie będziemy prowadzić tu badań wykopaliskowych. Osiągnięto tutaj docelowy poziom posadzki, a w myśl polskiego prawa, badania archeologiczne mogą być prowadzone tylko do głębokości inwestycji.

Co się stanie z kryptami i szczątkami?

- Decyzję o dalszym losie krypt podejmą wojewódzki konserwator zabytków i władze kościelne. Jako kierownik badań archeologicznych będę chciał, aby ludzkie szczątki wydobyte z trumien w obiektach nr 1, 2, 3, 4 powróciły do bydgoskiej katedry i zostały pochowane w nowych trumnach. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Chciałbym również, aby zabytki ruchome, które nie będą eksponowane w muzeum, oraz te nieprzydatne dla celów naukowych, zostały oddane zmarłym. Wszystkie luźne szczątki kostne pozyskane z warstw kulturowych oraz kości z ossuarium - po ich przebadaniu przez antropologa - złożymy do ziemi w południowej krypcie. Wypada, byśmy zostawili po sobie dobre świadectwo.

Powróćmy jeszcze do monet. Kiedy i gdzie można będzie je zobaczyć?

- To jest najważniejsza informacja sprzed kilku dni. Skarb, który ktoś 350 lat temu zakopał w pośpiechu w bydgoskiej katedrze, jest teraz eksponowany w naszym mieście, w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy. Wystawa została otwarta 13 lutego w Europejskim Centrum Pieniądza na Wyspie Młyńskiej. Serdecznie zapraszam.

Wartość złotych monet można oszacować?

- Pod względem materialnym, w przeliczeniu na współczesne pieniądze, jest to spora kwota. Paradoksalnie monety w takiej ilości są mniej warte niż pojedyncze sztuki. Jeżeli mówimy o wartości naukowej, historycznej, archeologicznej - jest ona nie do oszacowania. To niewątpliwie największy skarb znaleziony w Bydgoszczy i jeden z większych znalezionych w ostatnim czasie w Polsce. Wielu archeologów sumiennie pracuje całe życie i nie ma tak spektakularnych odkryć. Cieszę się, że po 16 latach pracy udało mi się odnaleźć coś tak cennego. Ten dzień będę pamiętał do końca życia.

Na koniec pytanie trochę filozoficzne. Zadaję je w katedrze liczącej ponad 500 lat, patrząc na trumny, w których są szczątki ludzie. Praca archeologa zmienia stosunek do śmierci?

- Otwieranie grobów i badanie ich zawartości to ostateczność. Robię to tylko wtedy, kiedy pochówki mogą zostać zniszczone w trakcie inwestycji. Nie zabieram zmarłym wyposażenia. Pobieram próbki, tworzę dokumentację rysunkową, fotograficzną, szczegółowy opis, jeśli trzeba skany 3D, a następnie zwracam rzeczy zmarłym. Nikt nie dał nam prawa, aby je zabierać. Praca archeologa uczy szacunku dla śmierci, ale jeszcze bardziej szacunku dla życia. Może zabrzmi to paradoksalnie, ale dlatego, że miałem tysiące szkieletów w ręku, kocham życie. Mamy tak niewiele czasu - wykorzystajmy go dobrze.

Robert Grochowski - archelog, wychował się na bydgoskim Szwederowie. Ukończył Technikum Elektroniczne w Bydgoszczy, absolwent archeologii architektury na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Specjalizuje się w architekturze obronnej, multimediach i rekonstrukcji 3D. Uhonorowany odznaką "Zasłużony dla Kultury Polskiej" oraz Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej. Prowadził badania na blisko 150 stanowiskach archeologicznych, m.in. polskich fortyfikacji z okresu kampanii 1939 roku (samodzielnym punkcie oporu Dobieszewko, Przedmoście Bydgoskie, Pozycja Żnińska), niemieckich umocnieniach w Puszczy Bydgoskiej, ekshumacjami w Gródku (gm. Drzycim) i Tryszczynie oraz badaniami i pracami dokumentacyjnymi na terenie dawnych niemieckich zakładów zbrojeniowych Luftamunitionsanstalt 1/II Bromberg oraz D.A.G Fabrik Bromberg. W zawodzie pracuje od 16 lat. Ma żonę Karolinę i 18-letniego syna Pawła.

Maciej Kulesza - wieloletni współpracownik "Odkrywcy". Z wykształcenia historyk, pasjonat historii Bydgoszczy i architektury militarnej. Z zamiłowania dziennikarz i fotograf Gazety Wyborczej. Autor kilkuset artykułów, popularyzujących wiedzę historyczną regionu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy