Skarb Hansa Franka

"Osoba fizyczna z PRL podejmie działanie zmierzające do odnalezienia, wydobycia i podziału kosztowności ukrytych podczas II wojny światowej na terytorium PRL, stanowiącym obecnie w świetle polskich przepisów, tj. dekretu z dnia 8 marca 1946 o majątkach opuszczonych i poniemieckich własność skarbu Państwa Polskiego.

W wyżej wymienionym przedsięwzięciu osobie fizycznej z PRL udzielą pomocy osoby fizyczne z RFN będące stroną niniejszej umowy. (...) Poszukiwane przedmioty ważą prawdopodobnie łącznie ok. 3 ton i zapakowane są w 22 skrzyniach. Ponadto przedmiotem poszukiwań jest stalowa kaseta, w której znajdować się mają papiery wartościowe, klucze do skrytek oraz numery istniejących kont i skrytek sejfów w bankach w Szwajcarii o wartości równej zawartości 22 skrzyń (...)" - tekst umowy podpisanej w 1988 roku przez przedstawicieli Ministerstwa Finansów dotyczący skarbu Hansa Franka.

Reklama

Skarby generalnie pobudzają wyobraźnię - szczególnie te nazistowskie, owiane legendami nieprzebranych bogactw, kosmicznych technologii i kompromitujących archiwów wszelakich służb. Niezależnie od racjonalności tropów doń prowadzących, czy historii stworzonych na potrzeby uwiarygodnienia ich istnienia, przez ostatnie 60 lat, setki, jeśli nie tysiące poszukiwaczy, dziennikarzy czy badaczy na całym świecie podążało śladem mitycznych schowków i legendarnych skrytek zawierających bajeczne bogactwa III Rzeszy.

Może obecnie w porównaniu z minionymi dekadami nieco mniejsza jest intensywność i spektakularność owych poszukiwań, lecz tematyka jest wciąż żywa. Czasy świetności ma jednak zdecydowanie za sobą, choć pierwsza dekada XXI wieku zapowiadała się całkiem owocnie. Dlaczego? M.in. z prostej przyczyny naturalnego kurczenia się populacji bezpośrednich świadków i wskazicieli, którzy w większości odeszli już z tego świata.

Na pocieszenie pozostaje fakt, że nadal do odnalezienia jest sporo, przynajmniej w teorii. Bursztynowa Komnata - o ile faktycznie nie spłonęła, wciąż do wzięcia jest "Złoto Wrocławia", "Złoty pociąg", a i ze "Szczeliny Jeleniogórskiej" zapewne dałoby się wciąż coś uszczknąć (operujemy w tym wypadku pojęciem skarbów większego formatu niż przydomowe depozyty czy ukryty pod brzozą słoik z biżuterią). I to mimo prowadzenia intensywnych poszukiwań, w które zaangażowane były instytucje państwowe, nie tylko PRL, ale i III RP. Zresztą wielokrotnie sprawy te gościły na naszych łamach, są też powszechnie znane i dokładnie omówione. Tym razem zajmiemy się również znaną sprawą, jaką są skarby wywiezione na rozkaz Hansa Franka z Generalnego Gubernatorstwa. Jednak będzie to tylko przyczynek do zupełnie nowego tematu.

Skarby Generalnego Gubernatorstwa

Przypomnijmy pokrótce znaną do tej pory historię skarbu Hansa Franka.

Pod koniec lipca 1944 roku Armia Czerwona w swym zwycięskim marszu dotarła do linii Wisły. Tym samym ziemie włączone do Generalnego Gubernatorstwa znalazły się w bezpośrednim zagrożeniu objęcia działaniami wojennymi. Wobec powyższego faktu powołany został przy rządzie GG sztab ds. Uchodźców i Ewakuacji, który na rozkaz Hansa Franka zajął się reorganizacją i dyslokacją urzędów centralnych i instytucji poszczególnych dystryktów w bezpieczne, niezagrożone tereny III Rzeszy w celu zachowania ciągłości funkcjonowania władzy.

Równocześnie zapobiegliwy zbrodniarz i miłośnik (głównie zrabowanych) dzieł sztuki nakazał swemu pełnomocnikowi ds. zabezpieczenia dóbr kultury Wilhelmowi Ernstowi Palezieux opracowanie oraz realizację planu wywozu i "przechowania" tysięcy eksponatów. W ten sposób spora ich część trafiła do dolnośląskich składnic, z których centralnym punktem był pałac barona Manfreda von Richthoffena w Sichowie, nieopodal Jawora, jednocześnie wytypowany na zamiejscową siedzibą rządu Generalnego Gubernatorstwa na wypadek ewakuacji.

Z pewnością pomiędzy sierpniem 1944, a styczniem 1945 roku przez pałac przewinęło się mnóstwo dóbr kultury kierowanych następnie do innych miejscowości na Dolnym Śląsku i w Rzeszy. Dlatego też część terenów położonych na zachód od Krakowa, które znalazły się na trasie transportów, wiązana jest przez poszukiwaczy i tropicieli tajemnic ze "skarbami Hansa Franka", czyli przeważnie ukrytymi dziełami sztuki, które bądź nie dotarły do miejsca przeznaczenia, bądź, jak w przypadku Dolnego Śląska, zostały tam świadomie ukryte.

Po wojnie komisje rewindykacyjne działające na tym terenie odzyskały wiele z nich, niemniej, nadal spora część wywiezionych dzieł sztuki uznana jest za zaginioną.

Poszukiwania państwowe

W poszukiwania Bursztynowej Komnaty i weryfikację tropów jej ukrycia zaangażowana była przez niemal 30 lat Służba Bezpieczeństwa i kilka departamentów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL. Resort ten, również przy współpracy z przedstawicielami Ministerstwa Obrony Narodowej, poszukiwał intensywnie w latach 80. na terenie Sudetów "Złota Wrocławia". Po transformacji zaś Urząd Ochrony Państwa na prośbę Ministerstwa Finansów i Ochrony Środowiska weryfikował wiarygodność sprawy poszukiwań "Złotego pociągu". To przykłady tylko najbardziej spektakularnych, choć dyskretnych działań, w które zaangażowane było Państwo Polskie. My dodamy następną.

Po raz kolejny udało się nam dotrzeć do niezwykle ciekawych materiałów przechowywanych w Instytucie Pamięci Narodowej. Tym razem jednak na ich trop wpadł przy okazji prowadzenia kwerendy w archiwum IPN na temat FON-u Pan Krzysztof Kopeć, który opublikował zbiór interesujących dokumentów na swojej stronie internetowej. Dotyczą one trwających w latach 1985-88 negocjacji, jakie Ministerstwo Finansów PRL prowadziło z dwoma obywatelami Niemiec Zachodnich w sprawie... "wydobycia i podziału skarbu Hansa Franka".

Dowiedz się więcej na temat: frank szwajcarski | Polska Rzeczpospolita Ludowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje