Skarbiec na wzgórzu katedralnym

Polsko-radziecka ekspedycja szukała - jakby inaczej - Bursztynowej Komnaty, zrazu interesując się niemieckim samolotem zatopionym w wodach jeziora Resko Przymorskie koło Kołobrzegu, a latem 1988 roku poszukiwacze przenieśli się w okolice Fromborka i Tolkmicka, by sprawdzić ślad wskazany przez pewnego majora Armii Czerwonej. Ślad zatopionego w wodach Zalewu Wiślanego przez jego czołgi niemieckiego konwoju. Przez czternaście dni prawie stuosobowa ekipa (63 Polaków i 30 Rosjan) penetrowała dno płytkiego w tym miejscu zalewu. Strona radziecka zapewniła udział w penetracji dna kilku jednostek floty bałtyckiej marynarki wojennej.

Reklama

Przebadano przybrzeżne wody w promieniu czterech kilometrów, korzystając z pomocy czułych urządzeń dwóch okrętów hydrograficznych. Rosjanie sprowadzili nawet specjalne kutry do sondowania w mule, a strona polska podstawiła śmigłowiec. Nadaremno. Dwa tygodnie zakrojonych na dużą skalę poszukiwań nie przyniosły bowiem żadnego rezultatu. Nie znaleziono dosłownie niczego.

Latem 1988 roku szef grupy polskiej, Borys Waszkiewicz z Kwatery Głównej Związku Harcerstwa Polskiego, powiedział reporterom: "Myślę, że te poszukiwania nie poszły na marne. Po prostu wykluczyliśmy jeszcze jedną hipotezę związaną z zaginięciem Bursztynowej Komnaty. Jeszcze w trakcie trwania tej wyprawy przeprowadziliśmy wiele rozmów z mieszkańcami okolicznych miejscowości. Wszyscy oni twierdzą, że u schyłku lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych u wybrzeży Zalewu Wiślanego działały duże specjalistyczne grupy wydobywające z dna sprzęt wojskowy. Prawdopodobnie wtedy oczyszczono dokładnie dno".

Po latach na Zalew Wiślany zwróciła uwagę Aleksandra Bojowicz, którą Włodzimierz Antkowiak zacytował w książce "Skarby, poszukiwania i poszukiwacze" z 2004 roku: "Skarbów w potocznym znaczeniu tego słowa raczej nie należy tam szukać. Chociaż - kto wie. Nie mam na myśli dorobku mazurskich rodzin, który poszedł na dno wraz z ludźmi, końmi, wozami. Chodzi mi o fromborski skarb katedralny. Podobno pod koniec wojny dziesiątki wartościowych przedmiotów zostało tak skutecznie ukrytych, że do tej pory nie zostały znalezione. Czy należy szukać w wodach Zalewu Wiślanego?

Prawdopodobnie nie, ale niczego przecież nie można wykluczyć. Malutki Frombork jest przeorany systemem podziemnych przejść łączących wzgórze katedralne z miasteczkiem. Może tam?".

A może warto byłoby pojechać do Fromborka i zwiedzić zabytki zespołu na wzgórzu katedralnym? W samej tylko katedrze zobaczymy dawny ołtarz główny z 1504 roku, ufundowany przez wuja Kopernika, biskupa Watzenrode'go i obecny ołtarz główny z połowy XVIII wieku, liczne, bogato polichromowane i złocone ołtarze boczne, barokowe stalle kanonickie, ambonę, obrazy, rzeźby, chrzcielnice, naczynia liturgiczne, szafy, skrzynie, zegary, lichtarze i krucyfiksy, które czynią ze świątyni fromborskiej prawdziwą skarbnicę dzieł sztuki.

Wprawdzie nie można wykluczyć, że jakieś pojedyncze przedmioty zabytkowe mogą znajdować się w ukryciu, to jednak opowieści o ukrytym skarbcu katedralnym są przesadą. Odkryto tu już chyba wszystko, a niedawno nawet szczątki człowieka, które po wszechstronnych badaniach, w tym DNA, okazały się - z bardzo dużym prawdopodobieństwem - szkieletem Mikołaja Kopernika. Ale to już inna historia.

Leszek Adamczewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy