Tajemniczy wrocławski dworzec... Czy wielkie podziemia istnieją?

Dworzec główny we Wrocławiu, jest największą z wrocławskich stacji kolejowych. Według legendy równie imponujące są jego podziemia. Poniemieckie schrony i setki metrów korytarzy prowadzących do różnych części miasta. Tragiczne relacje o zalaniu przez Niemców podziemnego szpitala, wraz z pacjentami... Czy są prawdziwe? Czy dworzec kryje pod swoim gmachem mroczne tajemnice? Jakie informacje chcieli sprzedać informatorzy za grube sumy pieniędzy? To tylko część pytań, na które postaramy się znaleźć odpowiedź.

Dzięki uprzejmości pracowników dyrekcji wrocławskiego dworca głównego, mieliśmy możliwość dość gruntownego zbadania prawdziwości legend związanych z istniejącymi, rzekomo rozbudowanymi, podziemiami tego obiektu. Od wielu lat wśród pasjonatów historii Wrocławia krążą opowieści o znajdujących się pod, lub przed budynkiem dworca, tajemniczych wielokondygnacyjnych podziemiach. W różnych wersjach tych legend miały one stanowić niedostępne kondygnacje schronu-szpitala, lub być częścią infrastruktury tajnej podziemnej kolejki utożsamionej z mitycznym wrocławskim metrem. Legenda wrocławskiego dworca wzmacniana jest relacjami wielu osób przybyłych do Wrocławia po wojnie, mówiących o tajemniczych i nigdy do końca nie zbadanych podziemiach.

Reklama

Jedną z takich relacji jest opowieść strażaka-płetwonurka, który krętą klatką schodową schodził do zalanego schronu, w którym znajdowały się, w dobrym stanie, sprzęty szpitalne, pamiętające oblężenie Festung Breslau. Fantastyczne teorie niejednokrotnie stały się głównymi tematami programów telewizyjnych, dodatkowo pobudzając wyobraźnię mieszkańców miasta. Między innymi w jednym z odcinków Telewizyjnego Klubu Poszukiwaczy Skarbów, autor programu p. Wojciech Stojak penetrował wnętrze zalanego tunelu w rejonie dworca głównego. Kamera pokazała wprawdzie coś, co wyglądało na zalany schron, jednak rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana...

Materiał ten nakręcono w starym tunelu peronowym, pierwszego, wzniesionego w latach 50. XIX stulecia Dworca Kolei Górnośląskiej - przy dzisiejszej ul. Małachowskiego. Po zbudowaniu nowego dworca, funkcjonującego do dzisiaj, tunel przestał być wykorzystywany w pierwotnym celu. W czasie II wojny światowej tunel został przekształcony w schron przeciwlotniczy i pełnił tę funkcję jeszcze jakiś czas po wojnie, jednakże nieco później doszło do awarii systemu odwodnienia obiektu, skutkiem czego obiekt do dziś pozostaje zalany.

Podstawowym atrybutem podziemi wrocławskiego dworca jest ich trwałe zalanie. Jedna z relacji, przytoczona w książce J. Lamparskiej "Tajemnice ukrytych skarbów", mówi o tym, że podziemia zalali i zaminowali wycofujący się z miasta Niemcy, odkręcając zawory od strony Odry. Opowieść ta zawiera w sobie również wątek o... kursujących z tego miejsca pod ziemią pociągach. Przez wiele lat do Miejskiego i Wojewódzkiego Inspektoratu Obrony Cywilnej zgłaszali się ludzie twierdzący, że tuż pod peronami dworca, znajdują się inne podziemne kondygnacje, a wręcz cały podziemny peron, skąd pociągi, pod ziemią, kursować mogły na Ołtaszyn, Brochów i Maślice... Wielu ludzi stawia sobie pytania: czy faktycznie pod wrocławskim dworcem znajduje się drugi podziemny dworzec? Czy może istnieją rozbudowane podziemia? Co widzieli opisujący tunele świadkowie? Właśnie na tego typu pytania postaramy się w swoim artykule odpowiedzieć.

Znane są dwa schrony położone w najbliższej okolicy dworca głównego - schron podziemny typu LS-Tiefbunker, znajdujący się przed wejściem głównym do gmachu stacji, oraz nieco nietypowy schron naziemny przy ulicy Suchej - na tyłach dworca. Legenda w jednym z tych obiektów lokalizuje pewne wejście do podziemi - w schronie podziemnym, przed wejściem do budynku dworca głównego. Od tego obiektu zaczniemy nasz opis. W tym miejscu należy się Czytelnikom krótkie wprowadzenie historyczne.

Od roku 1940 wznoszono na terenie Rzeszy szereg dużych, wolno stojących schronów przeciwlotniczych w ramach tzw. Führer Luftschutz-Sofortprogramm. Początkowo we Wrocławiu zamierzano zbudować cztery takie obiekty, ostatecznie zdecydowano się na budowę dziewięciu tego typu schronów. Tak zaczyna się historia, m.in. podziemnego schronu przed dworcem głównym. Jako pierwszy zbudowano schron pod placem Solnym, ostatnim, zbudowanym już w 1944 roku, był schron przy dworcu głównym. Opóźnienie w budowie wynikało z nieuregulowanej dotąd kwestii lokalizacji obiektu.

W czerwcu 1944 roku zdecydowano się wybudować schron, mogący pomieścić 3000 osób na terenie dawnego cmentarza żydowskiego przy ulicy Gwarnej, jednak 1 lipca 1944 r. gauleiter Hanke podjął decyzję o wybudowaniu dwóch schronów o określonej przez niego pojemności 1400 osób - jeden miał zostać zbudowany przed budynkiem dworca, drugi - na dawnym terenie cmentarza przy ulicy Gwarnej. Prawdopodobnie drugi obiekt zrealizowano jednak przy ulicy Suchej. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o połowie roku 1944. Nie jest znany ani pierwotny projekt, ani powykonawczy plan schronu przed dworcem (podobnie jak nieznane pozostają materiały o schronie przy ulicy Suchej). Obiekt ten użytkowany był jednak po remoncie w latach 60.

Schron posiadał dwa główne wejścia - z holu dworca, oraz z ulicy Piłsudskiego. Oba wejścia chronione były wentylowanymi śluzami gazoszczelnymi. Na placu przed schronem znajdowały się pierwotnie cztery słupy czerpni powietrza - do dziś zachowała się jedna, znajdująca się przy samej jezdni ulicy Piłsudskiego. Czerpnia ta do dzisiaj nosi ślady ostrzału Festung Breslau. Ponadto schron posiadał ciekawy system grawitacyjnych czerpni powietrza, służących jednocześnie jako szyby ewakuacyjne - taką rolę spełniała dobudowana do prawej wieży zegarowej czerpnia. Podobny obiekt znajdował się pod stalową płytą - przy lewej wieży zegarowej. O samej prawej wieży zegarowej nieco później.

Schron posiadał rozbudowany system ewakuacyjny - poza wspomnianymi szybami grawitacyjnych czerpni powietrza, do ewakuacji służył również kanał, którego ujście znajdowało się w pomieszczeniu pod schodami od strony ulicy Piłsudskiego. Przy tym wejściu znajdowały się również dwa zabetonowane wyłazy tuneli ewakuacyjnych schronu. Pomieszczenia schronu przykryte były warstwą żelazobetonu o grubości 140 centymetrów. Zewnętrzne ściany obiektu były grube na 300 centymetrów. Cały obiekt mógł zapewnić schronienie pięciuset osobom.

Badania rozpoczęliśmy od analizy planu schronu, w którego posiadaniu była dyrekcja dworca. Wytypowaliśmy kilka miejsc wartych dokładnego sprawdzenia. W tunelu prowadzącym z holu dworca do schronu, w jednej ze ścian znajdowała się stalowa płyta, nie była ona oznaczona na planie, w związku z czym zdecydowaliśmy się wykonać w niej odwiert. Po wykonaniu w płycie otworu okazało się, że czuć ciąg powietrza. W ten sposób natrafiliśmy na jedno z połączeń systemu wentylacyjnego obiektu. Przy klatce schodowej prowadzącej z holu dworca do schronu, stała duża tablica reklamowa, za którą znajdowały się drzwi - pomieszczenie to nie było oznaczone na planie.

Wykonaliśmy szczegółową inwentaryzację pomieszczenia, a następnie kilka kontrolnych odwiertów. W świetle później zdobytych informacji okazało się, że było to wyjście ewakuacyjne znajdujące się w lewej wieży zegarowej. Piwnice lewej wieży zegarowej zostały bowiem odcięte w czasie budowy schronu od reszty piwnic budynku dworca. Dokładnie obejrzeliśmy wszystkie pomieszczenia wewnątrz schronu. Obiekt ten posiadał dwie komory filtro-wentylacyjne. Na temat wnętrza schronu mieliśmy relacje, jakoby w jednym ze sklepów znajdowało się zamurowane przejście do nieznanych pomieszczeń schronu. Faktycznie na ścianie widać było prostokątny obrys. Z pewnymi nadziejami przystąpiliśmy więc do pracy przy kolejnym odwiercie, licząc na to, iż metrowe wiertło dość szybko przebije się przez murowaną ściankę. Nic takiego jednak nie nastąpiło - wierciliśmy w zewnętrznej ścianie budowli, kształt pęknięć był tylko zbiegiem okoliczności.

Kolejna relacja dotyczyła jednej z komór filtro-wentylacyjnych, jednak i tutaj przeprowadzona seria odwiertów nie przyniosła żadnego rezultatu. Po zbadaniu pomieszczenia, w którym znajdowało się szambo, zrozumieliśmy, że obiekt nie posiada żadnych niższych kondygnacji. Opinię tę potwierdziły wykonane w późniejszym czasie odwierty geologiczne, a także rozbiórka schronu. Pozostały zatem do sprawdzenia wątki związane z bezpośrednią okolicą opisanego już schronu. Relacja strażaka-płetwonurka mówiła, że klatkami schodowymi prowadzącymi do niższych kondygnacji schronu są zabetonowane wyłazy na placu przed dworcem. Jak już wspomnieliśmy wcześniej okazało się to nieprawdą.

Zbadaliśmy również piwnice i pomieszczenia techniczne dworca. Obiekt ten posiada pewną ilość tuneli technicznych i zaopatrzeniowych poprowadzonych prostopadle do peronów - mowa tu o dwóch tunelach przeznaczonych dla ruchu pasażerskiego, tunelu bagażowym, piwnym - umożliwiającym dostarczanie zaopatrzenia do kiosków peronowych, oraz tunelu pocztowym. Żadna z tych instalacji nie biegnie poniżej poziomu chodnika przy ulicach Suchej i Piłsudskiego. Poniżej posadzek w budynku dworcowym biegły jedynie dwa równoległe, dość płytkie i wąskie tunele techniczne. Podobnie jest z naziemnym schronem przy ulicy Suchej - nie posiada on żadnych zagadek wymagających rozwikłania.

Podsumowując - w schronie przed dworcem nie ma niższych, nie odkrytych kondygnacji, chociaż faktycznie w czasie walk o Festung Breslau mieścił się tutaj szpital (Lazaret IIIa). Nieprawdziwe okazały się relacje o połączeniach podziemnych schronu przed dworcem z różnymi punktami w mieście. Pamięć potrafi płatać figle, a czas płynie...

Podziękowania dla dyrekcji wrocławskiego dworca oraz dla Łukasza Melskiego.

Marek Durajczyk, współpraca Stanisław Kolouszek

Wrocławskie Stowarzyszenie Fortyfikacyjne

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje