"Tygrys" z Poznania - czyli dlaczego warto drążyć historię...

Gdy jakieś 15 lat temu zacząłem interesować się historią walk o Poznań w 1945 roku, nie przypuszczałem, że zainteresowanie to, z każdym miesiącem coraz głębsze, doprowadzi do momentu, gdy odkrywanie historii stanie się dla mnie tak wielką pasją, a towarzyszące temu emocje tak trudne w opisaniu wszystkim tym, którzy ich bezpośrednio nie doświadczyli. Ale od początku...

W roku 2001, po sześciu latach poszukiwań, udało mi się zdobyć kopię wydanej w Niemczech książki Günthera Baumanna pt. "Bastion an der Warthe", opisującej przebieg walk o Festung Posen (Twierdzę Poznań) z niemieckiej perspektywy. Moja wiedza dotycząca tej pozycji była fragmentaryczna - nie ukazała się ona bowiem na oficjalnym, niemieckim rynku wydawniczym - kiedyś przeczytałem tylko jednozdaniową notkę o książce w którejś z poznańskich gazet. Gdy więc po latach oczekiwań, podekscytowany przeglądałem strona po stronie kiepskie ksero "Bastionu nad Wartą", wzrok mój przykuł adres organizacji Hilfsgemeinschaft ehem. Posenkämpfer (Stowarzyszenie Samopomocy Byłym Walczącym o Poznań) oraz lista pozycji wydanych przez tę organizację. Z racji wcześniejszych sporych zainteresowań niemiecką bronią pancerną okresu II wojny światowej, szczególnie zaintrygowała mnie znajdująca się na liście pozycja autorstwa Richarda Siegerta pt. "Der Tiger von Posen". Pomyślałem wówczas, że warto by było dowiedzieć się czegoś więcej, a potem może napisać o niemieckiej broni pancernej walczącej w Poznaniu? Tym bardziej, że temat jest tutaj praktycznie nieznany! Może Autor tej książki jeszcze żyje i istnieje możliwość nawiązania z nim korespondencji? Napisałem więc list do jednego z szefów Hilfsgemeinschaft - dr. Dietera Friese składając zamówienie na książkę "Tygrys z Poznania", przy okazji nadmieniając, że bardzo interesuje mnie udział niemieckich czołgów i dział szturmowych w bitwie o Poznań. Miałem nadzieję, ale żadnej pewności, że ją otrzymam.

Reklama

Przypadek pierwszy

Minęło trochę czasu, gdy któregoś dnia dotarła do mnie przesyłka, a w niej... książka z dedykacją i listem od Richarda Siegerta - celowniczego jedynego walczącego w Poznaniu czołgu typu "Tygrys"! Był to dla mnie moment przełomowy. Wówczas po raz pierwszy przekonałem się jak warto szukać, dociekać i drążyć temat, który nas szczególnie interesuje. Teraz droga była otwarta, mogłem pisać do Richarda Siegerta i poszerzać swą wiedzę nie tylko na temat niemieckich czołgów i dział szturmowych walczących w Poznaniu, ale także ogólnego przebiegu walk o Festung Posen. Od tego momentu, dzięki bezcennej pomocy dr. Friese i Richarda Siegerta moje archiwum zaczęło powiększać się w lawinowym tempie. Korespondencja z Siegertem, średnio raz, dwa razy w miesiącu, przyniosła mi coraz więcej szczegółowych informacji na temat szlaku bojowego "Tygrysa" oraz innych pojazdów pancernych biorących udział w walkach o Poznań, w ramach tzw. Pancernej Rezerwy Uderzeniowej. Idąc śladami "Tygrysa" zdołałem dowiedzieć się na temat pojazdu i jego załogi dużo więcej niż to co Siegert zawarł w swoich wspomnieniach. Mieszkając nieopodal Poznania, mogłem także pomóc byłemu celowniczemu w odtworzeniu dokładnego przebiegu wielu zdarzeń z jego wojennej przeszłości wysyłając zdjęcia i opisy miejsc, gdzie 60 lat temu "czaił się Tygrys".

Przypadek drugi

Zbierając informacje do książki "Pancerna Rezerwa Uderzeniowa - Poznań 1945" wielokrotnie powracałem w miejsca związane z "poznańską" przeszłością "Tygrysa" i jego załogi. Tam, o ile było to możliwe, szukałem świadków jeśli nie bezpośrednich akcji niemieckiego czołgu, to przynajmniej dobrze pamiętających działania wojenne w swojej okolicy. Tym sposobem dotarłem do Pana X, który "od zawsze" mieszkał w jednym z domów mieszczących się na północ od poznańskiej Cytadeli. Ten człowiek dobrze pamiętał stojącego nieopodal, unieruchomionego przez awarię sprzęgła "Tygrysa. Od Pana X dowiedziałem się, że jakiś czas po zakończeniu walk Rosjanie wysadzili "Tygrysa" w powietrze. - Wie Pan co? - powiedział Pan X podczas mojej pierwszej wizyty u niego - jak go wysadzili to ten kawałek przyleciał do nas i wylądował na naszym podwórku. Przez te wszystkie lata prostowałem na nim gwoździe - w tym momencie wyjął z szopy dwucentymetrowy kawałek pancerza i podarował mi go. Ten bezkształtny fragmencik "Tygrysa" (którego umiejscowienia w tego typie czołgu wciąż nie udało mi się dokładnie zlokalizować) stał się dla mnie bezcenną historyczną pamiątką.

Dowiedz się więcej na temat: emocje | Poznań | 1945 | książki | tygrys | Tygrys

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje