Wybaczyć - nie znaczy zapomnieć

W pierwszych latach XX wieku historia Europy wyraźnie przyśpieszyła. Przeczucia zbliżającego się wielkiego przełomu politycznego nie ominęły austro-węgierskiej Galicji i Lodomerii, czyli ziem przedrozbiorowej Małopolski Wschodniej. Zarówno polscy, jak i ukraińscy działacze niepodległościowi upatrywali szans w realizacji programu budowy (czy odbudowy) suwerenności w wyniku klęski Rosji, sukcesywnie wchłaniającej od połowy XVII do końca XVIII wieku dawne Kresy Rzeczypospolitej, w tym tzw. ziemie ukrainne.

Rosja, nie ustająca niezależnie od ustroju czy stulecia w imperialnym "zbieraniu ziem ruskich", łakomie spoglądała na austro-wegierską Galicję i Bukowinę. Wspierała także galicyjski nurt moskalofilski (tzw. starorusinów), usiłując zarówno umacniać swoje wpływy polityczne, jak i osłabić postrzegany jako zagrożenie ruch ukraiński. Już od 1866 roku rosyjskie dotacje wspomagały czasopisma krzewiące teorie o jedności słowiańskiej, jednym i niepodzielnym, rosyjskojęzycznym ludzie ruskim (russkij narod - lud rosyjski) i duchowej przewadze zależnego od Patriarchatu Moskiewskiego Prawosławia nad Unitami, których hierarchia sprzyjała ideom ukrainizmu.

Władze habsburskie słusznie dostrzegały w tym wsparciu znamiona dywersji ideologicznej, a nawet agenturalności. Moskalofile, znienawidzeni i zwalczani przez nacjonalistów ukraińskich oraz otoczeni nieufnością władz państwowych, spotkali się natomiast z przychylnością części polskich kręgów politycznych, dążących do osłabienia ukraińskiego radykalizmu narodowego. Polityczny sojusz polsko-moskalofilski wydaje się z perspektywy lat "lekarstwem gorszym od choroby". Zamiast krótkowzrocznej taktyki wspierania "wroga naszego wroga", znacznie korzystniejsze byłoby chyba poszukiwanie zbliżenia z radykałami ukraińskimi na płaszczyźnie wspólnego zagrożenia imperializmem rosyjskim i sojuszu w walce z nim. Tymczasem polityka ta budowała i umacniała stereotyp "dwóch wrogów" - Polaków i Moskali - zagrażających przyszłej niepodległej Ukrainie...

Wyrazem jawnie antypolskiego nastawienia ukraińskich nacjonalistów epoki schyłku Austro-Węgier, było przemówienie posła wiedeńskiego parlamentu, Jewhena Petruszewycza, który w 1910 zażądał: "Przywróćcie nam nasze prawa. Usuńcie się stąd, to nasz kraj (pogrubienie - P.G.). Przeciwstawimy się wam tu w sejmie i w całym kraju taką burzą, że drżeć będziecie nawet zasłonięci całą armią!". Prawdziwy problem polegał jednak na tym, że Galicja Wschodnia - wbrew buńczucznym słowom przyszłego prezydenta Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej - nie była krajem wyłącznie (pogrubienie - P.G.) ukraińskim. A skoro fakty przeczą teorii - biada faktom... Konsekwencją tej optyki była późniejsza polityka zmiany niewygodnych faktów przez fizyczną eksterminację narodów uznanych za zbędne, czy szkodliwe dla Ukrainy...

Wielka Wojna - klęska zaborców

Reklama

Bliższe zbadanie dziejów polskiego i ukraińskiego ruchu niepodległościowego tamtej epoki wykazuje wiele analogii, wręcz symetrię poczynań. Gdy w Galicji - w myśl nowo wprowadzonych praw - legalne stało się tworzenie organizacji paramilitarnych, w zamierzeniu Wiednia sprzyjających obronności państwa wobec zagrożenia wojną z Rosją, Polacy szybko rozpoczęli formowanie kilku tego typu stowarzyszeń. Różniły się one zapatrywaniami i programami politycznymi, jednak zasadniczym celem było przygotowanie kadr przyszłego Wojska Polskiego. Próby legalizacji analogicznej działalności przez kręgi narodowo-radykalne Ukraińców, były natomiast sabotowane przez władze samorządowe Galicji, w ogromnej części obsadzone przez Polaków. Dopiero wybieg jakim było dosłowne skopiowanie statutu polskiej organizacji strzeleckiej, umożliwił rejestrację Towarzystwa Ukraińskich Strzelców Siczowych.

Podobnie, jak w przypadku polskich stowarzyszeń tego typu, Strzelcy Siczowi stali się zalążkiem ochotniczej formacji wojskowej powołanej do walki z Rosją. Burzliwe i obfitujące w bohaterskie epizody dzieje Legionu Ukraińskiego (USS) nie ustępują dramatyzmem historii Legionów Polskich. Waleczni ochotnicy spod znaku niebiesko-żółtej flagi czynili wiele, by budzić i krzepić wśród galicyjskich Rusinów poczucie ukraińskiej świadomości narodowej. Paradoksalnie jednak więcej w tej materii osiągnęli ci Strzelcy Siczowi, którzy trafili do rosyjskiej niewoli i mogli dzięki temu dotrzeć do rodaków "za kordonem". Tymczasem już od 1914 roku trudno było łudzić się co do rosyjskich zapatrywań na losy Galicji. Bardzo znaczącym faktem stała się wówczas deklaracja wygłoszona we Lwowie przez hrabiego Bobrińskiego, wpływowego polityka i generał - gubernatora nowo zajętego terytorium: "Przede wszystkim Galicja Wschodnia i Łemkowszczyzna jest odwieczną częścią jednej Wielkiej Rusi. Na ziemiach tych ludność rdzenna była zawsze rosyjska (pogrubienie - P.G.), administracja więc tych ziem powinna być na zasadach rosyjskich. Będę tu wprowadzał rosyjski język, rosyjskie prawo i ustrój będą wprowadzane, naturalnie, w życie z pewną stopniowością. Uważam za niezbędne w interesie całej ludności nie zakłócić normalnego biegu życia kraju. Wobec tego ograniczę się na razie do mianowania rosyjskich gubernatorów, naczelników powiatów i rosyjskiej policji".

Takie słowa, a co gorsza idące za nimi decyzje i czyny, przeraziły zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Trzeba także pamiętać, że wojenne niepowodzenia sprawiły, iż tak do niedawna liberalne władze austriackie rozpoczęły masowe prześladowania osób oskarżonych o szpiegostwo na rzecz Rosji. Ofiarą tej histerii padło wiele tysięcy galicyjskich Rusinów  - zwykle nikt nie sprawdzał ich orientacji politycznej, do skazania na śmierć lub deportację do obozu w Talerhof pod Grazem wystarczyły nieraz jedynie podejrzenia o "sprzyjanie Rosjanom". Austro-Węgrom udało się wyparcie Moskali z większości terenów Galicji latem 1915 roku, jednak za cenę wielkich strat i postępującej marginalizacji Wiednia na rzecz Berlina. Śmierć Franciszka Józefa I zamroziła polityczne rozwiązanie galicyjskiego "węzła gordyjskiego" aż do schyłkowej fazy Wielkiej Wojny.

Takie fakty skutecznie odbierały wiarę w dobre intencje któregokolwiek z zaborców. Zresztą wbrew planom ukraińskich narodowców, to nie austro-węgierska Galicja stała się zalążkiem ukraińskiej suwerennej państwowości, lecz Rosja. Istniejące już wczasach przedwojennych stronnictwa ukraińskie, jak: Ukraińska Partia Rewolucyjna, Ukraińska Partia Demokratyczno-Radykalna czy Towarzystwo Ukraińskich Postępowców musiały zmagać się zarówno z represjami władz, jak i obojętnością większości społeczeństwa "guberni małorosyjskich". Jednak imperium carów, wyczerpane przegrywaną wojną i rozdzierane wewnętrznymi konfliktami, zaczęło po abdykacji Mikołaja II "rozchodzić się w szwach".

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje