Wybaczyć – nie znaczy zapomnieć. Polska i Ukraina: Obok siebie, naprzeciw siebie (cz. 1)

Tysiąc z górą lat polsko-rusińskiego sąsiedztwa obfitowało w zmienne koleje politycznych losów tych dwóch tak sobie bliskich, a przecież tak innych nacji. Po krwawym przesileniu w wieku XX trudno bez emocji i resentymentów myśleć o relacjach pomiędzy Polską i Ukrainą. Cień makabrycznych zbrodni, jakie miały miejsce na Kresach, kładzie się upiornym piętnem na wzajemne postrzeganie się dwóch największych i kluczowych dla ekonomii oraz polityki Europy środkowo-wschodniej narodów.

Trzeba jednak pamiętać, że odwracanie się od historii, zacieranie mrocznych epizodów, świadome zamilczanie zbrodni w imię "dobrosąsiedzkich stosunków", przypomina leczenie gorączki poprzez stłuczenie termometru... Tym bardziej, że polityka ta ma - niestety - charakter wybitnie asymetryczny, by nie rzec jednostronny. Mit jagiellońsko-giedroycowski wciąż przesłania realistyczną ocenę naszych możliwości oddziaływania politycznego wobec Ukrainy i innych państw pomiędzy Polską a Rosją.

Reklama

A przecież już w wieku XIX znane było ostrzeżenie Józefa Szujskiego, że "fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki".

Kainowe dziedzictwo

Truizmem wydaje się stwierdzenie, że Ukraina i Polska sąsiadują ze sobą od tysiąclecia. W istocie ani współczesna Ukraina, ani III RP nie są tożsame z dawnymi bytami politycznymi, funkcjonującymi na krytycznym dla Europy pograniczu pomiędzy strefą cywilizacji łacińskiej, czyli umownie Zachodu, a obszarem cywilizacji bizantyńskiej, charakterystycznej dla Wschodu.

Podziały cywilizacyjne właśnie, najpełniej i najwidoczniej dostrzegalne w sferze religijnej i mentalnościowej, to istotna oś podziału, aż do naszych czasów przebiegająca w poprzek naszego kontynentu i regionu geopolitycznego. Pomimo wspólnego słowiańskiego pochodzenia, Polanie, wraz z innymi zachodniosłowiańskimi plemionami, i Rusini już u początku swoich państwowości znaleźli się nie tylko obok siebie, ale i naprzeciw siebie.

Gnieźnieńskie państwo Polan, które w XI w. stało się Królestwem Polskim, znalazło się - podobnie jak sąsiednie i pobratymcze nacje Czechów i Słowaków (ci drudzy aż do XX w. pod panowaniem węgierskim) - w zasięgu kulturowym i politycznym Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Ruś Kijowska, czyli zjednoczona pod berłem rodu Rurykowiczów monarchia wschodniosłowiańska, z łatwych do zrozumienia powodów (więzi ekonomiczne, dynastyczne, bliskość geograficzna) weszła w orbitę wpływów Bizancjum - Cesarstwa Wschodniego. Uznawana w naszej historiografii za umowny początek państwowości data chrztu władcy Polan, Mieszka I w roku 966, ma swój bliźniaczy odpowiednik w dziejach Rusi - chrzest w obrządku greckim księcia Włodzimierza I Rurykowicza, zwanego Wielkim (988).

Mimo formalnej jedności Kościoła (zerwanej dopiero w połowie XI w.) ówczesne różnice pomiędzy głównymi obrządkami chrześcijańskimi były głębokie, i miały daleko bardziej charakter kulturowy, niż teologiczny. Tak więc wczesne państwo piastowskie i Księstwo Kijowskie znalazły się po przeciwnych stronach cywilizacyjnej, ale i politycznej barykady. W tym okresie doszło do pierwszego znanego z zapisu kronikarskiego konfliktu pomiędzy tymi sąsiednimi państwami.

Oto wg Latopisu Nestora: "Roku 6489 [981]. Poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich: Przemyśl, Czerwień i inne grody, które do dziś dnia są pod Rusią". To lakoniczne stwierdzenie dokumentuje aneksję pogranicznego obszaru nad Sanem i Bugiem, zamieszkanego wówczas przez zachodniosłowiańskie plemię Lędzian.

Byłoby oczywiście nadużyciem uznać ich za Polaków, ale też i pojęcie ponadplemiennej narodowości miało się dopiero kształtować, za sprawą wzmocnienia poczucia wspólnoty etnicznej przez polityczną przynależność do Królestwa Polskiego (formalnie od 1025 roku, kiedy to koronę zyskał Bolesław Chrobry). Równie daleko było ówczesnym Rusinom do ukraińskości. Nie ma jednak wątpliwości, że obszar Grodów Czerwieńskich, jak określano sporne terytorium, został przez księcia Bolesława Chrobrego odbity w roku 1018.

Nie na długo. W roku 1031 wojska rusko-wareskie ponownie najechały siedziby Lędzian. Według kronikarskiej notatki: "Roku 6539 [1031]. Jarosław i Mścisław zebrali wojów mnogich, poszli na Lachów i zajęli Grody Czerwieńskie znowu, i spustoszyli ziemię lacką, i mnóstwo Lachów przywiedli, i rozdzielili ich. Jarosław osadził swoich nad Rosią, i są do dziś".

Mnóstwo Lachów przywiedli i rozdzielili ich (podkreślenie - P. G.) - to lakoniczne stwierdzenie wskazuje na świadomą akcję spowodowania zmian etnograficznych, wykorzenienia zachodniosłowiańskiej ludności i zastąpienia jej ruskimi osadnikami, aby w przyszłości utrudnić ewentualne odzyskanie Grodów Czerwieńskich przez państwo Piastów.

Terytorium plemienne Lędzian straciło w wyniku tej czystki etnicznej zachodniosłowiański charakter etnograficzny, zyskując nową nazwę: Ruś Czerwona. W wyniku podziałów dzielnicowych Księstwa Kijowskiego (analogicznych do procesów wywołanych z woli Bolesława Krzywoustego w Polsce) ukształtował się lokalny byt polityczny, znany jako Księstwo Halicko-Wołyńskie.

Podczas katastrofalnego najazdu mongolskiego w XIII w. zostało ono spustoszone, jednak lokalny władca Daniel Halicki zdołał nie tylko przetrwać, ale nawet umocnić swoją władzę, przyjmując w roku 1253 (lub 1254) koronę królewską z rąk legata papieskiego, co jasno wskazywało na prozachodnią orientację polityczną tego Rurykowicza.

Inna sprawa, że Bizancjum utraciło już dawną mocarstwową rolę, a bezlitosnym hegemonem ziem ruskich stali się Mongołowie, którzy reprezentowali całkiem odmienny - i trudny do zniesienia dla Europejczyków - model kulturowy, określany jako cywilizacja turańska albo stepowa.

"Jarzmo tatarskie", jak w historiografii naszych wschodnich sąsiadów określa się brzemienny w skutki okres mongolskiej hegemonii, objęło bez mała wszystkie ziemie ruskie i nieodwracalnie zmieniło ich historię. Najbardziej chyba tragicznym aspektem importu stepowych zasad i stylu rządzenia na Rusi, było stworzenie systemu bezwzględnej eksploatacji krajów podbitych przez ich własnych władców, którzy - by zachować uprzywilejowaną pozycję społeczną, dobrobyt, władzę i życie - musieli godzić się na wszelkie żądania Ordy, a nawet prześcigać wzajemnie w służalstwie i kolaboracji, by zaskarbiać sobie przychylność nieufnych chanów.

W efekcie takiej polityki wiodącym centrum politycznym terenów władanych przez Rurykowiczów stały się ziemie Rusi Zaleskiej, położonej na północno-wschodnich kresach zasięgu osadnictwa słowiańskiego. Tam też zrodziła się późniejsza potęga Moskwy. Tymczasem w miarę słabnięcia władzy mongolskiej, rozdzieranej wewnętrznymi sporami, rdzennie ruskie obszary, dziedzictwo kniazia Ruryka, zostały opanowane przez rosnące w siłę państwo litewskie. Los taki spotkał ziemię wołyńską.

Ruś Czerwona ze stołecznym Lwowem połączyła się w 1340 r. mocą umowy sukcesyjnej z Królestwem Polskim. Od tej pory aż do 1939 r. region ten pozostawał w związku politycznym, ale także cywilizacyjnym i kulturowym z Zachodem. Tam też narodzić się miała koncepcja narodu ukraińskiego, jako wspólnoty politycznej, w przeciwstawieniu do nacji rusińskiej, jako wspólnoty etnicznej. Stało się to jednak dopiero ponad sześć wieków później...

Tożsamość wykuta żelazem hartowanym w krwi

Unia polsko-litewska zapoczątkowana dynastycznym mariażem dziedziczki tradycji piastowskiej i andegaweńskiej, Jadwigi Węgierskiej i Jogajły (Jagiełły) Olgierdowicza, zwierzchniego władcy Litwy, pozostającej wówczas pod silnymi wpływami kulturowymi słowiańszczyzny wschodniej, stworzyła wielkie i silne państwo, zdolne do prowadzenia samodzielnej polityki międzynarodowej.

Rzeczpospolita Obojga Narodów była w istocie mocarstwem wielonarodowym i wielokulturowym, a granica pomiędzy jego częściami, polską i litewską, stała się także granicą między europejskim Wschodem a Zachodem. Po ostatecznej korekcie podziałów administracyjnych państwa, przeprowadzonej mocą Unii Lubelskiej (1569) już za ostatniego z Jagiellonów na polskim tronie Zygmunta II Augusta, znaczna część zaanektowanych niegdyś przez Litwę ziem ruskich przeszła pod władzę Korony Polskiej.

Tym samym zaburzono klarowny dualizm cywilizacyjny państwa, złożonego ze wschodniej kulturowo Litwy i zachodniej Korony. W tamtym okresie pojawił się także termin "ziemie ukrainne" lub "Ukraina", oznaczające Naddnieprze, a ogólnie południowo- wschodnie kresy państwa polsko-litewskiego. Warto zauważyć, że właśnie po realizacji założeń Unii Lubelskiej na podlegających bezpośrednio królom polskim ziemiach ruskich zaczął narastać opór przed wyznaniową i kulturową unifikacją.

O ile ruscy kniaziowie i szlachta stosunkowo szybko i chętnie przyjęli cywilizacyjne wzorce Zachodu i ulegli polonizacji, o tyle prawosławne duchowieństwo uparcie zachowywało swoją odrębność, potępiając zwłaszcza unię religijną Kościoła i Cerkwi, podpisaną w Brześciu (1596). Osobliwe, że najbardziej żarliwymi sojusznikami Prawosławia okazali się Kozacy, czyli unikatowa społeczność zarazem najemników i piratów, rolników i kupców, zamieszkujących pogranicze Rzeczypospolitej i Turcji.

Kozaczyzna była zaskakująco skutecznym połączeniem duchowego dziedzictwa cywilizacji bizantyjskiej i turańskiej (stepowych koczowników), stawiając coraz silniejszy opór kulturowej unifikacji ziem ruskich z Koroną. Agresywni i złaknieni łupów Kozacy wielokrotnie napadali na terytoria zależne od Turcji, silnie komplikując polską politykę zagraniczną.

Próby prawnej regulacji statusu kozaczyzny (a zwłaszcza znienawidzony "rejestr", czyli imienny wykaz pozostających na żołdzie i w służbie Rzeczypospolitej kozackich najemników) wywoływały drastyczne sprzeciwy, aż do otwartych buntów zbrojnych. Częste już od początku XVII w. powstania kozackie kończyły się zwykle klęską z rąk armii królewskiej.

Dopiero największe z nich, które w roku 1648 wybuchło pod wodzą legendarnego Chmiela (ataman Bohdan Chmielnicki), przez dłuższy czas odnosiło sukcesy i w wielkiej mierze przyczyniło się do osłabienia Rzeczypospolitej, a w dalszej perspektywie - do jej upadku i rozbiorów. Powstanie Kozaków szybko zamieniło się w bunt "czerni", czyli masową rebelię wiejskiej biedoty, nie stroniącej bynajmniej od klasycznych okropności wojny: grabieży, wandalizmu, a także pogromów Żydów i katolickiej szlachty.

Zgodnie z europejską praktyką tamtej epoki, równie krwawe były represyjne działania armii Rzeczypospolitej. Dodatkowe spustoszenie czyniły sprzymierzone z Kozakami oddziały tatarskie, mordując lub porywając w niewolę mieszkańców ziem ruskich bez różnic stanowych, wyznaniowych czy językowych. Ponurym symbolem "chmielniczyzny" stała się masakra polskich jeńców po bitwie na uroczysku Batoh w roku 1652.

Ten "sarmacki Katyń" był oczywistym przejawem zamierzonej i celowej, fizycznej eliminacji znienawidzonych Lachów. Natomiast najgorszym politycznym skutkiem buntu Chmielnickiego było oddanie Rosji ziem ukrainnych Rzeczypospolitej, czyli Zadnieprza (1654).

W ponad wiek później krwawe ekscesy raz jeszcze wstrząsnęły ziemiami ruskimi Korony. Latem 1768 r. przez ponad miesiąc trwały tam okrutne rzezie Polaków, Żydów i katolickich księży, nazwane "Koliszczyzną". Śmierć - niejednokrotnie męczeńską - poniosło wówczas, wg rozbieżnych opinii, nawet do 200 tys. osób. Ich kaźni towarzyszyły zwykle rabunki, niszczenie szlacheckich dworów, wycinanie "pańskich" lasów, a nawet profanacje świątyń.

Poklask zyskało wówczas hasło: "Lach, Żyd i sobaka, wse wira odnaka" (Polak, Żyd i pies to jedna wiara)... Apogeum ówczesnych czystek etnicznych stała się masakra w miasteczku Humań, tak opisywana na podstawie relacji świadków:

"(...) w samej tylko synagodze poniosło śmierć około 3 tys. Żydów. Obcinano im ręce i uszy, a dobijali ich chłopi przybyli z pobliskich wsi. Wyciągano ich także z innych miejsc, gdzie usiłowali szukać schronienia: z piwnic, domów a nawet rowów; a następnie gromadzono w jednym miejscu, gdzie do akcji przystąpiły również kobiety, a podobno i dzieci. (...) Innych [księży] torturowano, żądając zdradzenia miejsca, gdzie zostały ukryte aparaty kościelne i szlacheckie depozyty. (...) Nienawiść chłopstwa przeciw unii i obrządkowi rzymskokatolickiemu wyraziła się także w postaci naigrywania z liturgii. Ubierano się w ornaty, wygłaszano szydercze kazania, pito wino z kielichów kościelnych i niszczono pateny. Nienawiść powstańców zwróciła się wreszcie przeciw szlachcie zgromadzonej w Humaniu. Okrucieństwo przekroczyło wszelkie granice. Celowali w nim, jak w poprzednich wypadkach, chłopi przybyli z włości humańskiej. Ofiary przywiązywano do pala, bito, kłuto spisami, by na koniec dobić nożem lub wystrzałem z broni palnej. Gwałcono kobiety, ciężarnym rozcinano brzuchy, a dzieci podnoszono triumfalnie na spisach do góry. Uciekające w panice rodziny szlacheckie chowały się w piwnicach, rowach, zaroślach, skąd były wywlekane, pędzone i gromadzone w jednym miejscu, by tam następnie ulec okrutnej rzezi".

We współczesnej historiografii i potocznym przekonaniu wielu mieszkańców naszego wschodniego sąsiada, anarchiczna i kapryśna Kozaczyzna uznawana jest za protoplastów nowoczesnego narodu ukraińskiego, a zarówno Chmielnicki, jak i przywódcy koliszczyzny, Gonta i Żeleźniak są czczeni jako bohaterowie...

Rozbiory Rzeczypospolitej przesądziły o zajęciu przez Rosjan większości dawnych ziem ruskich, z wyjątkiem Rusi Czerwonej, zaanektowanej przez monarchię habsburską. I to właśnie tam, a nie pod panowaniem Romanowów, zrodziła się najpierw myśl polityczna, a później tożsamość narodowa Ukraińców, oparta - niestety! - na antypolskich resentymentach i fobiach.

W habsburskim tyglu – narodziny narodu ukraińskiego

W roku 1772 ziemie południowej Małopolski zostały wcielone do monarchii habsburskiej jako Królestwo Galicji i Lodomerii. Nazwa ta nawiązywała do średniowiecznej Rusi Halicko-Włodzimierskiej, o którą rywalizowały z Polską Węgry. Oficjalnie to właśnie w imieniu swoich węgierskich poddanych cesarzowa Maria Teresa dokonała "rewindykacji ziem utraconych".

W ten sposób rusińska ludność tych obszarów, zamieszkiwanych także przez Polaków, Żydów i Ormian, by wymienić tylko najliczniejsze nacje, pozostała w kręgu cywilizacji łacińskiej. Jednak w przeciwieństwie do Polaków, którzy wprawdzie utracili swoją państwowość, lecz nie porzucili myśli o niepodległości, galicyjscy Rusini znajdowali się wówczas dopiero u progu nowoczesnej samoświadomości narodowej.

Tę niełatwą sytuację pogarszał jeszcze dotkliwy brak własnych elit. Rusini pozostawali w swojej masie społeczeństwem chłopskim, plebejskim. Jedyną realnie dostępną ścieżką awansu społecznego, mogła być kariera w stanie duchownym. Z tych właśnie kręgów wywodziła się grupa literacka, zwana "Ruską Trójcą".

Tworzący ją młodzi seminarzyści grekokatoliccy ze Lwowa, inspirowani przez dokonania innych nacji słowiańskich, poszukujących kulturowej tożsamości, stali się prekursorami współczesnego literackiego języka ukraińskiego. Emancypację społeczną Rusinów utrudniały także względy ekonomiczne. Ubogiego rolnika (a ci stanowili ogromną część nacji) nie było po prostu stać na opłacenie dzieciom wykształcenia pozwalającego im na zmianę zawodu i statusu.

A ze strony Polaków z rzadka pojawiały się głosy o potrzebie zmiany takiego stanu rzeczy. Przeważała - co należy ze wstydem wyznać - odziedziczona po dawnej Rzeczypospolitej zasada: "cham był, jest i będzie chamem, na wieki wieków amen"...

Władze zaborcze z nieufnością obserwowały polskich poddanych, nie bez podstaw wątpiąc w szczerość składanych dość często deklaracji lojalności wobec Wiednia. Jednak dopiero w połowie wieku XIX, w okresie wielkiego kryzysu ówczesnego ładu europejskiego, nazwanego Wiosną Ludów, politycy dworu cesarskiego sięgnęli po antyczną, lecz ponadczasowo skuteczną doktrynę "dziel i rządź".

Zatem, aby zneutralizować polskie próby wykorzystania kryzysu państwa dla odzyskania choć części swobód narodowych, wiosną 1848 r. administracja habsburska wypromowała proklamację Głównej Rady Ruskiej, która miała odciągnąć nieliczną jeszcze, lecz aktywną politycznie rusińską inteligencję od współpracy z Polakami, którzy przygotowywali tzw. adres (deklarację żądań) do cesarza Ferdynanda.

Wykładowca lwowskiego seminarium grekokatolickiego, dr Kiryło Wieńkowskyj ostrzegał swoich podopiecznych:

"Nie zapominajcie, że jesteście szczepem ruskim, różnym od polskiego; że macie inną narodowość, inną historię, inny język: słowem, że jesteście Rusinami; jeśli tedy zechcecie podpisywać ten adres, to uczyńcie to nie wprzód, aż w nim dołożone zostaną punkta, którymi by wam osobny byt, narodowość, osobny język zabezpieczono".

Wkrótce powstało 50 rad terytorialnych, a Główna Rada Ruska opublikowała odezwę do rodaków, w której padły znamienne słowa: "My Rusini galicyjscy - należymy do wielkiego ruskiego narodu, który jednym mówi językiem, 15 milionów liczy, a z którego półtrzecia miliona ziemię galicyjską zamieszkuje. Ten naród był niegdyś samodzielnym, wyrównywał w sławie najmożniejszym narodom Europy, miał własny wydoskonalony język, własne swe ustawy, własnych książąt; jednym słowem, był w dobrym bycie, zamożny i silny".

Delegaci GRR uczestniczyli także w obradach Zjazdu Słowiańskiego w Pradze. Był to ważny debiut nowej nacji na arenie międzynarodowej, zdominowanej dotąd przez tzw. narody historyczne, czyli te, które od wieków chlubiły się odrębnymi tradycjami państwowymi. Kula śniegowa ruszyła w dół zbocza, nic już nie mogło powstrzymać narodowej lawiny...

Polacy usiłowali opanować sytuację, powołując propolski Ruski Sobór, konkurencyjną radę gromadzącą konserwatywnych Rusinów i polskich arystokratów nie odżegnujących się od swoich ruskich korzeni, jak Leon Sapieha czy bracia Dzieduszyccy. Inicjatywa ta nie znalazła jednak poparcia.

W miarę stopniowej liberalizacji ustroju Cesarstwa, a zwłaszcza po powstaniu Austro-Węgier (1867) coraz liczniejsza inteligencja ruska w Galicji z prawdziwie chłopskim uporem kładła fundamenty pod budowę nowoczesnego narodu politycznego. "Nacji w budowie" brakowało jednak nazwy, pozwalającej na bezbłędną identyfikację.

Odwieczne określenie Rusini (albo Ruteńcy, niem Ruthenen) zbytnio kojarzyło się z Rosją i jej mieszkańcami (Russkije, niem. Russen). Ojcem współczesnej nazwy narodu ukraińskiego stał się w końcu XIX w. lwowski wykładowca akademicki, historyk Michajło Hruszewskij.

Rozszerzone na całość obszarów zamieszkiwanych przez Rusinów i ich dziejów określenie Ukraina przyjęło się powszechnie. W kręgach polskich "nowinkę" tę przyjęto bez entuzjazmu, a dynamiczny narodowy ruch ukraiński postrzegano po części z obawą, po części z nadzieją, że żarliwy nacjonalizm młodych działaczy da się skanalizować przeciwko Rosji.

Przecież to pod berłem dynastii Romanowów pozostawała ogromna większość narodu ukraińskiego. Tymczasem carski dwór nawet w drobnym zakresie nie zamierzał zapewnić "Chachłom" ("chochołom", jak pogardliwie określano Ukraińców w Imperium) swobód narodowych. Oficjalnie zresztą ziemie ukraińskie Imperium nazywano "guberniami małorosyjskimi", a mowę ich mieszkańców uznawano za dialekt języka rosyjskiego.

Pierwsza krew

Ukraiński ruch nacjonalistyczny, który rozwinął się na początku XX w. w Galicji, reprezentował najbardziej radykalne postulaty polityczne. Celem legalnej działalności politycznej, ale także i sprzecznych z prawem aktów terroru, było utworzenie ukraińskiego państwa narodowego, łączącego rodaków z Rosji i Austro-Węgier. Program ten miał także oblicze antypolskie, gdyż ukraińscy ekstremiści nie chcieli akceptować polskich aspiracji do odbudowy przedrozbiorowej Rzeczypospolitej.

To, co dla Polaków było niepodważalnym aksjomatem politycznym, dla Ukraińców stanowiło potencjalne zagrożenie zamianą panowania Habsburgów i Romanowów na kolejną niewolę, tym razem (ponownie!) polską...

Z punktu widzenia politycznych ekstremistów, wszelkie próby koegzystencji, kompromisu polsko-ukraińskiego, były zagrożeniem dla wielkiego planu budowy Samostijnej (niepodległej) Ukrainy. Tak więc, gdy w roku 1908 cesarsko-królewski namiestnik Galicji, Andrzej Kazimierz Potocki zawarł porozumienie z działaczami ukraińskiego ruchu narodowego, które pozwalało na zapoczątkowanie polsko-ukraińskiej współpracy parlamentarnej, radykalny działacz narodowy, student Mirosław Syczynskyj dokonał udanego zamachu terrorystycznego, zabijając namiestnika strzałami z pistoletu podczas audiencji.

Ta krew, przelana w imię niepodległości Ukrainy, powinna stać się przestrogą. Niestety, dla wielu stała się zachętą do dalszej eskalacji terroru. Od tej pory już nie współpraca, lecz nawet pokojowe współistnienie różnych narodów na ziemiach ukraińskich stawało się wątpliwe. A najgorsze miało dopiero nadejść w straszliwym wieku XX... cdn.

Dowiedz się więcej na temat: mapa | odkrywca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje