Wycieczka do kapitalizmu

Antytramwajowa obsesja prezydenta Gliwic sprawiła, że z ulic tego miasta błyskawicznie usunięto niemal wszystko, co przypominało o tej, zlikwidowanej w 2009 roku, komunikacji miejskiej. W historii drugiej wojny światowej na zawsze jednak pozostanie informacja bardzo charakterystyczna dla tego regionu. Otóż radziecka brygada trofiejna do zajętych przez Rosjan Gleiwitz po łupy kulturalne przyjechała z Katowic... tramwajem.

Pisząc ten list Fiodor Chotinski znakomicie wiedział, że przeczyta go cenzura wojskowa, więc nie może wszystkiego wyrazić wprost. Z drugiej jednak strony zdawał sobie sprawę, że w przypadku jakichkolwiek wątpliwości cenzor spojrzy na adresata listu, a było nim kierownictwo Muzeum Kultury Orientalnej w Moskwie, i zawarte w nim treści potraktuje łagodniej. Uzna je zapewne za rodzaj sprawozdania, w którym nadawca informuje swoich cywilnych przełożonych o spostrzeżeniach nie oficera Armii Czerwonej, lecz konserwatora sztuki, bowiem przed powołaniem do wojska Chotinski pracował w tymże muzeum.

Reklama

"Jak zatrzymaliśmy się po drodze, aby nabrać wody w kanistry, część naszych ludzi zeskoczyła z samochodów ciężarowych rozprostować kości. Niektórzy z nich weszli do opuszczonych przez mieszkańców domów, przynosząc mi kilka porcelanowych bibelotów. Były to pierwsze rzeczy, jakie wpadły w moje ręce na aryjskiej ziemi. (...) Nasze ciężarówki pojechały dalej. W końcu dojechaliśmy do miejsca przeznaczenia, którym był pałacyk myśliwski hrabiego Portales" - pisał Chotinski dodając, że pałacyk był wypełniony porcelaną, obrazami, gobelinami, starą bronią, kryształami i zabytkowymi meblami, a na miejscu była biblioteka. Posługując się różnymi eufemizmami, informował on kierownictwo muzeum, że w ciągu zaledwie paru dni żołnierze zniszczyli większą część porcelany, rzeźby oszpecili, a postaciom na portretach poprzekłuwali oczy. Chotinski dodał też, że obrazy tak grubo były pokryte pokostem, "że się bardzo dobrze paliły". I prosił przełożonych, by u władz ZSRR podjęli starania w celu ochrony i ratowania dzieł sztuki na ziemiach niemieckich zajmowanych przez Armię Czerwoną.

Zdewastowany pałac rodu Pourtales

List Chotinskiego przechowywany jest w Rosyjskim Państwowym Archiwum Literatury i Sztuki w Moskwie, a jego fragmenty opublikowali Konstantin Akinsza i Grigorij Kozłow w wydanej w Niemczech w 1995 roku książce "Beutekunst" (Łupy kulturalne). Po lekturze poświęconego Chotinskiemu początkowego fragmentu rozdziału "Die Trophäen-Brigaden" (Brygady trofiejne) uważnemu czytelnikowi nasuną się wątpliwości. Otóż w bojach z hitlerowskimi Niemcami nie brała udziału radziecka 9. Armia, której oficerem miał być Chotinski. W ogóle w literaturze wojennej nie natrafiłem na ślad istnienia w strukturach Armii Czerwonej 9. Armii, ale może źle szukałem...

Ponadto wyszukiwarka internetowa nie wskazuje na żaden arystokratyczny ród Portales. Gdy jednak uznamy, że albo Chotinski, albo Akinsza i Kozłow popełnili błąd i ród ów nosił zbliżone w pisowni nazwisko Pourtales, to trafimy do jednej ze składnic dóbr kultury urządzonych przez dolnośląskiego konserwatora zabytków profesora Günthera Grundmanna z Breslau (Wrocławia). Na jego liście oznaczono ją numerem 3., a mowa tu o leżących na terenie powiatu wołowskiego Głębowicach.

W 1824 roku dwie wsie, które dzisiaj tworzą Głębowice, zakupił radca królewski Carl von Pourtales, który wkrótce w Alteichenau wybudował klasycystyczny pałac. I nań zwrócił uwagę Grundmann, gdy od 1942 roku "rozśrodkowywał" dolnośląskie dobra kultury, z dala od dużych miast, chroniąc je przed zgubnymi skutkami ewentualnych bombardowań. Do składnicy w Alteichenau trafiły grafiki z wrocławskiego Museum der Bildenden Künste (Muzeum Sztuk Pięknych). 2 listopada 1944 roku ewakuowane tu zbiory Niemcy wywieźli na lewy brzeg Odry, a czerwonoarmiści, którzy trzy miesiące później zajęli pałac, zdewastowali go.

Czy opisany w liście Chotinskiego pałac znajdował się w Alteichenau? To prawdopodobna hipoteza nie tylko ze względu na wyjątkowe nazwisko właściciela. Pałac ów leżał niedaleko przedwojennej granicy z Polską (w rejonie Rawicza), a z listu wynika, że Chotinski i jego żołnierze dotarli tam wkrótce po wkroczeniu "na aryjską ziemię", czyli do Niemiec. Czy było tak, czy inaczej, jedno nie ulega wątpliwości. Gdy 10 maja 1945 roku Fiodor Chotinski wysłał do Muzeum Kultury Orientalnej swe sprawozdanie z pierwszych tygodni przeżytych na niemieckiej ziemi, na tyłach poszczególnych frontów radzieckich od ponad dwóch miesięcy działały już kilkuosobowe brygady trofiejne Komitetu do spraw Sztuki przy Radzie Komisarzy Ludowych ZSRR, czyli ówczesnego radzieckiego ministerstwa kultury.

Ta historia rozpoczęła się na Krymie, gdzie w Jałcie na początku lutego 1945 roku rozpoczęły się obrady Wielkiej Trójki: prezydenta USA Franklina Roosevelta, premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla i przywódcy ZSRR Józefa Stalina. Wśród wielu spraw, które poruszono na konferencji, były odszkodowania wojenne od powojennych Niemiec. Rosjanie ustami Stalina zażądali 10 miliardów dolarów tytułem zadośćuczynienia za straty doznane podczas wojny z Niemcami. Zachodni sprzymierzeńcy mieli wątpliwości co do wysokości tej sumy, ale w końcu zgodzili się na nią. Stalin nie chciał jednak czekać i postawił na politykę faktów dokonanych. Wszak kilkanaście dni wcześniej Armia Czerwona w wielu miejscach przekroczyła granicę Trzeciej Rzeszy i niemiecki majątek był do dyspozycji Rosjan.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy