Modna linia

Premier i jego partia są zwolennikami wprowadzenia w Polsce podatku liniowego. W połowie roku ma być podjęta ostateczna decyzja w sprawie kalendarza reformy podatkowej: wpływowi politycy koalicji mówią nawet, że podatek liniowy mógłby być wprowadzony już w 2009 r. No to trzeba zacząć od wyjaśnienia nieporozumień i mitów, których tu się nagromadziły tony.

Podatek liniowy to taki, który każe każdemu podatnikowi rozliczać się z państwem według jednej stawki. Ma zachęcać do pracy i zniechęcać do finansowych machlojek, ma być prosty i wspierać wzrost gospodarki, ma być możliwie niski i nie czynić dziury w budżecie. Ma też być... sprawiedliwy. W polskich przymiarkach najczęściej mówi się o stawce 18 lub 19 proc. (choć ostatnio szef Klubu PO oświadczył, że "stawka na pewno będzie niższa niż 18 proc.", gdyż ina­czej podnieślibyśmy obecne obciążenia). Istotne - i wcale nieoczywiste - jest to, co miałoby być podstawą opodatkowania. (Czesi, na przykład, przyjmując z początkiem 2008 r. podatek liniowy, zdecydowali się liczyć go od tzw. dochodu superbrutto, czyli powiększonego o składki socjalne). Ważne także, czy zachowana byłaby jakaś kwota w ogóle wolna od podatku.

Reklama

Czytaj więcej w Polityce.

Polityka
Dowiedz się więcej na temat: podatek liniowy | podatek | linia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje