Nałóg premiera

To fenomen przynajmniej na europejską skalę. Bo czy ktoś słyszał o amatorskim zespole piłkarskim, z którego wyszło dwóch szefów rządu, marszałek Sejmu, kilku ministrów?

Na ślubie Andrzeja Kowalczysa było ze dwieście osób, wśród nich Donald Tusk, Jan Krzysztof Bielecki, Janusz Lewandowski, Sławomir Nowak. Ceremonię prowadził nie urzędnik stanu cywilnego, tylko sam prezydent Sopotu, czyli - jak żartowano - arcybiskup Jacek Karnowski. Ku zaskoczeniu zgromadzonych, Karnowski nie poprzestał na standardowej formule przysięgi małżeńskiej. Kazał pannie młodej powtarzać: "I zobowiązuję się dwa razy w tygodniu puszczać ciebie, Andrzeju, na mecz". Dla równowagi pan młody musiał przyrzec, że będzie chodził z żoną na koncerty.

Reklama

Kowalczys to niby zwyczajny urzędnik sopockiego magistratu, zajmujący się organizacjami pozarządowymi. Ale nieformalnie, z racji talentu organizacyjnego i autorytetu, jakim cieszy się wśród kolegów z boiska, jest kapitanem drużyny Politycy i Przyjaciele. - To nasz dobry duch, osoba, która na boisku ma przywilej ochrzaniania kolejnych marszałków, premierów i prezydenta Sopotu, który w pracy jest jego szefem - opowiada Jerzy Hall, sopocki radny, młodszy brat Aleksandra. Wcześniej zawodnicy za nic mieli dyscyplinę. Spóźnialscy prosto z samochodów gnali na murawę, gdzie toczył się mecz. Kowalczys wyplenił takie zachowania. Za spóźnienie jest odsiadka w rezerwie.

Czytaj więcej w Polityce.

Polityka
Dowiedz się więcej na temat: Marszałek Sejmu | nałóg

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje