Panie Lechu, pan to sprawdzi

Małe miasteczka zakładają internetowe hyde parki. Tuż obok dużych oficjalnych stron. Na forach aż huczy, cała społeczność jest na celowniku. Dopóki nie obrywa burmistrz albo miejscowy komornik. Wtedy kończy się wirtualna walka na słowa, a zaczyna prawdziwa bitwa w sądzie.

Co niedziela równiutko o 12.04 z wieży kościoła św. Katarzyny słychać cyfrowy hejnał. Zlecenie na hejnał wydał Urząd Miejski. Ludzie w Bytowie, 20-tysięcznym miasteczku na Pomorzu, nie bardzo wiedzą, na jaką to nutę, ale pani Kazi, parafiance, oczy łzami zachodzą, bo tak jakby słyszała melodię "Nigdy do zguby nie przyjdą Kaszuby". Zresztą, jakakolwiek byłaby melodia, oprawa na niedzielę w Bytowie jest.

Reklama

Oprócz hejnału Bytów ma swój "Kurier". Co tydzień za 2,20 zł można przeczytać: o sesji rady gminy, o tym, że w Żukówku nieznany sprawca skradł letnikom sześć butelek wódki, w Dąbrówce strażacy usuwali z jezdni plamę oleju, a w Pomysku Wielkim już dwa tygodnie na poboczu drogi rozkładają się zwłoki psa.

Oprócz "Kuriera" jest w Bytowie regionalna telewizja. Co poniedziałek o 20.05 zaczyna się godzinny program kulturalny, powtarzany aż do wtorku w tak zwanej pętli, jak z zaciętej płyty. Godzina, znów godzina i znów, czyli gwarancja, że obejrzy każdy pracujący na zmiany. Zbigniew Płaczkiewicz, oprócz tego, że prowadzi telewizję, jako okoliczny dostawca internetu łączy ludzi w wirtualu. Wypada, żeby programy były bardziej kulturalne niż drapieżne; przecież żeby poprowadzić kable przez miejscowy teren, potrzebna jest zgoda władz.

Polityka
Dowiedz się więcej na temat: bytów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje