Czas radosnej Tajemnicy

Z kard. Stanisławem Dziwiszem, wieloletnim sekretarzem Ojca Świętego Jana Pawła II, metropolitą krakowskim, rozmawiają Jadwiga Knie-Górna i Piotr Dogondke

Księże Kardynale, podczas Świąt Bożego Narodzenia chętnie powracamy do czasu naszego dzieciństwa. Jak w pamięci Waszej Eminencji zapisały się Wigilie przeżyte w domu rodzinnym?

Reklama

- To był czas wyczekiwany przez dzieci. Do Świąt Bożego Narodzenia przygotowywał nas czas Adwentu, a w szczególności Roraty. Z uwagi na to, że nasz dom znajdował się w dużej odległości od kościoła, na Roraty chodziliśmy przeważnie tylko w niedzielę. Drogę do kościoła oświetlał Księżyc i gwiazdy, pod stopami skrzypiał śnieg, a twarz ziębił mróz. To wszystko składało się na tę niezwykłą atmosferę zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia tak jak przygotowywanie, głównie przez siostry, ozdób choinkowych. Do wspomnień dołącza się jeszcze przystrajanie jodełki. Jodła, która nie tylko pięknie pachnie, ale i długo się trzyma, obwieszczała nam, że święta tuż, tuż. W samą Wigilię obowiązywał nas post, nie wolno nam było nic podkradać z przygotowywanych potraw na wieczerzę. W dzień Wigilii, tuż po zapadnięciu zmroku, na stół kładliśmy siano, następnie obrus, na nim z kolei trochę zboża i opłatek. Cała rodzina zbierała się na wspólną modlitwę, jeśli były jakieś waśnie czy niewyjaśnione przewinienia względem rodziców czy rodzeństwa, to był to właśnie odpowiedni moment na przeprosiny i pojednanie. Dopiero wtedy siadaliśmy do wspólnej wieczerzy. Po niej śpiewaliśmy kolędy, a następnie rodzinnie szliśmy na Pasterkę. Na Podhalu jest taki zwyczaj, że po niej idzie się w odwiedziny do znajomych, są tzw. podhalańskie podłazy. W Boże Narodzenie w domu nie robiło się żadnych porządków, nawet nie zamiatało się podłogi. W ten dzień także nie odwiedzało się nikogo, nawet krewnych. Rodzina udawała się tylko do kościoła i cały dzień spędzała w swoim gronie.

Dzieciństwo kojarzy się nam również z zapachami. Wspomniał Ksiądz Kardynał o zapachu jodły. Czy jeszcze jakieś inne zapachy z tego okresu utkwiły w pamięci Waszej Eminencji?

- Zapachów nie pamiętam, natomiast pamiętam jabłka i cukierki, które zawsze musiały być zawieszone na drzewku. Były również trzy specjalne ciastka w kształcie gwiazdki. Dla nas była to wielka atrakcja. Podjadaliśmy łakocie, które wówczas były rarytasem. Gdy nadchodziła uroczystość Trzech Króli, choince już raczej nie wisiało ani jedno jabłko, ani jeden cukierek.

Nie wspomniał Ksiądz Kardynał o prezentach. Czy był wówczas zwyczaj obdarowywania nimi?

- Oczywiście, że był. Tylko nie miał on takiego wymiaru jak dziś. Prezenty otrzymywało się tylko i wyłącznie w dniu Świętego Mikołaja.

Dowiedz się więcej na temat: święta | Jan Paweł II | Jan Paweł II | ojciec | ksiądz | kardynałowie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy