Jeszcze raz wracam do sprawy Agaty...

Pomyślałem, że napiszę swój list do Agaty. Po chwili jednak uznałem, że najpierw powinienem napisać do ojca chłopaka Agaty, czyli do dziadka dziecka tych młodocianych rodziców.

Panie Profesorze,

Reklama

wiem o Panu tylko tyle, że jest pan wykładowcą akademickim. Pewnie jesteśmy w podobnym wieku. Mój syn, Franek, ma też 15 lat i tak jak pański syn mógłby być chłopakiem Agaty. Dziwne, że przez ten cały czas, gdy ważyły się losy pańskiego wnuka, nie słyszeliśmy żeby zajął Pan stanowisko. To znaczy zajął Pan stanowisko, gdyż milczące chowanie głowy w piasek, to też zajęcie jakiegoś stanowiska.

Dlaczego uważam, że powinien Pan zareagować? Otóż dlatego, że jest Pan ojcem niepełnoletniego chłopaka, za którego postępowanie jest Pan odpowiedzialny zarówno w wymiarze moralnym, jak też w aspekcie prawnym. Analizę Pana rodzicielskiej odpowiedzialności pozostawiam Sądowi Rodzinnemu i dla Nieletnich. Natomiast Pana odpowiedzialność moralna w dramacie Agaty i Pana syna jest oczywista także dla tych, którzy nie są prawnikami. Pan - wykładowca wyższej uczelni - zrobił unik typowy dla pospolitych tchórzów i - tak jak wielu nieodpowiedzialnych facetów - pozostawił Pan ten problem przestraszonym, zagubionym i zdesperowanym kobietom.

Taką postawą pokazał Pan synowi wchodzącemu w dojrzałe życie, że można zachować się niedojrzale, a później wymigać się od odpowiedzialności. Że opłaca się uciec od konsekwencji własnego postępowania. Od kogo Pana syn miał uczył się odpowiedzialnej filozofii życia skoro już wcześniej zabrakło Panu odwagi? Bo pierwszy raz stchórzył Pan gdy okazało się, że syn romansuje z czternastoletnią koleżanką. Wtedy należało z nim porozmawiać, może wyjaśnić - z ojcowską troską, ale stanowczo - że decydowanie się na bycie ze sobą, szczególnie w tym cielesnym aspekcie, jest tylko wtedy dojrzałe, gdy obie strony potrafią przyjąć konsekwencje tego współżycia. Ja też miałem kiedyś piętnaście lat, tak jak mój Franek i wiem, że tłumaczenia ze strony rodziców nie zawsze trafiają do świadomości dzieci, więc w ostateczności można było odwołać się do rodzicielskiego autorytetu. Już słyszę to oburzenie, że zakazy i nakazy, że patriarchalna "przemoc", że argument siły, itp. Ale właśnie wtedy, gdy okazało się, że Agata jest w ciąży, użył Pan sankcji przysługującej ojcu - zabrał Pan synowi komórkę, przeniósł go do innej szkoły, ZABRONIŁ (!) synowi kontaktu z matką Pana wnuczka. Wtedy, gdy chce Pan uniknąć konsekwencji błędów popełnionych przez Pana i przez syna, potrafi Pan korzystać ze swego ojcowskiego autorytetu i egzekwować dyscyplinę.

Kolejny raz stchórzył Pan wtedy, gdy środowiska aborcjonistów zaczęły kolportować wersję gwałtu. Nie słychać było Pana reakcji gdy "Gazeta Wyborcza", a za nią inne media zaczęły oskarżać Pana syna o jedno z najcięższych przestępstw. Tymczasem wiedział Pan, że Pana syn i Agata chodzili ze sobą już jakiś czas. Ich młodzieńcze zakochanie rozwijało się na oczach klasy, gimnazjum, nauczycieli, kolegów. Dlaczego zabrakło Panu odwagi i nie sprostował Pan kłamstwa, gdy je przeczytał Pan w gazecie? Przecież wiedział Pan, że to nie prawda.

Dowiedz się więcej na temat: tych

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje