Kardynałowie z peryferii świata

Nominacje kardynalskie świadczą o tym, że Franciszek po raz kolejny stawia na peryferie świata. To duże zaskoczenie dla chrześcijan Starego Kontynentu, przyzwyczajonych do mianowania nowych purpuratów w swoich ojczyznach.

Spośród dwudziestu nominowanych purpuratów większość pełni swoją posługę w państwach uznawanych powszechnie za peryferie świata. Uwagę przykuwają zwłaszcza cztery państwa: Mjanma (dawna Birma), Republika Zielonego Przylądka, Wyspy Tonga i Panama − kraje, które po raz pierwszy w historii będą miały swoich kardynałów.

Reklama

W stylu Franciszka

O wyznawcach Chrystusa mieszkających w państwach-wyspach położonych na Oceanie Atlantyckim czy na Pacyfiku słyszy się nader rzadko, nie wspominając już o izolowanej i biednej Birmie (Mjanmar) czy dalekiej Panamie. Tymczasem, analizując papieskie nominacje, warto zwrócić uwagę na powszechny wymiar Kościoła, o czym wspomniał w swoim komentarzu ks. Federico Lombardi, rzecznik Stolicy Apostolskiej. Nie sposób też nie dostrzec w tym kontekście swoistej Franciszkowej dominanty. Papież z Argentyny konsekwentnie realizuje apel sformułowany na początku pontyfikatu o wyjście Kościoła na peryferie − te geograficzne i te egzystencjalne, czyli tam, gdzie ich mieszkańcy stracili nadzieję na lepszą przyszłość; gdzie nie słyszano jeszcze o Chrystusie albo słyszano wciąż za mało; gdzie panuje ubóstwo materialne czy duchowe; gdzie ludzie z różnych powodów "źle się mają". Ogłaszając pierwszego z kardynałów dla Birmy, Republiki Zielonego Przylądka i Wysp Tonga, papież chciał zwrócić uwagę na chrześcijan żyjących w tych krajach, borykających się z różnymi trudnościami, a przede wszystkim z biedą, skutkami konfliktów zbrojnych czy prześladowaniami.

Misja wśród najbiedniejszych i prześladowanych

Według raportu Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie Birma zajmuje 25. miejsce wśród państw, gdzie chrześcijanie są prześladowani. Zaledwie w ciągu roku przesunęła się o siedem miejsc wyżej na tej niechlubnej liście. Choć chrześcijaństwo obecne jest w tym południowoazjatyckim kraju już od ponad 500 lat, to wyznawcy Chrystusa stanowią zaledwie 1,3 proc. ponad 50-milionowej ludności. Przeważająca większość mieszkańców Birmy wyznaje buddyzm.

Trochę liczniejsi od katolików są muzułmanie, prześladowani jako należący do grupy etnicznej Rohingya, co powodowało w ubiegłych latach krwawe konflikty. Źródłem prześladowań w Birmie są przede wszystkim napięcia na tle etnicznym. Presje wywiera też silny ruch buddyjskich ekstremistów, po cichu popierany przez komunistyczny rząd. Pierwsza nominacja kardynalska 66-letniego abp. Charlesa Maung Bo SDB arcybiskupa Yangoun (Rangunu) to wyraz uznania dla tamtejszego Kościoła, doświadczanego przez birmański reżim socjalistyczny generała Ne Wina w XX w. Z rozkazu dyktatora w 1966 r. wydalono wszystkich chrześcijańskich misjonarzy, którzy ewangelizowali Birmę. Zamykano świątynie i katolickie szkoły, konfiskowano Biblie. W ubiegłym roku kraj ten doczekał się pierwszej beatyfikacji - świeckiego katechety Isidoro Ngei Ko Lat, który zginął śmiercią męczeńską w 1950 roku.

O pierwszym birmańskim kardynale, salezjaninie abp. Maung Bo, mówi się, że głosi wiarę jak poezję. Niewątpliwie, zgodnie z duchem swojego zgromadzenia zakonnego, do którego należy, pozostaje pod wpływem charyzmatu ks. Jana Bosko. Kiedy miał 9 lat, stracił ojca, a wkrótce potem został oddany pod opiekę księży salezjanów, którzy dali mu solidne wykształcenie. Ukończył seminarium salezjańskie "Nazaret", nazywane przez miejscowych kolebką powołań kapłańskich. Ewangeliczne przesłanie głoszone przez abp. Bo obejmuje społeczeństwo, gospodarkę i politykę. "Synowie i córki Birmy, nie lękajcie się swoich marzeń, przyszłość należy do was. Nie lękajcie się!" − często powtarza słowa św. Jana Pawła II. Wypowiada się też zdecydowanie za ochroną praw wszystkich mniejszości etnicznych i religijnych, potępiając narastający w Birmie skrajny buddyjski nacjonalizm.

"Papież nominował nowych kardynałów. Nie masz mi nic do powiedzenia?" − taką informację otrzymał na swojego smartfona bp José Luis Lacunza Maestrojuán OAR, biskup ordynariusz diecezji David w Panamie, od swojej siostry mieszkającej w Hiszpanii. "To szalony pomysł" − miał z kolei odpowiedzieć na gratulacje związane z nominacją kardynalską, z jakimi zadzwonił do niego z kolei kard. Leopoldo Brenes Solorzano Managui z Nikaragui.

70-letni bp Maestrojuán nie jest ordynariuszem stolicy, ale stosunkowo niewielkiej diecezji David, był jednak przez 10 lat przewodniczącym episkopatu Panamy. Urodził się w Hiszpanii i tam wstąpił do Zakonu Augustianów Rekolektów, a do kraju łączącego Amerykę Północną z Południową przybył dopiero po święceniach kapłańskich w 1969 r. Pracując duszpastersko w tym środkowoamerykańskim państwie, przyjął jego obywatelstwo. W rolniczej diecezji David, w pobliżu granicy z Kostaryką, pracuje od 16 lat. "Ludzie żyjący w tym regionie byli przez lata zapomniani.

Moją misją jest praca z najbiedniejszymi i wśród biednych. Chcę rozwiązywać ich problemy" − zaznaczył w jednym z wywiadów. W tym czasie wielokrotnie prowadził mediacje między etnicznymi grupami chcącymi zachować swoje ziemi przed zaborczymi aspiracjami sektora wydobywczego. Jeden z panamskich dziennikarzy, komentując nominację panamskiego hierarchy, podkreślił, że biskup cieszy się dużym uznaniem w Panamie. "Ludzie doceniają jego zaangażowanie społeczne" − zaznaczył Eunice Meneses.

Kościół jutra

Najdłuższą podróż do Watykanu po kardynalski biret odbędzie bp Soane Patita Paini Mafi, biskup ordynariusz 15-tysięcznej diecezji Tonga. Nie licząc międzylądowania, lot z Wyspy Tonga do Rzymu zajmie mu aż trzydzieści godzin. O położonym w zachodniej części Polinezji, na samym środku Pacyfiku królestwie Tonga, składającym się ze 176 wysp, z których jedynie trzydzieści kilka jest zamieszkanych, rzadko kto słyszał, nie wspominając już o żyjącej tam wspólnocie chrześcijańskiej. Choć mieszkańcy tego niewielkiego kraju to w 99 proc. chrześcijanie, katolicy stanowią zaledwie 16 proc. społeczeństwa.

53-letni przewodniczący Konferencji Episkopatu Oceanu Spokojnego bp Mafi jest najmłodszym spośród nominowanych purpuratów. W 2007 r. Benedykt XVI mianował go biskupem koadiutorem diecezji Tonga.

Kardynałem został też biskup ordynariusz diecezji Santiago de Cabo Verde bp Arlindo Gomes Furtado z Republiki Zielonego Przylądka. W tym niewielkim kraju otoczonym wodami Oceanu Atlantyckiego 96 proc. 440-tysięcznej ludności stanowią katolicy. Pierwszy kardynał Republiki Zielonego Przylądka musi się jednak troszczyć także o liczącą 700 tys. osób diasporę rozsianą w Ameryce i Europie.

− Myślę, że jasne jest, iż Ojciec Święty, wybierając nowych kardynałów ze wszystkich części świata, chce ukazać powszechność Kościoła. Pragnie, by Kolegium Kardynalskie było reprezentatywne dla powszechności i różnorodności Kościoła na całym świecie. Dlatego włącza do niego biskupów będących pasterzami rozsianych na nim Kościołów lokalnych - zauważył jedyny kurialista spośród kardynałów elektorów, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej abp Dominique Mamberti. Papieskie nominacje wskazują na mniej znane, choć żywotne wspólnoty kościelne, podejmujące niekiedy heroiczny wprost trud dawania świadectwa. Jest to też sygnał dla naszej europocentrycznej mentalności − być może Kościół jutra to dzisiejsze peryferie świata.


Małgorzata Szewczyk


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje