Konserwatyści już nie milczą

O klauzuli sumienia i zbliżającej się wojnie ideologicznej z Jackiem Żalkiem, posłem Platformy Obywatelskiej, rozmawia Łukasz Kaźmierczak.

Jacek Żalek (ur. 1973) - parlamentarzysta Platformy Obywatelskiej, poseł na Sejm VI i VII kadencji, wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Ochrony Życia i Rodziny, członek sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Komisji Ustawodawczej. Uhonorowany certyfikatem "Kandydat Przyjazny Życiu i Rodzinie". Inicjator projektu ustawy mającej wprowadzić klauzulę sumienia dla aptekarzy.

Reklama

Panie Pośle, jest Pan osobą strachliwą?

- Nie, nie, wręcz przeciwnie. Moi wyborcy kojarzą mnie raczej z walką. Sami podsunęli mi nawet hasło wyborcze: "Serce do walki".

Tak? A podobno boi się Pan swojego proboszcza...

- Aaa, już rozumiem, do czego pan zmierza. Zapewne chodzi o niedawną wypowiedź jednej z moich partyjnych koleżanek, której nie spodobała się nadmierna, jej zdaniem, aktywność tzw. frakcji konserwatywnej w PO.

Właśnie, a Panu dostało się w dwójnasób. Głównie za zgłoszenie projektu klauzuli sumienia dla farmaceutów.

- Tego typu ataki są jedynie wynikiem pewnej słabości intelektualnej osób wypowiadających takie słowa. Bo tak naprawdę, to nie rada parafialna uchwala sobie nagle klauzulę sumienia, ale jest to wymóg wynikający bezpośrednio z rezolucji Rady Europy. I to nie Katechizm Kościoła Katolickiego stanowi prawo do wolności sumienia tylko Konstytucja RP w art. 53. Podobne stanowisko zajął zresztą także Trybunał Konstytucyjny, który w 1997 r. jednoznacznie orzekł, że wolność od przymusu i wolność od zachowań niezgodnych z sumieniem jest w naszym porządku prawnym niepodważalną zasadą.

Zatem w czym problem?

- Otóż przeciwnicy klauzuli sumienia nie rozumieją, że to wcale nie jest spór światopoglądowy, ale przede wszystkim batalia prawna o to, czy przestrzegamy konstytucji i zawartych w niej podstawowych praw, czy też uważamy, że dyktat ideologiczny może wykluczyć stosowanie prawa.

Ale w tej sprawie chodzi o coś więcej niż tylko o prawo do odmowy sprzedaży zwykłej aspiryny.

- Gdyby chodziło tylko o leki, to nie byłoby żadnego problemu. Tymczasem prawo farmaceutyczne nakłada na aptekarzy obowiązek sprzedawania nie tylko leków, ale również wszystkich tzw. produktów medycznych, w tym również preparatów wczesnoporonnych, których jedynym przeznaczeniem jest zabicie poczętego dziecka. A to już kłóci się i z sumieniem, i z kodeksem etyki farmaceuty, i z etosem jego pracy. Bo kiedy farmaceuta wybierał ten zawód, to zobowiązywał się służyć życiu i zdrowiu, a nie w nie godzić. Zatem konflikt jest tutaj oczywisty. Mamy bowiem do czynienia z ewidentnym przymusem prawnym.

Nie mówię już nawet o tym, że wszelkie wczesnoporonne preparaty są tak naprawdę w ogóle niezgodne z prawem, ponieważ w rozumieniu naszego prawa dziecku przysługuje pełna ochrona prawna od momentu poczęcia.

Niezgodne z prawem, ale powszechnie dostępne w sprzedaży.

- Niestety, firmy farmaceutyczne próbują omijać przepisy, manipulując nazewnictwem. Nie mówi się wprost o tabletce "dzień po" tylko np. o preparacie antyzagnieżdżeniowym. Ale de facto to na jedno wychodzi.

Zna Pan oczywiście główny argument przeciwników klauzuli sumienia?

- Aptekarz to tylko sklepikarz?

Takie głosy słychać najczęściej.

- Nie zgadzam się z nimi. Aptekarz to wyspecjalizowany zawód medyczny i to zawód zaufania publicznego. Nie na darmo farmaceuta składa ślubowanie, w którym zobowiązuje się wykonywać swoje obowiązki, "mając zawsze na względzie dobro pacjenta". Spójrzmy zresztą na to z innej strony. Żeby nabyć preparaty wczesnoporonne, trzeba najpierw udać się po receptę do ginekologa. A ten może odmówić jej wypisania, powołując się na klauzulę sumienia. Farmaceuta takiego prawa już nie ma.

Zazgrzytało.

- Idźmy dalej: jeżeli niektórzy aptekarze nie chcą dziś sprzedawać środków wczesnoporonnych, to postępują oczywiście niezgodnie z prawem. Zgodnie z kodeksem etycznym farmaceuty, zgodnie z konstytucją, ale niezgodnie z ustawą o farmaceutach.

I takie "podziemie farmaceutyczne" rzeczywiście istnieje?

- Powiedziałbym raczej o stosowaniu "dzikiej" klauzuli sumienia. Część aptekarzy odmawia sprzedaży środków wczesnoporonnych, a kobieta, która chce je stosować, najczęściej nie docieka powodów tej odmowy, tylko po prostu biegnie do następnej apteki.

Ale mogłaby także pójść na komisariat policji.

- I dlatego pomysł klauzuli sumienia wychodzi naprzeciw oczekiwaniom aptekarzy, bo jest sposobem ucywilizowania tego procederu z poszanowaniem wolności farmaceutów. Zresztą, w ostateczności o wszystkim i tak zadecydują zasady popytu i podaży.

Niewidzialna ręka wolnego rynku?

- Jestem przekonany, że wolny rynek zweryfikuje obecną sytuację na korzyść osób stosujących klauzulę sumienia. Bo przedsiębiorca, który prowadzi aptekę, więcej zyska, zatrudniając co najmniej jednego pracownika, korzystającego z klauzuli sumienia, niż zarządzając, że u niego pracują tylko osoby niestosujące takiej klauzuli. Klienci są przecież bardzo zróżnicowani.

A jeżeli konsumenci zadecydują, że nie chcą takich "wrażliwych" farmaceutów?

- Wtedy ci ostatni będą musieli zapewne zmienić profesję. To jest niestety cena, jaką płacimy za nasze przekonania. Ale ja takich obaw nie mam. W naszym kraju osoby wierzące, czy w ogóle deklarujące przywiązanie do tradycyjnych wartości moralnych, stanowią nadal zdecydowaną większość społeczeństwa. Dotyczy to także pacjentów. A zatem wierzący katolicy, którzy będą chodzili do apteki stosującej klauzulę sumienia, dadzą tak naprawdę wyraz temu, czy rzeczywiście są wierzący.

Co jednak z rynkową dostępnością leków i środków medycznych?

- To kolejny chybiony kontrargument przeciwników klauzuli sumienia. Proszę zauważyć, że o dostępności wszystkich środków decydują i tak lekarze. Nie zapominajmy, że ginekologów jest dwa razy mniej niż aptek, a przecież część z nich korzysta z klauzuli sumienia.

A mimo to środki wczesnoporonne są powszechnie dostępne. Mówiliśmy o tym przed chwilą.

- A jeżeli na dodatek weźmiemy pod uwagę, że zgodnie z przepisami w każdej aptece musi pracować co najmniej dwóch farmaceutów, to nawet jeżeli co drugi z nich będzie stosował klauzulę sumienia, to i tak na rynku pozostanie dwa razy więcej aptek niż gabinetów ginekologicznych. Zresztą rynek nie znosi pustki. Jeżeli dwie apteki nie będą zaspokajały potrzeb klientów, to szybko pojawi się ta trzecia.

Podobnie nieprawdziwy jest argument, że kobieta z małej miejscowości, w której jest tylko jedna apteka, nie będzie mogła nabyć takich środków. Bo przecież, żeby je otrzymać, musi i tak najpierw pojechać po receptę do ginekologa przyjmującego w większej miejscowości. I tam może zrealizować receptę.

Byłem ostatnio w takiej typowej wiejskiej aptece: leki na kaszel, przeziębienie, coś na ból zęba. I to w zasadzie wszystko.

- Właśnie, konieczność zapewnienia pełnej oferty leków to jakiś mit. Sami farmaceuci przyznają, że wiele aptek nie sprzedaje nawet leków ratujących życie i zdrowie. Tak jest np. w przypadku insuliny, która ma określony, krótki termin przydatności. Ale gdyby wprowadzono wymóg, że każda apteka musi mieć insulinę "na stanie", to część z nich zapewne szybko by splajtowała. Tak więc już dziś niektóre leki dostępne są tylko w wybranych aptekach, z reguły tam, gdzie znajdziemy lekarzy danej specjalności. To najzupełniej normalne.

A stosowanie klauzuli sumienia w przypadku innych zawodów?

- W zasadzie klauzula sumienia dotyczy wszystkich obywateli. To jest prawo konstytucyjne. I trzeba wyraźnie podkreślić, że z zasady owo korzystanie z konstytucyjnych uprawnień nie narusza niczyich praw. Jedyną grupą, która została pozbawiona tego prawa, są aptekarze. Nawet w wojsku żołnierz nie jest przymuszany do udziału w misji wojennej. To nie jest rozkaz typu: "Kowalski wystąp, jedziesz na misję". Nie, on zgłasza się na ochotnika.

Ale niektórzy Pańscy partyjni koledzy mówią: jak będzie klauzula sumienia, to zaraz odezwą się wegetarianie, ekolodzy albo wyznawcy świętych krów.

- Jasne, jak się nie ma rzeczowych argumentów, to można zawsze próbować kogoś obśmiać. Tylko że wbrew temu, co mówią przeciwnicy klauzuli sumienia, akurat wegetarianin nie ma przymusu sprzedaży mięsa. Jeżeli chce, to może w swoim sklepie handlować pietruszką i nikt go nie zmusi do prowadzenia stoiska z mięsem. Natomiast aptekarz nie może powiedzieć: będę sprzedawał tylko leki. Bo znajduje się w sytuacji przymusu ustawowego.

I nie ma w tym żadnej logiki.

- Absolutnie żadnej. Chyba że nazwiemy ją logiką totalitarną. Spróbujmy zresztą zastosować w praktyce ową logikę adwersarzy, zgodnie z którą musimy zrobić wszystko, czego oczekuje klient. Przykładowo, fryzjer męski będzie musiał strzyc również kobiety, by się nie narazić na zarzut dyskryminacji, a właściciel jedynego warzywniaka zostanie zmuszony do sprzedaży ryb i mięs, bo w przeciwnym wypadku może zostać oskarżony o dyskryminację mięsożerców i rybożerców. Oczami wyobraźni widzę taką sytuację: do sklepu wiejskiego przychodzi koneser dobrego wina i krzyczy: "Jak to, jestem koneserem dobrego wina i sobie nie życzę, żeby w moim sklepie, który jest jedynym we wsi, nie było dobrego wina!". Takie założenia prowadzą więc do absurdu.

No to teraz może trochę popolitykujmy. A w tle oczywiście cały czas klauzula sumienia.

- Bardzo proszę. I od razu zaznaczam: politycy także mają pełne prawo powoływać się na klauzulę sumienia.

Akurat. A dyscyplina partyjna?

- Dyscyplina nie zastąpi nikomu sumienia.

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje